Okrągła rocznica śmierci czołowego polskiego hitlerowca, Romana Dmowskiego, to dobra okazja, aby przybliżyć tę ohydną postać, w czasach, kiedy endecka hydra podnosi głowę.

REKLAMA
Antysemityzm był częścią składową ruchu narodowego od samego początku. Był na jego sztandarach. Co oczywiście nie jest dla endekków, zarówno ówczesnych, jak i teraźniejszych, powodem do wstydu. Wręcz przeciwnie, są z tego dumni. Co ciekawe, idzie to w parze z rzekomą katolicką wiarą, choć ja dostrzegam tu ogrom sprzeczności. Dziś, w czasach rehabilitacji poczynań Romana Dmowskiego, który stał się dla wielu „mężem stanu”, a jego czyny przedostają się do mainstreamu, za pomocą konsekwentnie realizowanej przez prawice polityki historycznej, należy przypomnieć, że Roman Dmowski był zakompleksionym antysemitą, który z aprobatą spoglądał za zbrodnicze ideologie faszyzmu i nazizmu.
Fascynację hitleryzmem Roman Dmowski zawarł w eseju pt. „ Hitleryzm jako ruch narodowy”. Trudno się dziwić, bowiem zarówno jeden jak i drugi wszędzie widzieli żydowskie zagrożenie- „Hitlerowcy rozumieją, że chcąc zorganizować Niemcy na podstawach narodowych, muszą zniszczyć pozycję Żydów i ich wpływ na społeczeństwo niemieckie”. Jak zniszczyli, wszyscy pamiętamy. Roman Dmowski martwił się, czy aby naziści ida dobra drogą, szybko jednak zauważył, że jest lepiej, niż przypuszczał- „Dziś, gdy hitlerowcy są u władzy, trzeba stwierdzić, że wykazali oni o wiele większą siłę i konsekwencję w przeprowadzaniu swego programu wewnętrznego, niż tego można było jeszcze niedawno się spodziewać. Zarówno stanowisko ich względem Żydów i masonerji, jak walka z rozkładem moralnym, świadczy, że celem ich polityki jest uzdrowienie i wzmocnienie węzłów wewnętrznych, prowadzące do uczynienia narodu niemieckiego trwałą, niezwalczoną potęgą”.
Należy jednak podkreślić, iż Roman Dmowski był od Adolfa Hitlera, oraz jego chorych planów, szybszy, choć mniej konsekwentny, na szczęście. Jeszcze długo przed wydaniem „Mein Kampf”, Roman Dmowski na łamach endeckiej prasy zadał pytanie: „Czy żydów zasymilować, czy wypędzić czy wymordować?”. Jako że w asymilację sam nie wierzył, pozostawały więc dwa ostatnie rozwiązania. Ubolewał jednak nad brakiem możliwości do ich zrealizowania – „żadne z tych rozwiązań nie leżałoby w naszej mocy, chociażby było najbardziej pożądane”. Aż kusi zadać pytanie – a jeśli „leżałoby w naszej mocy”? Wybuch wojny rozwiał ostatecznie te wątpliwości.
Idea narodowa ścisle związana była z Kościołem katolickim. Księża byli nawet posłami w Sejmie. Hierarchia II RP w sposób bardzo jawny opowiadała się po stronie Narodowej Demokracji. Jednak sam Dmowski, jak na prawdziwego Polaka przystało, nie był gorliwym katolikiem, bowiem od czasów studiów zaprzestał praktyk religijnych. Wrócił do nich dopiero dwa lata przed śmiercią. Wiarę więc traktował jako oręże z wszechobecną jego zdaniem masonerią i żydostwem. Mimo to, śmierć polskiego faszysty ze smutkiem przyjęła Stolica Apostolska, która na łamach swojego organu prasowego, Osservatore Romano, napisała- „Ś.p. Roman Dmowski, wielki wychowawca młodych pokoleń, wielokrotnie w ostatnich czasach podkreślał,że pojęcie polskości i katolicyzmu są nierozerwalnie ze sobą związane. Dlatego też radosny objaw spontanicznego nawrotu młodzieży polskiej do wiary katolickiej jest w znacznej mierze Jego załugą”. Takie oświadczenie nie dziwi, gdyż ówczesny Papież nie krył swojego poparcia dla polityki III Rzeszy.
Pomnik Romana Dmowskiego, który od kilku już lat stoi w Warszawie, nie jest przebrzmiałym konfliktem. To nie spór o przeszłośc, lecz mimo wszystko o przyszłość. Przyszłość o to, jaką Polskę uważamy za godną utrwalenia i jaka ona ma być w przyszłości. Walka z ideologią Romana Dmowskiego to troska o Polskę wolną od nacjonalistycznych fobii.