Wiele razy pisałem i rozmawiałem na temat obecności newsów z zagranicy w polskich mediach. Konkluzja zawsze była podobna: zagranicy w naszej telewizji jest za mało, a jeśli już się pojawia, to w formie krótkiej migawki z zoo w Australii, gdzie urodził się nowy miś koala.
REKLAMA
Nie rozumiem dlaczego w zglobalizowanym świecie ludzie przestają interesować się tym, co dzieje się na naszej planecie, a skupiają się na doniesieniach z kraju (w polskim przypadku głównie na nudnej i przewidywalnej polityce) i z miasta w którym żyją (dziurawy chodnik, korki na ulicy – to jeszcze jakoś potrafię zrozumieć).
Polskie media nie starają się kreować zainteresowań widzów. Podążają zwykle za masowymi upodobaniami i coraz częściej serwują oglądającym bezwartościowe infotainment. Niedawna wizyta warszawskiego Spidermana w studiu TVN24 była tego najlepszym przykładem.
Zobacz tutaj: Spiderman wypytywany przez dziennikarza o Amber Gold? Medioznawca: "To nie obniża wiarygodności TVN24"
Choć TVN24 ciągle szanuję i często oglądam, to jako widz mam do niej sporo pretensji. Chodzi mi przede wszystkim o to, jak w tej stacji traktuje się newsy ze świata. Pierwszy przykład – program hucznie nazwany „Polska i świat”, w którym świata jest tyle, co kot napłakał, a newsy z kraju to niemal te same wiadomości, które przez cały dzień oglądam w serwisach informacyjnych tej stacji. Po co tworzyć program pod takim tytułem, który według mnie wprowadza widza w błąd? Wszystko dałoby się zmieścić w formule serwisu informacyjnego.
„Świat według Jacka” - ten program rzeczywiście opowiada o świecie. Mam jednak pewien niedosyt. Chodzi o proporcje. Coraz częściej druga połowa programu ogranicza się do wyświetlania śmiesznych filmików, które z ważnymi sprawami nie mają nic wspólnego – patrz: urodziny misia koali. Pierwsza część tego programu jest rzeczywiście ciekawa. Jacek Pałasiński w prosty i ciekawy sposób tłumaczy, co dzieje się na świecie, ale druga część programu nadaje się do telewizji rozrywkowej, a nie poważniej TVN24.
Ciekawy jest niedzielny „Horyzont”, który prowadzi Maciej Wierzyński albo Jacek Stawiński. Tu mowa jest tylko o sprawach ważnych dla świata. Duży plus.
W TVP Info zagraniczne newsy pojawiają się dosyć często. Codziennie można też wysłuchać przynajmniej jednej rozmowy z ekspertem od spraw międzynarodowych. Brawo.
Jednak od kilku miesięcy najlepszą oceną wystawiam innemu programowi. Polsatowski program „To był dzień na świecie” jest dla mnie najciekawszą propozycją z całej ramówki Polsatu News i innych telewizji informacyjnych.
Widać, że jest to program, który tworzą ludzie naprawdę znający się na sprawach międzynarodowych. Prowadzący są równorzędnymi partnerami w rozmowie z zapraszanymi gośćmi – zwykle profesorami lub dziennikarzami zajmującymi się zagranicą.
Początek programu to przegląd newsów z różnych międzynarodowych stacji telewizyjnych: BBC, Al-Jazeera, France 24 czy Russia Today. Później odbywa się rozmowa – merytoryczna, ciekawa rozmowa, z której dowiaduję się nowych ciekawych rzeczy. To nie jest paplanina jak z „Faktów po Faktach”, gdzie z góry wiem, co mniej więcej powie dany polityk.
Swoją drogą. Pamiętacie pierwsze wydania „Faktów po Faktach”? Byłem zachwycony! Na ekranie pojawiały się prezentacje, z których dowiadywałem się nowych rzeczy. Dziennikarze przygotowywali pogłębione analizy wydarzeń. Rozmawiali z ciekawymi ludźmi, którzy tłumaczyli zjawiska. Dziś w tym programie tytułowych faktów jest jak na lekarstwo, są za to opinie, komentarze i, zwykle, bezproduktywne gadanie. Szkoda.
