Pozostawienie ministra Jarosława Gowina na stanowisku, jest wielką klęską premiera Donalda Tuska. Nie tylko wizerunkową, na której zależy najbardziej premierowi z Trójmiasta, ale przede wszystkim wyborczą. Bowiem rozzłoszczone lemingi są po debacie o związkach partnerskich z premierem na bakier i grożą rozwodem. Na razie są w separacji.
REKLAMA
Premier wykazał się dużym pragmatyzmem. Doskonale zdaje sobie sprawę, że podobnych do ministra Gowina obrońców zygot w PO jest więcej. Ale nie ma się co dziwić, skoro ta bezideowa partia, zrzeszająca w swoich szeregach z jednej strony obrońców życia z posłem Niesiołowskim na czele a z drugiej morderców z ministrem Arłukowiczem, musi zacząć się chwiać. Dziwne jest tylko to, że lemingi dawały nabrać się tak długo. Widocznie zielona trawa na zzieleniałej zielonej wyspie smakuje nadal wyśmienicie. Jaki premier, tacy wyborcy.
Premier Donald Tusk ma ewidentnie wielki kłopot ze swoim ministrem. Ale jest jego politycznym ojcem chrzestnym. Wiedział bowiem doskonale, że pan minister nie jest bezideowym chamem, których pełno na Wiejskiej. Powołał go świadomie, dając całusa swoim konserwatywnym chłopcom w partii. Na razie policzek pana premiera puchnie dość szybko, ku mojej wielkiej uciesze. Na blogu córuni nie pojawiło się od tej pory słoneczko.
Powołując swoich ministrów, pan premier mówił o nich jako o zderzakach. Powoli zaczynam rozumieć co miał na myśli. Pielgrzymki po Polsce, swoim świeckim papamobile, czyli Tuskobusem, pan premier prawdopodobnie zasili owymi zderzakami. Żadna przeszkoda nie będzie straszna. Kibole zaczynają drżeć w posadach. Pan premier będzie niczym Tir w zderzeniu ze społeczeństwem, zasiadającym w polonezie.
Wracając do ministra Gowina, to jak dziś pamiętam, jak premier rekomendował swoją katolicką gwiazdę w rządzie. Podobno doszukał się w nim szajby, oczywiście pozytywnej. Pan minister Gowin ma szajbę, z pewnością nie małą, na punkcie mitycznych zarodków, których bronić chce niczym pan prezes Jarosław Polskę zbaw Kaczyński niepodległości. Nikt jednak nie chce bronić prawie miliona głodnych dzieci, które winny być powodem do hańby dla rządzącej elity. Tłusta zielona wyspa okazuje się nie słyszeć głosu tych, którzy obok ryb głosu nie mają. Cóż, tym razem padło na dzieci. Na kogoś musi. Głos zarodków okazał się głośniejszy.
Po obejrzeniu filmu „Nie lubię poniedziałku”, na twarzy ministra Jarosława Gowina, pojawił się szczery uśmiech.
