Dziwili się kiedyś moi koledzy, studenci AWF, gdy widzieli mnie wychodzącego z akademika, by zmierzyć się z dystansem i żywiołem. Odpowiadałem im, przyszłym trenerom i nauczycielom WF, że przecież nie mogę czekać z treningiem, aż zima się skończy.

REKLAMA
Wtedy, na samym początku lat dziewięćdziesiątych nawet biegający całorocznie w parku student AWF bywał zjawiskiem niezrozumiałym dla kolegów. W dwadzieścia lat później, na niespełna tydzień od nieoficjalnie inaugurującego wiosenny sezon biegowy, o 6.30 ruszam na Pole Mokotowskie, by zaliczyć poranną dziesiątkę. Pada śnieg, pod nogami ślisko, ale daję radę. Zresztą najważniejsze, że udało mi się pokonać poranną niechęć do konfrontacji z zimnem. Kiedyś, gdy byłem zawodowym sportowcem, nawet nie zadawałem sobie zbędnych pytań i po prostu ruszałem w drogę, by zostawiać białe ślady na dziewiczych parkowych alejkach. Dzisiaj spokojnie wtapiam się w tłum porannych zwycięzców, którzy są tak liczni, że już tylko z rzadka odmachują pozdrawiająco ręką na kolejne pozdrowienie nieznajomego.
Nic nie wskazuje na to, by nadchodząca właśnie kalendarzowa wiosna odczarowała pogodę i sprawiła, że niedzielny bieg półmaratoński wpisze się klimatem w jej pierwszy weekend. Ale co z tego. Ponad 10 tys. porannych zwycięzców, amatorów, którzy niczego nie muszą, ale chcą, amatorów, którym nikt za to nie płaci, lecz którzy sami płacą za swoją radość biegania, na pewno spotka się rano, by wrócić do domu z pamiątkowym medalem i silnym poczuciem własnej wartości. Potem w poniedziałek rano, gdy w pracy przyjdzie czas na przygotowanie pierwszej kawy, będzie można jeszcze podzielić się wrażeniami z kolegami, którzy zamiast dziwić się bieganiem pomimo zimna czy padającego śniegu, najprawdopodobniej wyrażą swój podziw i pomyślą o włączeniu się w modny trend przy najbliższej okazji.
Dla mnie najcenniejsze w tym jest to, że moda na sport nie jest już zjawiskiem sezonowym, ani akcyjnym, zaś sport wyczynowy (patrzmy na rzesze nowych biegaczy narciarskich) nie jest już oderwany od codziennej rzeczywistości, lecz wychodząc z przekazem na podatny grunt, w końcu ją kreuje.