
Uczmy się historii, kto ją zna, ten nie będzie powielać błędów ojców, dziadów i pradziadów, ten wyciągnie wnioski z przeszłości i dążyć będzie do budowania świata może nie lepszego, ale przynajmniej takiego, w którym będzie można żyć. Moim skromnym zdaniem najlepiej przyswajać historię czytając eseje historyczne i historyczne reportaże. I reportaż Barbary Petrozolin- Skowrońskiej potwierdza moją tezę.
REKLAMA
Powstanie styczniowe. Zryw niepodległościowy z góry skazany na porażkę, z którego skorzystali wrogowie państwowości polskiej – twardogłowi rosyjski politycy i bismarckowskie Niemcy. Krytycy powstania styczniowego wskazują właśnie na szkody, jakie poniosła w wyniku powstania Polska. Załatwienie sprawy chłopskiej rękami rosyjskimi, polityka rusyfikacyjna, emigracja i zesłanie na Syberię patriotów polskich… to tylko niektóre skutki Powstania. Z kolei adwersarze krytyków Powstania twierdzą, że znając skutki danej polityki, tak z perspektywy czasu, łatwo jest krytykować daną politykę, łatwo jest uderzać w decydentów.
Zapis książki „Przed nocą styczniową” wybija z rąk admiratorów Powstania ten argument. Odtworzona na podstawie dokumentów, relacji, listów i pamiętników atmosfera tamtych lat, dyskusje jakie toczyły się w łonie wszystkich frakcji niepodległościowych nie pozostawiają żadnych złudzeń. O tym, że powstanie będzie przegrane, o tym, że zakończy się morzem krwi wiedziało wielu - zarówno przeciwnicy jak i zwolennicy powstania. Na co więc liczono? Na zachowanie honoru? A zachowanie w stanie niepogorszonym substancji narodowej? Na to,że Garibaldi ruszy Polsce z pomocą z dalekich Włoch, czy na to,że Francja zerwie sojusze z Rosją mogła liczyć przekupka handlująca warzywami, ale nie późniejsi dyktatorzy Powstania. Polsce brakowało męża stanu, brakowało kogoś, kto z jednej strony umiał spojrzeć na sprawę Polski z perspektywy całej Europy i trzeźwo ocenić szanse, podjąć decyzje i do tychże decyzji przekonać społeczeństwo. Brakowało tego zarówno Wielopolskiemu, który w kontaktach ze społeczeństwem wykazywał się wyczuciem i delikatnością nosorożca, brakowało tego przywódcom „białych” i „czerwonych”. Szkoda, bo Polska zasługiwała i nadal zasługuje na męża stanu.
Ale okres poprzedzający wybuch powstania jest nader interesujący z zupełnie innego powodu. Mamy oto obraz względnie zjednoczonego społeczeństwa, społeczeństwa obywatelskiego, takiego, które uważa za pełnoprawnego obywatela każdego, komu droga jest sprawa Kraju, bez względu na pochodzenie społeczne czy wyznawaną religię. I takie społeczeństwo zaczyna używać nagle języka nienawiści. Najpierw wobec tych, którzy widząc nieuchronność klęski powstania dostrzegają jedyną szansę w przetrwaniu polskości w uzyskiwaniu coraz bardziej poszerzanej autonomii, którzy pozostawiają w sferze mrzonek marzenia o uzyskaniu niepodległości w granicach przedrozbiorowych. Samodzielne myślenie, zwłaszcza wbrew populistom i radykałom nie jest bezpieczne. Ten, kto przeciwstawi się podobnemu myśleniu, winien przygotować się na spektakl nienawiści werbalnej. Bowiem z Polakami nie można dyskutować, jedynym argumentem dla Polaka jest populizm i zwykłe nimi sterowanie, a od tego już drobny kroczek ku obudzeniu demonów nacjonalizmu…
