
Rok 1915. Armia Imperium Romanowów po raz drugi ujawniła swoją słabość. Musi oto opuścić zachodnie gubernie rosyjskiego Imperium. W myśl zasady pozostawiania za sobą spalonej ziemi ewakuowane są warszawskie fabryki, zaś chłopi ze ściany wschodniej współczesnej nam Polski, skłaniani lub wręcz zmuszani do porzucenia swych domostw i uciekania na wschód. Tak się rozpoczęła zapomniana tragedia XX wieku. Bieżeństwo 1915.
REKLAMA
Taktyka spalonej ziemi jest stara jak świat. Nie pozostawić wrogowi żadnych źródeł zaopatrzenia, żadnych rezerw materialnych czy ludzkich. Brak żywności i schronienia powaliły niejedną armię, choćby tę, która na początku XIX wieku zajęła Moskwę. Ludzie straszeni bestialstwem Niemców często sami porzucali własne domostwa i szli na długie wygnanie. Po drodze mogli liczyć na, niezdarną z początku, pomoc państwową. Osiedlali się w dalszych guberniach, skąd kilka lat później wielu powracało, by odbudować zniszczone ojcowizny. Inni z kolei układali sobie życie w nowej, porewolucyjnej rzeczywistości. Wielu z nich zginęło w czasie czystek, inni walczyli w Hiszpanii, jeszcze inni po tej drugiej wojnie narodów świata, powróciło do starej ojczyzny.
XX wiek był straszny w naszej środkowoeuropejskiej rzeczywistości. Historia nie pieściła nas, dlatego wiele tragedii uległo zapomnieniu. Bieżeńcy, w większości luzie niewykształceni, nie pozostawili zbyt wiele relacji, nikt też, przez wiele lat nie zadbał o to, by dotrzeć do jeszcze żyjących i spisać ich znacznie więcej. Pozostały nieliczne zapiski, fotografie, nieco artykułów prasowych i dokumentów rosyjskiej administracji. Dla wielu z nas Bieżeństwo to czysta, niezapisana kartka, nieodkryty jeszcze ląd. Przyznam, że i dla mnie wiele szczegółów z książki Anety Prymiaki-Oniszk byy nowością. Wiedziałem o ewakuacji warszawskich zakładów, nie wiedziałem jednak o masowym przemieszczaniu ludności z okolic Białegostoku i Chełma. Wstyd mi, że nie zdawałem sobie sprawy z tej tragedii sprzed stu lat. A tymczasem historie bieżeńców, to historie ludzi takich samych jak my. W czasie podróży padali ofiarą oszustów i spekulantów, opiekujący się nimi duchowni zawodzili ich zaufanie, czasami zawodzili również sąsiedzi, musieli przyzwyczajać się do nowych warunków bytowania, odrzucić część swoich dawnych zwyczajów. A kiedy wracali do domów rodzinnych, tych zazwyczaj już nie było. Znowu musieli zaczynać od zera, ich bieżeństwo bowiem nie skończyło się, pamięć o nich przekazali swoim potomnym.
Reportaż historyczny. Chwała temu, kto wymyślił ten gatunek literacki. Dzięki niemu możemy zarówno odpocząć od lektury trudnego tekstu, zdobywając jednocześnie nową wiedzę. Dobrze napisany reportaż czytamy jak opowieść rodzinną, historię, którą przekazuje się z pokolenia na pokolenie, tak by pamięć o dawnych latach nie uległa zatarciu. I to wszystko spełnia reportaż naszej Autorki. Pamiętajmy o bieżeńcach sprzed stu lat. Ich tragedia godna jest tego, by o nie pamiętać.
Przynajmniej to możemy dla nich zrobić.
