Podobnych miejsc, w podobnych okolicznościach, na świecie pewnie są setki, może tysiące, ale takie jest tylko jedno. Ulica Ogrodowa w Łodzi. Ulica, która stała się granicą pomiędzy komercyjnym sukcesem, a nieprzystosowaniem. Ulica, która podzieliła, kiedyś spójny świat. Ulica, która jak żyletka przecięła istniejącą przed dekadami i przez dekady symbiozę świata bogatego ze światem, który na bogactwo pracował. Teraz ktoś odbudował sukces, wszyscy jakby zapomnieli o ludziach...

REKLAMA
Ma może ze 3 metry szerokości i jest długa na kilometr, no może dwa, ale
przez kilkaset metrów jest naprawdę wyjątkowa. Choć czarny podziurawiony
asfalt jest jak na każdej innej ulicy, to tu odbija w deszczowe dni, a
jednocześnie dzieli każdego innego dnia, dwa skrajnie różne światy. Gdyby
asfalt piął się w górę, a nie rozlewał, tu byłby czarnym, wysokim murem.
logo
"świeci neonami prawa strona, lewa strona cała wygaszona..." e.z

Po prawej stronie parkują pachnące, drogie samochody zamożnych, hotelowych gości, po lewej plują na chodnik bezrobotni mieszkańcy XIX wiecznych famuł.
Po prawej stronie w okresie świąt Bożego Narodzenia błyszczą tysiące
maleńkich lampek. Po lewej ledwo jarzy pęknięta żarówka na odrealnionym,
XIX wiecznym, robotniczym podwórku.
Po prawej stronie tysiące ludzików wbiegają w świat komercji i kolorowego
szczęścia.
Po lewej szare dzieci wybiegają z Biedronki z bułką, która ma starczyć na
obiad i kolację.
Po prawej otwarcie kolejnego butiku z ubraniami za kilkaset złotych.
Po lewej kompletna klapa spożywczaka, bo ktoś nie pomyślał o koncesji na
alkohol.
Po stronie drogich samochodów i pachnących ludzi, dizajnerskiego hotelu z
basenem na dachu, największe w Łodzi i jedyne takie w Polsce, jeśli nie w
Europie, centrum handlowo-kulturalno-rozrywkowe “Manufaktura”.
Po stronie zaplutych chodników, potomkowie łódzkich szwaczy i szwaczek od
lat bez pracy, bez perspektyw, w marazmie, z którego nie mogą się wybudzić, w warunkach żywcem z początków XX wieku. Dziś trudno o tym miejscu mówić -osiedle robotnicze - bo robotnicy wymarli lata temu. Dziś zostali bezrobotni pogrążający się w chorobie alkoholowej i ich dzieci, które nie wiedzą, że można żyć inaczej.
Obrazek 1
Lewa strona. Biblioteka dla dzieci. Wrzesień 2008. Warsztaty fotograficzne
dla dzieci z "Ogrodowej enklawy biedy”. Paradoksalnie brzmi ładnie.
- Dlaczego nie ma Ani i Kasi ? - Siostry przychodzą regularnie. Raz w
tygodniu. Słuchanie o fotografii i robienie zdjęć sprawia im radość.
- Bo sprzedają truskawki pod Biedronką.
- Jak to ?- przecież lubią tu przychodzić.
- Ale nie mają co jeść.

Kiedyś było spójnie. Po prawej Fabryka Izraela Poznańskiego. Po lewej
ceglaste, wysokie, robotnicze domy. Po prawej tysiące maszyn, po lewej
tysiące szwaczy i szwaczek, którzy je obsługiwali. Po prawej kilometry
bawełnianej przędzy, po lewej codzienne życie ludzi, którzy produkowali z
niej tony bel materiałów.
I tak przez prawie 100 lat. Były wzloty i upadki. Była wojna i Polska
Ludowa. Ale była symbioza, która tym z lewej pozwalała chodzić z
podniesioną do góry głową.
***
W XIX wieku Izrael Poznański, "król bawełny”, "druga fortuna w Łodzi”,
wybudował jedną z największych w mieście fabryk bawełny. Samowolnie
wydłużał czas pracy, płacił najniższe stawki, a podczas strajków był jednym
z najmniej ustępliwych fabrykantów.
logo
Bronisław Wilkoszewski wikipedia

