Jaki był sposób w latach 90-tych wpływania Rosjan na politykę polską? - Używanie informacji z akt SB zebranych w czasie PRL i z pewnością skopiowanych w czasach współpracy KGB i SB.
REKLAMA
Informacje te od spraw obyczajowych, aż po kryminalne stanowiły doskonały sposób na wpływanie na wszystkie aspekty życia polityczno-gospodarczego w latach 90-tych.
Już sam fakt współpracy z SB eliminował z życia politycznego. Normalną losów koleją powinno być więc upublicznienie wszystkich materiałów o osobach publicznych dla historyków i dziennikarzy, aby oczyścić atmosferę i przerwać nici pomiędzy potencjalnie szantażowanymi, a szantażystami. To np. oczywiście zrobili Niemcy, których obecny Prezydent szefował specjalnemu instytutowi. Oczywiście opublikowaniu akt o osobach publicznych nie mogłoby towarzyszyć zrównanie wszystkich zapisanych w rejestrach SB bez rozróżnienia konkretnych sytuacji.
Dlaczego w Polsce tego nie zrobiono? Gdyż Antoni Macierewicz przedstawił listę tajnych współpracowników bez żadnej weryfikacji jakości materiałów i bez rozróżnienia pomiędzy osobami, które zostały zakwalifikowane jako współpracownicy, a którzy byli bohaterami, a tymi którzy byli ewidentnymi zdrajcami i płatnymi agentami. I tak na liście tej znalazł się Lech Wałęsa, Wiesław Chrzanowski, Leszek Moczulski. Historia każdego z nich była inna, ale pierwszy jako prosty robotnik nawet jeżeli się w coś zaplatał, to po tysiąckroć odkupił swoje winy. Bez Lecha Wałęsy nie byłoby zwycięstwa Solidarności i niepodległości Polski. Drugi reprezentujący środowiska narodowe był postacią bez skazy, który nigdy nikogo nie skrzywdził, a który przesiedział w więzieniu wiele lat za działalność polityczną. Użycie przeciw niemu zobowiązań podpisanych pod wpływem stalinowskiego więzienia, z których nigdy nic nie wynikało, było krzyczącym aktem podłości. Wspominał o tym draństwie na pogrzebie marszałka Chrzanowskiego Kazimierz kardynał Nycz. Podobna historia dotyczyła wieloletniego więźnia komunistycznego Leszka Moczulskiego, który był szefem obozu niepodległościowego.
Tym sposobem Macierewicz uderzył w trzy obozy polityczne stanowiące filary polskiej niepodległości: obóz solidarnościowy, niepodległościowy i narodowo-demokratyczny. Pamiętam jak Macierewicz z dumą mi opowiadał, że po opublikowaniu swojej listy wysłał swego najbliższego współpracownika, który położył Chrzanowskiemu na biurku rewolwer z komentarzem: jeżeli jest pan człowiekiem honoru to wie Pan co ma Pan zrobić. Wiecie Państwo kim był ten współpracownik Macierewicza? Nazywał się Robert Luśnia.
Skutkiem działań Macierewicza było na długie lata całkowite sparaliżowanie idei lustracji. Kojarzyła się ona z utożsamianiem zapisów SB jako podstawy do wyroków ostracyzmu, bez względu na poszczególną winę i kontekst każdej osoby. Czym innym jest przecież podpisanie jakiejś współpracy, z której nic nie wynikało, a czym innym jest donoszenie na kolegów za pieniądze, co robił np. Robert Luśnia. Dopiero utworzenie IPN i oddanie rozstrzygnięć pod ocenę sądów ostatecznie przywróciło jakąś prawdę historyczną. Ale na 10 lat materiały SB nadal były użytecznym narzędziem szantażu.
Drugim "dokonaniem" Macierewicza było wykończenie polskiego wywiadu wojskowego i skompromitowanie wszystkich służb specjalnych poprzez ujawnienie polskiej agentury. Za cios ten miały Macierewiczowi być postawione zarzuty, ale nie zgodził się na nie mianowany przez Lecha Kaczyńskiego Andrzej Seremet. Straty z tej działalności było niebotyczne. Utraciliśmy zaufanie naszej agentury na świecie dopuszczając do ujawnienia nazwisk osób, którym z tego powodu groziła śmierć. Pamiętam jak Jarosław Kaczyński obiecał mi, że do września 2006 odwoła Macierewicza z funkcji zastępcy ministra ON. Nie dotrzymał danego słowa, co zresztą było jednym z punktów zapalnych, które doprowadziły do naszego rozejścia się.
Trzecim "dokonaniem" Antoniego było praktyczne uwolnienie Rosjan od odpowiedzialności za katastrofę smoleńską. Budowanie mitycznej wersji zamachu od początku było oparte na kłamstwie i nie miało żadnych dowodów poza bredzeniami pseudonaukowców. Natomiast zmuszenie Rosji do współodpowiedzialności za katastrofę nie było niemożliwe, gdyż w rzeczywistości wypadek ten był spowodowany zarówno przez błędy pilotów, jak i błędy kontrolerów. W grę wchodziły również poważne pieniądze. Tymczasem budowanie wersji zamachu ośmieszało realne postawienie sprawy na forum międzynarodowym odpowiedzialności strony rosyjskiej za śmierć polskiego prezydenta i 95 innych ofiar.
I na koniec. Ostatnie 7 miesięcy to zajmowanie się przez MON kwestiami ideologicznymi oraz używaniem wojska do budowania relacji Macierewicza z Kościołem. Nie zakupiono żadnego sprzętu, wstrzymano już przygotowane przetargi. I wreszcie przystąpiono do wojny z ISIS na kilka tygodni przed największym zgromadzeniem ludzi w Europie w tej dekadzie jakim będą ŚDM, które odbywają się na ziemiach polskich. Nie uważam, aby wojna z ISIS była czymś złym, ale dlaczego nie można było jej ogłosić 1 sierpnia? Wszystko to razem pozwala postawić tezę z tytułu. Żaden prawdziwy agent rosyjski nie wyrządziłby tylu szkód Polsce ile złego zrobił Antoni Macierewicz.
Wpis pochodzi ze strony Roman Giertych - strona oficjalna
