Dzień Weterana Działań poza Granicami Państwa to nie tylko nowy system świadczeń i pomocy dla żołnierzy, którzy służyli Polsce narażając zdrowie, a czasem płacąc najwyższą cenę. To, co ważniejsze i co powinno być wspólnym zadaniem – nie politycznym, związanym z daną opcją, ale narodowym i powszechnym dla wszystkich – to dbałość o szacunek dla naszych żołnierzy. To pierwszy i podstawowy warunek poprawy ich sytuacji i pozycji w społeczeństwie.
REKLAMA
Po raz pierwszy obchodzimy Dzień Weterana Działań poza Granicami Państwa. To niezwykle ważne, żeby 29 maja nie stał się kolejnym świętem, o którym dowiadujemy się z gazet i przechodzimy obojętnie. W gruncie rzeczy chodzi o sprawy najwyższej wagi. O szacunek jaki powinniśmy mieć do samych siebie. Jeśli nie oddamy czci i uznania żołnierzom, to tak jakbyśmy nie szanowali samych siebie. Polska armia w ciągu ostatniej dekady stawiła czoła zadaniom, o jakich nawet w momencie przystępowania do NATO, większości z nas nawet się nie śniło. Przypomnijmy, że dopiero po ataku na World Trade Center z 11 września, mocy nabrał artykuł o solidarnym wsparciu członka sojuszu, który został zaatakowany. Operacja w Afganistanie, która trwa do dziś to wciąż nieskończona misja, którą podjęło NATO i nasi żołnierze wciąż poświęcają się realizując zobowiązania jakie mamy my wszyscy Polacy wobec społeczności międzynarodowej. Przy całej krytyce wobec Sojuszu Północno-Atlantyckiego, jest on dla nas najsilniejszą gwarancją bezpieczeństwa w przypadku wybuchu jakiegokolwiek konfliktu zbrojnego. Czuję wstręt i zażenowanie, gdy w Internecie przy artykułach o żołnierzach czytam obrzydliwe komentarze. Nie można zostawiać bez odzewu oczerniającej opinii o tym, że skoro żołnierz jest ranny, a nawet ponosi śmierć, to „sam był sobie winny, bo chciał zarobić”. Ludzie, którzy wypisują podobne kalumnie powinni z miejsca dostawać „bany” na internetowych forach. Takie komentarze to nie jest już ludzka głupota. To jest zwyczajna hańba. Ci, którzy siedzą wygodnie za biurkami i chowają się za kotarą anonimowości, powinni zdać sobie sprawę, że danina krwi i odwaga, jaką muszą w sobie odnaleźć żołnierze, żeby stawiać czoło obowiązkom, zasługuje na najwyższy szacunek. Ciekawe jak ich zdanie się zmieni, gdyby nie daj Boże w wypadku wojny jedynymi, na których można było liczyć byli właśnie żołnierze. Lepiej pomyśleć o tym zawczasu i nie obrażać tych, których życiową misją jest służba Polsce i Polakom.
Bardzo zależy mi, żebyśmy choć dziś postarali wznieść się nad bieżącą politykę i uznali, ze Dzień Weterana musi być początkiem zmiany. Takiej, na której powinno zależeć nam wszystkim, bo jeśli nie będziemy szanować NASZYCH żołnierzy, nie będziemy szanować siebie, co dla narodu jest najprostszą drogą do zguby.
Domyślam się, ze znajdzie się wielu, którzy zakrzykną, że to za mało. Ot dzisiejsza lewicowa Trybuna podnosi, że ustawa ominęła tych żołnierzy, którzy służyli wcześniej na misjach innych niż Irak i Afganistan. Lewicowy dziennikarz (nota bene już wcześniejsze wcielenie Trybuny skutecznie przyczyniało się do podważania sensu naszego udziału w operacjach wojskowych) krytykuje, że świadczenia dla żołnierzy są wciąż bardzo niewielkie.
