
Podobno odbiorca zachodni niewiele wie o dramatycznej sytuacji Polski w czasie II wojny światowej. Książka profesor Halik Kochanski została napisana po to, by zachodni czytelnik zrozumiał wreszcie polskie fobie, których źródła sięgają czasów wojny.
REKLAMA
Nie spotkałem jeszcze Polaka, który nie oburzałby się na to, iż mieszkaniec Europy Zachodniej nie ma dostatecznej, w jego mniemaniu, wiedzy na temat sytuacji Polski w czasie II wojny światowej. Oczywiście żaden z polskich historyków nie pokusił się o napisanie czegoś, co przybliżyłoby Anglikowi czy Hiszpanowi naszą trudną historię. W tym właśnie tkwi nasz problem. Obowiązkiem każdego mieszkańca globu jest to, by znać szczegółowo naszą historię, sami jednak nie kiwniemy placem, by historię tę komukolwiek przybliżyć.
Książka profesor Kochanski będzie ciekawa i dla polskiego czytelnika. Przede wszystkim ciekawym jest sposób spojrzenia na nas przez kogoś, kto pisze o nas z wyraźną sympatią i bez lęku o to, że zostanie oskarżony o wybiórcze traktowanie naszych dziejów lub o szkalowanie narodu polskiego. Historyk, który jest wolny od polityczno historycznych sympatii napisze więcej niż zakochany w swoim historycznym bohaterze entuzjasta. Dlatego też w książce znajdziemy fakty, o których wielu naszych historyków nie ma odwagi wspomnieć. Dowiemy się więc o słynnym marszu na Kalisz internowanych w pierwszych dniach wojny Niemców i o tym w jaki sposób traktowali ich nasi rodacy, dowiemy się o polskim piekiełku, które we Francji i Anglii rozpętał generał Sikorski. Z zażenowaniem przeczytamy o tym, jak dowództwo sił zbrojnych na Zachodzie pozorowało niezależność dowodzenia wprowadzając tym samym w błąd dowództwo Armii Krajowej, a rzetelny opis walk na linii Wisły w sierpniu 1944 roku zapewne wpędzi niektórych prawicowych historyków w nerwicę.
Nie znaczy to oczywiście, że książka ta ma same zalety. Przede wszystkim jest to książka nierówna. Kochanski korzystała ze źródeł dostępnych w Londynie, tak więc część faktów została opisana w sposób drobiazgowy, inne zaś zostały zbyte kilkoma ogólnikowymi zdaniami. Tak napisana książka może wzbudzić u czytelnika przekonanie, że tak właściwie to Polacy do 1944 roku tak naprawdę niewiele ucierpieli z rąk Niemców, a prawdziwe i jedyne represje spotykały ich z rąk Sowietów. Do tego Autorka nie weryfikuje źródeł, ani nie konfrontuje ich z innymi. Dlatego też w czasie lektury dowiemy się, że akcji wydostania z płonącego getta grupy żydowskich powstańców nie przeprowadził Symcha Rotem, tylko Armia Krajowa.
Mimo tych wad „Orzeł Niezłomny” będzie cennym uzupełnieniem nabytej już wiedzy o naszej historii. Szkoda tylko, że w książce tej zamieszczono tak mało fotografii.
