Mija właśnie sześć lat odkąd w Smoleńsku Polska straciła wiele wybitnych osób. Ta rocznica jest o tyle smutna, że skala zawłaszczenia przez obecną władzę pamięci o tym strasznym dniu przeszła moje najśmielsze oczekiwania.
REKLAMA
To było do przewidzenia, że media publiczne, o przepraszam - media narodowe, większość czasu antenowego poświecą obchodzeniu rocznicy Smoleńska. Oczywiście to dobrze, bo wspominanie takich wydarzeń, to jeden z elementów misji mediów publicznych. Nie jest również zaskoczeniem to, że skład gości zaproszonych na antenę wygląda tak, a nie inaczej, odkąd #dobrazmiana dotarła do mediów należało się tego spodziewać.
Ale jednak, mimo całej podniosłości i powagi tego dnia, granica musiała zostać przekroczona, bo niektórzy inaczej nie potrafią. Granicę przekroczyła Ewa Stankiewicz - dziennikarka Telewizji Republika, reżyser filmów dokumentalnych. Zdaniem pani Stankiewicz, Donald Tusk dopuścił się zdrady, która powinna być ukarana najsurowszą z kar. W domyśle chodzi o karę śmierci, która zdaniem Stankiewicz powinna być w tym przypadku przywrócona.
Większych bredni dawno nie czytałem, ale wygląda na to, że teraz już tak będzie. Nie dalej jak wczoraj, dziennikarze TVP cytowali pana Berczyńskiego, "eksperta" związanego z dawnym zespołem parlamentarnym, a obecnie szefa podkomisji smoleńskiej, która ma "zbadać przyczyny katastrofy". Zdaniem Berczyńskiego, Amerykanie mają zdjęcia satelitarne, które potwierdzają, że Tu-154 nie uderzył w brzozę, lecz zaczął się rozpadać już w powietrzu. To oczywiście bzdura, bo prawdziwi eksperci zajmujący się badaniem katastrof już dawno wykluczyli taką wersję wydarzeń. Wykluczyli, bo przeprowadzili badania na miejscu katastrofy i na materiale dowodowym, czyli na czymś do czego Berczyński i jego współpracownicy dostępu nie mają.
W przeciągu kilku miesięcy zdezaktualizowała się rzetelnie przeprowadzona praca polskich ekspertów, którzy krok po kroku starali się dojść do prawdy o tej strasznej tragedii. Minister Macierewicz jednym ruchem odsunął prokuratorów, którzy badali wypadek z ramienia Prokuratury Wojskowej, bo doskonale wiedział, że mogą być dla niego i jego narracji niewygodni.
Po sześciu latach niestety nie ma śladu po atmosferze tamtych dni, kiedy cała Polska opłakiwała ofiary Smoleńska. Nie ma tej atmosfery, bo do gry weszła polityka, którą na trumnach ofiar przez wszystkie te lata uprawia Jarosław Kaczyński i jego partia. To, że najwięcej ofiar należało bądź sympatyzowało z jego partią nie daje mu prawa do zawłaszczania pamięci, która w tamtych dniach należała do każdego z nas.
Nie ma pan takiego prawa ani zgody narodu polskiego panie Kaczyński.
