Zmarł prof. Krzysztof Dunin-Wąsowicz. Jego śmierć jest olbrzymią stratą. Kończy się epoka kogoś, dla kogo socjalistyczne ideały nie były tylko pustym frazesem. One były częścią składową jego życia, w którym udowodnił swój socjalistyczny humanizm.
REKLAMA
Jego życiowy dorobek jest imponujący. Jeszcze przed wojna zaangażował się w ruch socjalistyczny. Był członkiem „Spartakusa”, organizacji pod wpływami PPS. Okupacja była prawdziwym testem, który zdał na całej linii. Był żołnierzem AK, pułku Baszta, założonego przez żoliborskiego harcerza, Ludwika Bergera, którego znał osobiście. Współpracował z „Żegotą”, która niosła pomoc polskim Żydom. Zaznaczę tylko to, co opowiadał mi na ten temat profesor. Podkreślał on bowiem z całą stanowczością, iż bez socjalistów Żegoty by nie było. Dziś się o tym w ogóle nie pamięta. Socjaliści zostali zepchnięci w niepamięć. W czasie okupacji również związał się z socjalistami. Był członkiem organizacji młodzieży socjalistycznej „Płomienie” i członkiem redakcji pisma "Płomienie". Po wsypie został aresztowany przez hitlerowców, po krótkim pobycie w Alei Szucha i na Pawiaku, trafił do obozu koncentracyjnego Stutthof. Co ciekawe, profesor uznał to za niebywałe szczęście, gdyż mało kto wychodził z Pawiaka żywy.
W obozie wykazał się męstwem. Niósł pomoc żydowskim więźniom, oddając im swoje racje żywieniowe. Widział ból i cierpienie ludzi, których przeznaczono na śmierć w imię zbrodniczej ideologii. W obozie również on padł ofiarą niemieckiej przemocy. Był bity, przez co w następstwie miał problemy ze zdrowiem. Podczas transportu więźniów, wraz z bratem, który również przebywał w obozie, udało mu się uciec. Dzięki czemu uratował swoje życie.
Profesor miał dwie pasje- politykę i historię. Był gigantem intelektualnym, znakomitym historykiem, który spełnił się na tym polu. Był autorem kilkudziesięciu książek, w tym pierwszej poświęconej obozowi koncentracyjnemu Stutthof, gdzie jako świadek z doskonałą precyzją i szczegółami opisywał zbrodnie i ludobójstwo w najdłużej istniejącym obozie koncentracyjnym w Polsce.
Okupacja jednak to przede wszystkim jego wspaniała rola niosącego pomoc Żydom. Za to była przewidziana kara śmierci. Jak mi sam mówił profesor, sam wg. hitlerowskiego prawa zasługiwał na wielokrotną karę śmierci. Krzysztof Dunin-Wąsowicz to naoczny świadek tamtych wydarzeń, który zdał prawdziwy egzamin dojrzałości w tych nieludzkich czasach. Nigdy nie zapomnę, jak opowiadał mi o pomocy w stosunku do Żydów. Nie zastanawiał się ani chwili czy w ogóle pomagać, to dla niego było oczywiste. Klimat, w którym wyrastał, z pewnością sprzyjał we wcześniejszym promowaniu idei tolerancji i walce z antysemityzmem. Żoliborz był wówczas dzielnicą wolną od antysemityzmu. Ta postępowa i inteligencka dzielnica promowała humanistyczne idee, wpisane w sztandary Polskiej Partii Socjalistycznej, która na Żoliborzu odcisnęła bogate piętno. Również atmosfera w jego rodzinnym domu sprzyjała bliskim relacjom międzyludzkim. W kwestii pomocy Żydom, nie widział nic nadzwyczajnego. To było dla niego automatyczne. Zdawał sobie oczywiście sprawę z tego, co za to grozi, jednak ani chwili się nie zastanawiał. Bardzo mi zaimponował. Po latach wraz z matką Janiną został odznaczony Medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata.
Miałem szczęście i zaszczyt go poznać. Książka, która powstałą po wielogodzinnych dyskusjach ukazywała mego rozmówcę, jako postać wielowymiarową o ogromnym doświadczeniu i dorobku. Ten wybitny człowiek, odcisnął głębokie piętno ma lewicy. Ale mam nadzieję, że nie tylko na niej. Był członkiem tylko jednej partii- Polskiej Partii Socjalistycznej. Dziś ideowość w polityce to tylko slogan. Nie zasilił szeregów PZPR, co nie było takie oczywiste. Wielu jego bliskich znajomych dało się zwieść stalinowskiej propagandzie. Ale nie on. Żałuje tylko, że nie było wykorzystywany przez media, goniące za sensacją, zapominające o swojej roli. Jego brak pokory, zwłaszcza w polityce urasta dziś do rangi cnoty. Był bardzo skromną osobą. Nie otaczały go tłumy, choć na to zasłużył.
Chylę czoła przed tym wybitnym człowiekiem. Moje czerwone serce pokryte jest dziś kirem. Jest jednak jedna rzecz silniejsza niż śmierć. To pamięć, która pozostanie i którą kultywować będą następne pokolenia.