Tuż obok zakładów, po drugiej stronie ulicy, kazał wybudować osiedle domów
robotniczych. W famułach mieszkali ci, którzy na co dzień dla Poznańskiego
pracowali. Mieszkania, głównie jednopokojowe, pozbawione były jakichkolwiek wygód, toalet, wody bieżącej. Ale były.
Wypełniały potężna lukę na rynku mieszkaniowym. Przy Ogrodowej mieszkał co dziesiąty łódzki robotnik.
Człowiek - robotnik po prawej stronie ulicy pracował, po lewej żył życiem
codziennym, swoim osobiście własnym .
Z miasta Łodzi . reż Krzysztof Kieślowski 1969
I tak w symbiozie, jakakolwiek by ona nie była, famuły z fabryką
funkcjonowały do 1989 roku. Wtedy fabrykę Izraela Poznańskiego, później
zakłady Poltex - chlubę PRL-owskiej Łodzi, postawiono w stan likwidacji.
***
W stan likwidacji postawiono również stuletnią symbiozę, która rozpadła się
na dwa różne światy, a ulica Ogrodowa zamieniła się w nienaturalna granicę
oddzielającą coś, co kiedyś stanowiło całość.
logo
Ulica Ogrodowa .Po prawej Hotel Andels (Manufaktura) po lewej famuły e.z

Obrazek 2
Kilkuletni chłopiec i jego starsza siostra, kolejne pokolenie z ceglastych
podwórek:
- Nasz tata umarł
- Bardzo mi przykro.
- Nam nie, bo bił Agatę i mamę.

W 2002 roku na terenie zakładów Izraela Poznańskiego, po prawej stronie
ulicy, rozpoczęła się spektakularna dla Łodzi i nie tylko inwestycja “
budowa centrum kluturalno-rozrywkowo-handlowego “Manufaktura". Cegła po cegle stara fabryka odzyskiwała blask. Co prawda bez 200 mln euro nie
byłoby to możliwe, ale po 4 latach stara fabryka ożyła jakby na nowo, w
zupełnie nowym kontekście.
Manufaktura z lotu ptaka
W nowym kontekście prawa strona zupełnie już nie potrzebowała lewej. A
władze Łodzi w żaden sposób nie próbowały przekonać inwestora, że mogłoby być inaczej. Nikt nie zawalczył o szansę dla potomków robotniczych rodzin.
Po lewej stronie ulicy, w prymitywnych famułach, już ponad dekadę toczyło
się życie bez perspektyw, bez pracy i bez pomysłu na ludzi zrośniętych z
ceglastymi domami.
W 2006 roku - uroczyste otwarcie Manufaktury - nowego miasta w mieście,
nowej jakości, która niestety nie rozprzestrzeniła się na inne obszary
Łodzi.
Po lewej marazm i nadbudowująca się, jak tkanka tłuszczowa, patologia.
melanż na Ogrodowej
W 2012 roku po prawej dziesiątki milionów ludzi wydających dziesiątki
milionów złotówek w błyszczącym i mega estetycznym centrum.
Obrazek 3
Lato 2009. Podwórko przy Ogrodowej. Dwie młode studentki z łódzkiej
filmówki organizują dla dzieciaków z famuł “podwórkowy piknik”. Przywożą
grille, kiełbaski, słodycze i lepiącą się coca colę. Na podwórku święto.
Zbiegają dzieci ze wszystkich podwórek. Z okna ceglastego domu wychyla się
głowa z twarzą przepitego mężczyzny. Woła małą dziewczynkę. Krzyczy, że ma przynieść do domu kiełbasę. Młode studentki tłumaczą dziecku, że piknik nie jest dla dorosłych. Chwilę później mała dziewczynka dostaje od ojca lanie,
bo nie wykonała zadania.
Po prawej pachnie trawa, szumią fontanny, ktoś przeniósł ciepłą plażę z nad
morza, na rynek Manufaktury . Gwar. Dziesiątki sklepów, restauracje, museum sztuki współczesnej , dyskoteki, kręgielnie, dizajnerski hotel.
Po lewej zdemolowane famuły, mieszkania bez toalet, zbiorowa toaleta w
pustostanie na parterze, rdzewiejące podwórka, rodzice bijący dzieci,
pijane matki, pijani ojcowie, synowie w więzieniach .
Po prawej francuski inwestor - Apsys
Po lewej miasto - Łódź
Kult
Punkt Widzenia
P.S. "Zza zasłony obserwuję obie strony..."
Po lewej 600 rodzin i żadnego pomysłu na nich w najbliższych latach.
Enklawa biedy, która pozostanie enklawą biedy i patologii. Miasto nie ma
pieniędzy na remonty domów, ani aktywizację ich mieszkańców.
Szkoda tylko, że gdy lat kilka temu ktoś wyłożył ponad 200 mln euro na
prawą stronę, zabrakło władzom odwagi i konsekwencji, by wydobyć kolejnych parę na wyrównanie szans, na edukację dzieciaków z sąsiedztwa, albo chociaż na remont domów, które, co by nie mówić, “psują widoki gościom hotelowym"...