wydawnictwo Czarne

Można zaryzykować stwierdzenie, iż ruch kibucowy przyspieszył stworzenie państwa Izrael. Bez wspólnej, zorganizowanej pracy grupy ludzi nie byłoby możliwe tak szybkie stworzenie nowoczesnego rolnictwa i wykształtowanie jednolitego narodu. Kibuc gwarantował nie tylko współpracę, ale też bezpieczeństwo jego mieszkańców. Słowo kibucnik brzmiało dumnie. Nie był to już zastraszony handlarz z galicyjskich sztetli. Kibucnik, jak pisał Amos Oz, w ciągu dnia ciężko pracował, nocą zaś uzbrojony w karabin pilnował bezpieczeństwa swej osady. O kibucach napisano wiele książek i artykułów. Pisane były jednak z pozycji kogoś, kto przystąpił do kibucu dobrowolnie. Dziś mamy okazję przeczytać relację kogoś, kto w kibucu się urodził.

REKLAMA
Autorka książki urodziła się w jednym z kibuców. Jej książka jest nie tylko relacją z pierwszych dwudziestu lat życia, ale próbą pokazania dzieciństwa w tej jedynej w swoim rodzaju wspólnocie. Dzieciństwo można idealizować lub demonizować. Jael Neeman wybrała jednak inna drogę, drogę beznamiętnego przekazywania faktów, pozostawiając czytelnikowi wyciągnięcie z nich wniosków. Zabieg ten może być ryzykowny, zwłaszcza jeśli czytelnikiem będzie mieszkaniec Europy Wschodniej. Życie kibucowe bowiem mimowolnie kojarzy nam się z czymś, czego nie powinien doświadczyć żaden człowiek. Oczywiście nasze opinie spotkałyby się z krytyka czytelnika izraelskiego. Zapewne dyskusja o tej książce między obywatelem Polski i Izraela byłaby burzliwa i każdy, ze swej perspektywy, miałby rację. Obywatel Izraela nie jest bowiem w stanie zrozumieć naszych skojarzeń, tak samo jak my nie jesteśmy w stanie zrozumieć specyficznego charakteru kibucu.
Spróbujmy jednak spojrzeć na kibuc oczami Jael Neeman. Osiedle rolnicze, w którym dzieci mieszkają wraz z innymi dziećmi z tego samego rocznika. Mają takie same zabawki, takie same ubrania czy buty. Nikt z nich nie jest w żaden sposób lepiej traktowany od innych. Swoich rodziców widzą codziennie w czasie niespełna dwugodzinnych wizyt. Na razie mogą się bawić, lecz kiedy dorosną będą dzielić swój czas między naukę i pracę. Jedynymi łącznikami ze świata zewnętrznego będą wolontariusze oraz zewnętrzni usługodawcy kibucu. Zarówno program nauczania jak i rozrywka jest ściśle kontrolowana przez kibuc. Autorka sama wspomina, że nauka w szkołach organizowanych przez kibuc miała jeden cel- wykształcenie przyszłego pracownika kibucu- człowieka samodzielnego, potrafiącego podejmować samodzielne decyzje, potrafiącego radzić sobie w różnych sytuacjach i pomysłowego. Kiedy już będą nastolatkami do ich zadań należeć będzie reklamowanie kibucu na zewnątrz. Wtedy poznają nieco inny świat, świat kawiarni i kin, w których są nowości filmowe, butiki, biblioteki i dyskoteki, słowem świat, w którym młodość może się wyszaleć. Odnajdowali inny smak życia, inny jego sens. Tym trudniej było im wracać do kibucowej codzienności, od której ciekawsza i lżejsza okazała się nawet służba wojskowa. Wreszcie niektórzy z nich zaryzykują i podejmą decyzję o odejściu.
Fakt, życie takie wydaje nam się ciężkie, bezsensowne i nieludzkie. Łatwo tak powiedzieć i zamknąć temat. Jednakże gdy zastanowimy się nad własnym życiem uznać musimy naszą ocenę za niesprawiedliwą. Któż z nas poświęca bowiem własnym dzieciom więcej niż dwie godziny dziennie? Który ojciec zna dokładny numer buta swej córki? Któż z nas nie kontroluje książek i filmów, do jakich docierają nasze pociechy? Czy więc możemy z czystym sumieniem powiedzieć, że jesteśmy lepszymi rodzicami niż rodzice Jael Neeman? Te pytania, a raczej odpowiedzi, które padną, mogłyby nas zawstydzić. Nie mamy więc prawa krytykować życia kibucowego? A może tylko mamy prawo do poznania opinii Jael Neeman? I może właśnie powinniśmy ją poznać?