REKLAMA
Wyobraźmy sobie hipotetyczny mecz piłki nożnej Polska – Dania, który Polska kończy wynikiem 1:4, a media oraz środowiska sportowe obwieszczają ogromny sukces polskiej reprezentacji.
Z całą pewnością nikt nie narażałby się na śmieszność interpretując porażkę polskiej drużyny jako sukces.
W polityce z jakiegoś powodu jest inaczej. Gowin przerżnął z Tuskiem wybory wynikiem 1:4.
Tak, trzeba to wyraźnie podkreślić, Gowin przerżnął te wybory. Może mniej dotkliwie niż spodziewali się niektórzy komentatorzy i politycy, jednak przegrał je bardzo wyraźnie.
Oczywistym jest, że przed Donaldem Tuskiem stoją pewne wyzwania wynikające z sytuacji wewnętrznej w Platformie Obywatelskiej oraz związane ze spadkiem poparcia rządu i partii.
Nie inaczej jednak powinno być przecież z samym Jarosławem Gowinem.
Czy Gowin jest zdolny do wyciągnięcia jakichkolwiek wniosków? Szczerze? Wątpię, bo nie wierzę w jego dobrą wolę.
Przytoczę wczorajszy wpis Gowina na twitterze: „bez znaczenia: 10, 15 czy 20. Ważne, że po drugiej stronie mniej niż 50. Coś się skończyło...”
Chodzi zapewne o to, że Donald Tusk otrzymał poparcie 40% członków PO, biorąc pod uwagę relatywnie niską frekwencję.
Dla Gowina jest to ważne, ale dlaczego? To proste. Gowin nie zamierza uznać faktu, że Tusk otrzymał silny mandat wyborczy, co za tym idzie, w moim odczuciu wciąż będzie podważał siłę przywództwa Tuska. Nie trzeba było szczególnie długo czekać na potwierdzenie mojej tezy. Otóż dziś podczas konferencji prasowej zapowiedział wolę współpracy z premierem, stawiając premierowi warunki! Nietakt? Bufonada? Brak pokory? Czy może jednak rozmyślny plan polityczny, którego jednym z celów jest wykluczenie ze struktur PO w roli ofiary Donalda Tuska?
Gdyby zamiast wyborów członkowie PO wzięliby udział w referendum dotyczącym przyszłości Jarosława Gowina w partii, wynik dla zainteresowanego z dużym prawdopodobieństwem byłby znacząco mniej satysfakcjonujący, niż ten dzisiejszy.
I choć pomysł takiego referendum byłby absurdalny, Gowin musi zdawać sobie sprawę ze swojego realnego, nieznacznego poparcia w strukturach PO. Przecież niska frekwencja dotyczy również jego samego, a spośród tych, którzy go poparli zapewne nie zabrakło takich, którzy z różnych powodów chcieli utrzeć nosa Tuskowi, niekoniecznie kochając Gowina.
Mimo wszystko gratuluję obu kandydatom.
W najbliższych dniach wyślę prezent Jarosławowi Gowinowi. Warto mu przypomnieć definicje kilku pojęć, których w moim przekonaniu nie rozumie, co nie uchodzi politykowi klasy, do której aspiruje, a do której bardzo mu daleko.
Pozdrawiam serdecznie