Mieszkający we Wrocławiu siostrzeniec kubańskiego muzyka Jose Torresa jest obiektem rasistowskich ataków miejscowych kiboli. Wykrzykiwali mu pod oknami "zajebać czarnuchów". Zniszczyli skuter. Na rzeczonym skuterze zostawili plakat. Widzimy na nim leżącego na ziemi czarnoskórego mężczyznę oraz odziane w glany nogi kopiących go mężczyzn. Zapewne zbyt odważnych, żeby upublicznić swoje śnieżnobiałe lica. A może zbyt wstydzących się braków w uzębieniu.

REKLAMA
Podpis na plakacie: "Tak się zabawia szlachta z Wrocławia". Ciekawa sprawa z tą szlachtą. O ile mi wiadomo, wielu rodowitych wrocławian to potomkowie polskich chłopów z terenów obecnej Ukrainy. Jakieś kompleksy?
(Więcej o prześladowaniach Torresa można przeczytać tutaj.)
Trudno w tym momencie nie zapytać, niech będzie, że populistycznie: co robi policja? Policja, oczywiście, wyjaśnia. Prawdopodobnie w przerwach między zaczajaniem się w krzakach na nietrzeźwych rowerzystów. Strach pomyśleć, co zrobi prokuratura. Znowu umorzy?
A teraz o tych rowerach. Nienowe, ale wciąż aktualne fakty, ujawnione jakiś czas temu przez media: 4,5 tysiąca fanów dwóch kółek napędzanych gazem siedzi obecnie w polskich więzieniach. Brawo! Wybitny rekord! Tyle że kiedy wracam po zmroku do domu, to nie od rowerzystów spodziewam się doznania szkody. Dresy pobłyskują w świetle latarń. Wymieniają ciekawe spostrzeżenia. Szukają u przechodniów odpowiedzi na nurtujące ich pytania. A policji wtedy jakoś nie widać.
Moja znajoma - trzeźwa - jechała ostatnio rowerem po - pustym - chodniku. Stojący pod Belwederem funkcjonariusz zatrzymał ją, kazał zejść z roweru i: Albo - pieszo - zawrócić do najbliższego przejścia, aby mogła dotrzeć w ten sposób do biegnącej po drugiej stronie ścieżki rowerowej. Albo kontynuować - pieszo - podróż do kontynuacji tejże ścieżki zaczynającej się wprawdzie po tej stronie ulicy, co Belweder, ale kilkadziesiąt metrów dalej. (Meandry ścieżek rowerowych w stolicy to osobna sprawa). Znajoma myślała, że to żart. "A gdyby tu było przedszkole w przyszłości?". Ale nie. To było egzekwowanie przepisów.
Policja przecież nie żartuje. Policja robi, co uznaje za stosowne. Rowerzyści trafiają pod sąd, a wykrywalność przestępstw na tle rasowym spada. I jakoś to wszystko się kręci.
(Więcej o prześladowaniach rowerzystów można przeczytać tutaj.)
PS: Byłem we Wrocławiu kilka razy, piękne miasto. Co mi się rzuciło w oczy, to nadliczebność ochroniarzy w rozmaitych lokalach. Widocznie nie bez powodu. Bodaj na placu Solnym usłyszałem od jednego z nich: "jesteś w klubie, ściąg czapkę". Co miałem zrobić? Wzruszyłem ramionami i wyszłem.