REKLAMA
Nie oglądałem konferencji prokuratury wojskowej. Znam jej konkluzje. Wybuchu nie było, a przynajmniej nie ma po nim śladu. Dla mnie to jednoznaczne, ale PiS-u i tak nie da się przekonać.
Z PiSem to jest trochę tak, jak w tej przypowieści o bacy żartownisiu. Zażartował sobie raz wołając ludzi ze swojej wioski i twierdząc, że stado napadły wilki. Wszyscy się zlecieli, ale szybko zrozumieli, że zostali nabici w butelkę. Kiedy wilki przyszły naprawdę, nikt już nie przybył bacy na pomoc. I tak samo jest z PiSem, który opowiada o nowych faktach, a wychodzą nieśmieszne żarty z poważnej sprawy.
Nie jestem na bieżąco i nie będę udawać eksperta od awionisistyki, aeronautyki czy pokrewnych dziedzin. Po tym jak słyszałem, że piloci nie zeszli poniżej 100 m (jak twierdził niesławny profesor Rońda), co okazało się „blefem”, po tym jak rzekomo na wraku znaleziono trotyl, a ostatnio Chris Cieszewski oznajmił światu, że brzoza nie została złamana i pomylił ją ze stertą śmieci czy desek, temat jest dla mnie po prostu skończony i rozstrzygnięty. I poniedziałkowa konferencja niewiele tu zmienia. Nie mam poczucia przełomu, ale też nie mam złudzeń co do wiarygodności teorii spiskowych.
Nie podobają mi się drwiny z katastrofy i cierpienia rodzin ofiar, które słyszę od niektórych polityków, szczególnie lewicy. Ale też nie akceptuję zupełnie narzucania innym tego, co mają myśleć. Nie akceptuję również działania prokuratury, mówiłem to wielokrotnie i chciałbym to bardzo podkreślić jeszcze raz.
Od dawna mówię i powtarzam, że prokurator generalny Andrzej Seremet zupełnie się nie sprawdził. I twierdzę to od momentu, gdy podlegli mu prokuratorowie dołożyli się do aresztowania Alesia Białackiego przesyłając białoruskim służbom dokumenty o jego finansach. Tyle, że w przeciwieństwie do PiS-u i wyznawców prezesa Jarosława Kaczyńskiego i wiceprezesa Antoniego Macierewicza, nie dostrzegam w tym żadnego spisku, czy matactwa. Widzę jedynie przykry obraz Andrzeja Seremeta, który powinien jak najszybciej udać się na spoczynek i dać innym, młodym i ambitnym, rozwinąć prokuraturę na miarę naszych oczekiwań.
Zastanawiam się, co by było z PiS-em i Kaczyńskim gdyby wszystkie wątpliwości smoleńskie były wyjaśnione. Wystarczy minimum wyobraźni i będzie jasne, że wtedy partia przestanie mieć rację bytu. Prawda jest taka, że w mojej opinii działa ona tylko i wyłącznie po to, by wprowadzić spec ustawę i powołać coś na kształt Trybunału Przeciw Zbrodni Smoleńskiej. Wszystko inne to kamuflaż, żeby walczyć o tzw. „prawdę”. Ale prawda jest przykra. Nie wierzę, aby samodzielnie myślący inteligentni ludzie nie rozumieli, o co chodzi w teatrze PiS-u. Tu nie chodzi o prawdę. Chodzi tylko o to by rozsiewać ziarna wątpliwości, wywoływać burze i systematycznie „ujawniać nowe fakty”. Potem są one obalane, zamiast brzozy mamy stertę śmieci, zamiast prawdy blefy profesora Rońdy, a zamiast zamachu zwyczajną, ale jakże tragiczną katastrofę.
To nie Pan Macierewicz będzie decydował czy jestem patriotą i uzależniał to od tego czy wierzę w Smoleńsk. Mam niepokojące wrażenie, że komisje i zabiegi Macierewicza odarły tę straszną datę z resztek powagi. Żałuję też, że część polityków uważa, że zdobędą popularność będąc w tej jałowej dyskusji bardziej brutalnym. To jest ślepa uliczka. Nie wiem czy da się wyleczyć ludzi z obsesji, ale wiem, że z ludźmi ogarniętymi obsesją dyskutować merytorycznie po prostu się nie da.