Doceniając polskie społeczeństwo, które potrafi się emocjonować wieloma wydarzeniami, poczułem smutek, budząc się wczesnym świtem po meczu z Czechami i słysząc na ulicach zupełną ciszę, po czym widząc zaledwie jedną flagę zwisającą z balkonu wielkiego wieżowca. Na dodatek ten spokój po burzy - także w przenośni - nie pozwalał jej rozłożyście się prezentować, a była dość dużych rozmiarów, więc mogłaby obudzić całe osiedle.

REKLAMA
Media na całym świecie będą nadal poświęcać tyle samo miejsca wydarzeniom w Polsce i na Ukrainie, zapewne teraz "na gorąco" szeroko komentując, że odpadliśmy - ciekawe, co dalej z Ukrainą, bo wtedy byłaby to kompletna porażka gospodarzy tegorocznych mistrzostw - a potem co rusz do tego wracając w relacjach i podsumowaniach. Media w Polsce również będą się rozpisywać i rozpamiętywać, zauważając, że na naszej przegranej mistrzostwa się nie kończą, doceniając ważność organizacji Euro w naszym kraju. Ale czy Polacy nadal tak samo będą zainteresowani tym tematem?

Myślą państwo, że porzuciłem muzykę, o której zazwyczaj piszę zgodnie z zainteresowaniem, uprawianym zawodem i obietnicą zostawioną na blogu w naTemat? W takim razie zacznę od pytania, czy nie szkoda, że "Koko Euro Spoko" nie jest naszą wizytówką, którą mogłyby wykorzystać wspomniane już media na świecie? Niestety "Jarzębina" chyba nie śpiewa wszędzie. Jedynie przez moment była "wrzawa" wokół tego przeboju, a teraz nawet w TVP jakoś go nie słyszę, nie mówiąc za granicą. Bo nie jest najlepszy? Nie jestem za "chowaniem głowy w piasek" w sprawie Koko Euro Spoko. Jestem za daniem alternatywy. Bo ona jest.Wrzawa - doskonałe pojęcie sportowe, ale pewnie przesadziłem z jego użyciem w tym przypadku:).

Już częściej pojawia się refren z tej piosenki:

Przwdstawiam te piosenki, bo może one mogłyby pomóc w przypominaniu - zwykłemu Polakowi, który wraz z innymi (prawdziwymi kibicami futbolu) założył biało - czerwony szalik, ubrał w narodowe barwy samochód - że Euro nadal trwa i jesteśmy dumni, że u nas. Zakładam, że ten prawdziwy kibic docenia wartość organizacji Euro w Polsce? By nie było tak, jak kiedyś już się zdarzyło podczas mistrzostw, gdy odpadł gospodarz rozgrywek, że po kilku dniach ludzie w małym miasteczku dzwili się widząc obcokrajowców kupujących coś w sklepie, jadących na kolejny mecz, że jeszcze są rozgrywki.
Doceniając polskie społeczeństwo, które potrafi się emocjonować wieloma wydarzeniami, poczułem smutek, budząc się wczesnym świtem po meczu z Czechami i słysząc na ulicach zupełną ciszę, po czym widząc zaledwie jedną flagę zwisającą z balkonu wielkiego wieżowca. Na dodatek ten spokój po burzy - także w przenośni - nie pozwalał jej rozłożyście się prezentować, a była dość dużych rozmiarów, więc mogłaby obudzić całe osiedle.
W końcu, chodzi o to, aby Euro dało nam kilka refleksji, a nie zaginęło w morzu innych spraw. Powinienem się tego nie obawiać, przecież już pierwsze słowa krytyki zapowiadają, że będzie analiza i zostaną wyciągnięte wnioski. Słusznie, tylko spokojnie spytam, ile razy było już to robione?
Wiem, że przedwcześnie sobie przypomniałem moją krótką przygodę z piłką nożną, opisaną w temacie: Nie znam się na piłce nożnej od dawna. Słucham sobie muzyki. Pomiędzy meczami: Edmar Castaneda "Double Portion".
Dla tych, którzy nie lubią czytać o muzyce, przypominam całość mojego rozważania zamieszczonego w tym artykule: Kiedyś chciałem być piłkarzem. Patrząc z perspektywy czasu, byłbym takim sobie pomocnikiem. Chodziłem na treningi dwa razy w tygodniu. Graliśmy przed ligowymi meczami drugiej drużyny naszego klubu. Raz nawet wyjazdowe spotkanie z lokalnym rywalem. Strzeliłem gola dającego zwycięstwo, i co? Dostałem listę do podpisu, że otrzymałem dietę, której na oczy nie widziałem. Pieniądze zabrał trener, obiecując w zamian postawić piwo. Nie jest najważniejsze, że kosztowało zaledwie 1/4 należności, którą sobie przywłaszczył. Ale piwo dzieciakowi??? Pewnie to był żarcik:). Jak to, że przebili nam opony w autokarze, który i tak rozsypywał się cały. Nikt go nie naprawiał, pewnie jak sekcji piłkarskiej, jak naszej piłki nożnej latami. Dziś Euro mamy! Może będzie lepiej od teraz. Oby...Ten wstęp do wyżej wymienionego tekstu został niezauważony ze względu na prawdziwą treść tego artykułu, dotyczącą Edmar Castaneda Trio, o czym także w Leszek Możdżer nad jeziorem zamiast pływać gra na fortepianie?
Pewnie został pominięty, bowiem nie był to odpowiedni czas na takie zastanowienie. Wtedy jeszcze podgrzewaliśmy naszych piłkarzy do walki. Znowu powtórzę: słusznie. To był mój "falstart". Pięknie się tutaj wkradło kolejne sportowe porównanie:). Zwłaszcza, że mój piłkarski wątek to "pikuś" w porównaniu z całością problemu, jak odbudować siłę polskiej ligi i reprezentacji. Nie jestem fachowcem, by krytykować czy choćby się wypowiadać, co "w trawie piszczy" - jeszcze raz wieloznacznie, ale tym razem chyba trafnie się wypowiedziałem. (Oczywiście chodzi o "trawę" nie o piszczenie, tym bardziej nie lubię dowcipnych skojarzeń związanych z nazwiskami, typu piszczy - Piszczek, bo akurat tego piłkarza bardzo szanuję, uważając, że kompromituje swoimi umiejętnościami regułę, jakoby nasi byli słabi. Dokładniej rzecz biorąc, nie tylko on indywidualnie mnie do tego przekonuje w polskiej kadrze. A co do reguły, twierdzę, że wyjątek jej nie potwierdza, a ją zazwyczaj kompromituje). Może chociaż przy moich dywagacjach trochę się uśmiechniemy, dziękując POLSKIM PIŁKARZOM!!!, zbierając siły do dalszego przeżywania Euro i czekania na ciąg dalszy, co z polską piłką. Co z tą piłką? - panie Tomku, panie Grzegorzu, szanowny "Fryzjerze"...bo dziś, chcemy czy nie, najpopularniejszą piosenką na Euro jest znowu: Polacy nic się nie stało...