Nie da się wprawdzie zaprzeczyć, że np. skoro dopłaty do lekarstw dla żołnierzy mają niewytłumaczalnie niski poziom, to coś z proponowanym rozwiązaniem jest bardzo nie w porządku. Jeżeli informacje dziennikarza są rzetelne, to nie można przejść do porządku dziennego nad faktem, że weteranom, których rany często będą utrudniać, a nawet uniemożliwiać podstawowy komfort życia nie oferuje się pomocy. Przecież to nie jest kwestia zapewnienia życia w luksusie i korzystania z bajońskiej emerytury wojskowej przy domu z basenem. Być może tak wyobrażają sobie żołnierski stan spoczynku ignoranccy hejterzy z forów internetowych, ale to totalna abstrakcja. Przykra prawda jest taka, że weterani często zostają bez środków nawet na niezbędną rehabilitację – lekarstwa, podstawowe środki na utrzymanie siebie i rodziny. Gdy się to zrozumie, trzeba powiedzieć, że Dzień Weterana i idea z jaką ma się wiązać, jest pierwszym krokiem w dobrym kierunku. Krokiem, za którym muszą iść kolejne, jeśli tylko sytuacja gospodarcza umożliwi dalsze i mocniejsze wsparcie.
Dzisiejszy dzień powinniśmy uwolnić od polityki, ale od siebie muszę dodać, że młody i aktywny minister Tomasz Siemoniak o honor żołnierzy stara się dbać jak najlepiej. Nawet krytyczna opozycja przyznała mu rację, gdy oficjalnie i głośno wspierał wysiłki jednego z żołnierzy przeciwstawiającemu się plugawym komentarzom o żołnierzach w Internecie. Troska o godność żołnierzy to jeden z fundamentów tego, co minister Siemoniak pojmuje jako swoją misję. Bardzo wspieram taką filozofię, bo pamiętam, że każdy minister to w gruncie rzeczy, pracownik zatrudniony przez wyborców i przez nich rozliczany. Jako szef MON jest szczególnie odpowiedzialny za los żołnierzy i wywiązuje się z tego obowiązku bardzo dobrze. I dlatego choć wiem, że pomoc naszym weteranom wciąż nie jest adekwatna do ich zasług i potrzeb, powinna być wyłączona z polityki i zgodnie poparta przez wszystkie polityczne siły. To zobowiązanie polityków, ale jest też coś co możemy zrobić wszyscy i powinniśmy zdać sobie sprawę z naszej mocy i odpowiedzialności.
Nie wszystko da się zrobić od razu, ale wyraźnie widać, że żołnierzom brakuje rzecznika ich interesów. Że z wielką łatwością przychodzi ich krytykowanie, być może motywowane zazdrością albo kompleksami internetowych frustratów. I tu właśnie jest nasza rola, to my jako społeczeństwo i naród musimy solidarnie upominać się o naszych żołnierzy. Jeśli zmieni się postawa społeczeństwa, argumenty do dalszych i bardziej wspierających wojskowych działań zyskają politycy. Poparcie dla szczególniej troski o tworzących nasze bezpieczeństwo Polaków to zwyczajnie nasz narodowy interes. Każde środki, jakie wspomogą ich rodzinne budżety to inwestycja nie tylko w bezpieczeństwo, ale i godność i poczucie wartości Polaków. Gdy słyszę utyskiwania profesor Środy, która zarzuca, że polska polityka jest jedynie męska i koncentruje się na męskich zabawkach takich jak armia, gospodarka i wojsko, doskonale rozumiem, dlaczego Pani profesor mimo niewątpliwych ambicji nic w polityce nie osiągnęła. Krytykowanie wydatkowania środków na armię, w czym wtóruje jej król populizmu Janusz Palikot, to cios, który bardzo silnie uderza właśnie w kobiety. Trzeba wyobrazić sobie co czuje żona, opiekująca się dziećmi i zmuszona radzić sobie z życiowymi problemami, kiedy mąż jest w Afganistanie. Jak w strachu słucha wiadomości o kolejnych ostrzałach naszych patroli i coraz groźniejszych ładunkach podkładanych przez terrorystów. To one zmagają się z efektem Środy, to ich rodziny są zohydzane i odsądzane od czci, przez podobnych do Środy ignorantów. To w końcu one, często przeżywają wspólnie z mężami horror traumy, jaka nie rzadko staje się zmorą rodzin wojskowych. W Dniu Weteranami wszystkim tego typu głosom mówię jasno NIE i proszę Was, żebyście w spokoju zastanowili się nad tym przekazem.
