
Thriller z ideologią nazistowską w tle. Piękna dziennikarka i żydowski milioner starają się odkryć tajemnicę zagadkowego statku wycieczkowego. Czy wyjdą z tego bez szwanku?
REKLAMA
Kiedy jeden z najbogatszych ludzi na świecie kupuje wrak hitlerowskiego statku wycieczkowego, młoda dziennikarka stara się poznać kierujące nim motywy. Szybko dowiaduje się, że milioner ten był jedynym pasażerem, który ocalał z tragedii, jaka wydarzyła się w sierpniu 1939 roku. Wtedy to, w tajemniczy sposób zniknęli prawie wszyscy pasażerowie statku, wszyscy, z wyjątkiem niemowlęcia otulonego w tałes. Kiedy dodatkowo okazało się, że wszyscy, którzy zetknęli się ze statkiem w tragiczny sposób stracili życie, jasnym się staje, że statek Valkiria nie był jedynie zwykłym wrakiem, a jednym z symboli nazizmu. Symboli, który potrafi zmienić charaktery i przekonania pasażerów, choćby na krótki czas. Statek ten potrafił zniewolić każdego, każdego z wyjątkiem pięknej dziennikarki. Jak się skończy historia statku i kto właściwie był jego ostatnim pasażerem, dowiemy się z lektury książki Manela Loureiro.
Sama książka byłaby jednym z wielu thrillerów, gdyby nie kilka prawd, które z niej możemy odczytać. Autor zwraca uwagę na niebezpieczeństwo odradzania się ideologii nazistowskiej. Fascynacja pamiątkami po III Rzeszy może mieć różne źródła. Fascynacja historią może być zrozumiała, podobnie jak przechowywanie zdobyczy wojennych dziadków. Jednakże wiary w moc hitlerowskich gadżetów nie możemy lekceważyć. Bałwochwalcze traktowanie nazistowskich „relikwii” jest niebezpieczne z powodu przekonania neonazistów o ich mocy. Z tego więc względu neonazistowskie pamiątki są dla wszystkich niebezpieczne.
Druga prawda, jaką ujawnia nam Loureiro, zaskoczyła mnie samego i zrozumiałem ją dopiro dzisiejszego popołudnia. Znakiem naszych czasów są bariery, jakie dzielą wielu przeznaczonych sobie ludzi. Najbardziej popularną barierą jest odległość. Jasnym jest dla każdego, że nie jest ona sprzymierzeńcem trwałości związków. Tęsknota, oczekiwanie na rzadkie spotkania, maile i skype, jako substytut codziennych kontaktów. Być może to dużo, a jednocześnie przeraźliwie mało, by można mówić o kultywowaniu szczęśliwego związku dwojga ludzi… A jednak losy pięknej brytyjskiej dziennikarki mogą przeczyć naszym obawom, bowiem bariera, którą musiała przełamać, była o wiele bardziej dotkliwa. I to właśnie jest pocieszeniem dla oddalonych od siebie kochanków.
