Mam nadzieję, że przyszłe pokolenia będą mądrzejsze od nas i nie będą chciały rozumieć swojej “europejskości” tylko poprzez pryzmat dziedzictwa wspólnej tradycji. Wspólna europejska historia nie pozostanie jedyną platformą budowania tożsamosci. Z perspektywy dzisiejszej debaty publicznej takie rozumienie tożsamości może prowadzić do wniosku, że wojna prusko-francuska z 1870r stała się elementem integrującym Niemców i Francuzów. Przecież zabijali się dla tych samych wartości!

REKLAMA
Kochajmy imigrantów !
Strategiczne zmiany związane z wpływem postkolonialnej imigracji na dotychczasową względnie homogeniczną strukturę społeczną w Europie, można było przewidzieć już kilkadziesiąt lat temu. Dzisiaj doświadczamy efektu politycznej krótkowzroczności ówczesnych rządzących elit. W czasach kryzysu grasują ksenofobia i rasism. Paradoksalnie jednak w tej zatomizowanej etnicznie strukturze, od prawie 70 lat nie mielismy żadnego konfliktu zbrojnego porównywalnego z Wojną Trzydziestoletnią czy Wojnami Światowymi z XX wieku. Ten wyczyn nie udał się naszym homogenicznym czystoeuropejskim przodkom od stuleci!
Po ośmiu latach doświadczeń w zintegrowanej Europie, można zadać sobie parę pytań - czy europejską tożsamość nabywa się dysponując formalnymi atrybutami - paszportem biometrycznym lub prawem ustawienia się w kolejce z napisem EU na lotniskach? Czy Europejczykiem może być tylko obywatel EU a jego korzenie muszą tkwić w chrześcijaństwie?
A może musimy zacząć budować nowe instrumenty do mierzenia zawartości Europejczyka w Europejczyku? Często przecież będziemy wyprowadzeni na manowce, porównując imigranta z Azji, ale z paszportem UE, z profesorem historii starożytnej Grecji z Kijowskiego Uniwersytetu, który swoja podróż do zintegrowanej Europy rozpoczyna od żmudnych starań o wizę wjazdową na teren Schengen. Schengen, bo tak Europę nazywają ci z Non-Schengen.
Po II Wojnie Światowej postkolonialna migracja do Europy, rozpoczęła proces zanikania wspólnej tożsamości. Prawdy objawione o wspólnym fundamencie zbudowanym z trzech wielkich jedności – jedności chrześcijaństwa, łacińskiego średniowiecza i jedności Oświecenia - jakoś ciężko przebijają się do berlińskiego Kreuzbergu. Niestety te oczywiste spostrzeżenia bardzo długo docierały do rządzących elit w Berlinie czy Londynie.
Powstały i powstają grupy społeczne, które nie znajdują wspólnego mianownika w byciu Europejczykiem. Dzisiaj w Europie aspekt religijny czy wspólnota etniczno-kulturowa stają się stopniowo elementem odróżniajacym niż łączącym. Trudno dostrzec powód, który zmusiłby islamską część społeczności Europy do przebudowania swojego katalogu wartości, nagle odnajdując swoje korzenie w spusciźnie starozytnej Grecji. Nawet paszport EU nie jest tego warty. To właśnie efekt kilku procesów zapoczątkowanych po 1945r. i w większości były one związane z obecnością kolonialną Wielkiej Brytani i Francji oraz intensywnym rozwojem gospodarki w Niemczech w 50 i 60-tych latach XX w.
Przyjmuje się, że we Francji żyje ponad 5 milionów muzułmanów, w Niemczech 3,6 miliona a w Wielkiej Brytani 1,6 miliona. W tej pobieżnej statystyce ograniczam się tylko do wyznawców islamu i pomijam inne społeczności zdefiniowane przez wyznawaną religię. Znane są statystyki , według których społeczeństwo Zjednoczonego Królestwa (nawet, gdyby Szkocja pozostała przy Koronie) do roku 2050 zmniejszy się z 60 do 53 milionów, a Niemiec z 83 do 61 milionów. Raport ONZ sprzed paru lat „ Replacement Migration Report”, prognozował konieczność sprowadzenia w latach 1995 – 2050 nowych imigrantów do pracy w Europie na 700 milionów osób. Tylko, aby utrzymać mobilnośc gospodarki. W wiekszości będą to przybysze z Turcji, Pakistanu, Bangladeszu. Ja dorzucam nadzieję, że także z Ukrainy, Rosji czy Kazachstanu. Dzisiejszy kryzys wyhamuje nieco migrację, lecz strategiczny trend pozostanie.
Mam spore wątpliwosci, czy nowi Europejczycy będą chcieli rozumieć historyczną tożsamość europejską jako elemet łączący i budujący. Dotychczasowe pojmowanie tożsamości jako elementu ze wspólnym kulturowym i historycznym tłem, było bardzo pomocne. Skutecznie mógło w ostatnich dziesięcioleciach połączyć wiele żywiołów żyjących przez ostatnie stulecia w konflikcie, jak np. Polska i Niemcy czy Niemcy i Francja. Lecz jak zintegrować Marokańczyka ze spuścizną Karola Wielkiego?
Mając w pamięci 700 milionów nowych, przyszłych Europejczyków, dla których Karol Wielki czy nawet Bolesław Chrobry :) nie będą mieli żadnych odniesień, łatwo jest ulec sugestii, że w czasach kryzysu gospodarczego niepokoje nowych Europejczyków, pozbawionych poczucia tożsamości europejskiej, mogą się stać ruchem rozbijającym integrację europejską. W moich przekonaniu, nie ma błędniejszej tezy - nowi Europejczycy będą raczej stabilizować nasz kontynent niż go rozbijać.
Europa zróżnicowana jest dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek wcześniej w historii. Proces ten będzie się pogłębiał w zakresie kulturowym, religijnym i językowym a jednocześnie będzie następowało wzmocnienie i konsolidacja formalnych instytucji europejskich.
Przypuszczam, że w kolejnych latach będzie odbywał się intensywny proces rozbudowywania świadomości tożsamości europejskiej głównie w odniesieniu do osi gospodarczo-administracyjnej UE. Model etniczno-kulturowy , będzie wielopiętrowy i mocno zatomizowany, a więc z natury rzeczy niegroźny. Trudno jest zarządzać agresją i nienawiscią w zatomizowanych kulturowo społeczeństwach.Po prostu rzadko można zidentyfikować wspólny mianownik. O wiele łatwiej w tych homogenicznych - włączcie telewizor w czasie transmisji obrad polskiego Sejmu i zobaczycie, jakie to łatwe.
Przypuszczam, że w dającej się przewidzieć przyszłości, w ramach modyfikacji czy uproszczeniu dotychczasowego kodu tożsamości europejskiej, podlegać będzie dalszej erozji autentyczna wiara na rzecz szacunku tylko dla jej atrybutów. W Polsce manifestuje się to już dzisiaj przez fenomen polegający na rzadszym uczestnictwem w niedzielnych nabożeństwach z jednoczesnym wzrostem ilości ślubów kościelnych. To przecież piękne i bajkowe uroczystości, organy, kwiaty i biel. I w zależności od grubości portfela można wybierać dowolne atrybuty tego święta. A potem i tak szlaban na niedzielne nabożeństwa I kościół staje się raczej budynkiem pokazywanym gościom zagranicznym jako zabytek sakralny z XVI w. Nie dostrzegam powodu, aby ta sama erozja nie miała się dokonać w islamie. Jest chyba tylko jedna dynamika, która może utrzymać islam w Europie na poziomie autentycznej wiary – izolacja i stygmatyzacja nowych Europejczyków przez tych "starych". Wtedy islam stanie się konserwatywnym bastionem wykluczonych.
Nowa tożsamość europejska będzie wypadkową wielu trendów kulturowo-historycznych, ale i administracyjnych, gospodarczych i monetarnych, pragmatycznie przejmowanych przez nowych Europejczyków. Nawet język danego państwa stanie się tylko instrumentem pragmatycznej komunikacji, a nie wartością wspólnoty językowej. W europejskich domach poważnej części imigrantów masowo używany jest język rodzimy – turecki, kurdyjski, arabski czy perski i to w drugim czy trzecim pokoleniu żyjącym już w Europie. Angielski czy francuski potrzebne są tylko , aby dostać pracę. Wiem i znam wielu wspaniałych imigrantów w Niemczech mówiących po niemiecku lepiej niż rodowity Berlińczyk, lecz musicie mi wybaczyć pewne uproszczenia intelektualne.Obraz większości jest inny.
Nowa tożsamość, a być może i... patriotyzm będą pojmowane jako integracja wokół np. wspólnej waluty niż wobec odległych i w dużej części nieznanych narodowych przeszłości i dziedzictw. Rozszerzająca się Europa, zarówno przez ometkowanie coraz większych przestrzeni kontynentu jak i przez imigrację, stanie się bogatsza o wielość tożsamości lokalnych. Paneuropejski nurt tożsamości zwiazany będzie raczej z potrzebami pozwalającymi na swobodne poruszanie się w wolnej przestrzeni gospodarczej UE.
Nie jest to perspektywa, która jest odmienna od procesu integracji mieszkańców USA. Perspektywa kolejnych dziesięcioleci towarzysząca redefiniowaniu i modernizacji kodu tożsamościowego daje mi nadzieję, że Europa nie stanie się w przyszłości zapomnianym kontynentem starych ludzi, a jej odświeżony wizerunek pozwoli na skuteczne gospodarcze i cywilizacyjne współzawodnictwo z innymi częściami świata.
Kochajmy imigrantów - bez nich, my Europejczycy, pozostaniemy w mgle historii i bez żadnych perspektyw na przyszłość, a z frustracji wywołamy pewnie nie jedną wojenkę.