No i mamy problem Wandy Nowickiej. Powszechna chęć zniszczenia Palikota i ugrania czegoś dla siebie wzięła górę nad interesem publicznym i zdrowym rozsądkiem. Każda partia na scenie politycznej prowadzi gry i zabawy, mające zwrócić uwagę potencjalnych wyborców. Większość polityków stosuje przy tym metody dalekie od zwykłej ludzkiej przyzwoitości.

REKLAMA
No i mamy problem Wandy Nowickiej. Powszechna chęć zniszczenia Palikota i ugrania czegoś dla siebie wzięła górę nad interesem publicznym i zdrowym rozsądkiem. Każda partia na scenie politycznej prowadzi gry i zabawy, mające zwrócić uwagę potencjalnych wyborców. Większość polityków stosuje przy tym metody dalekie od zwykłej ludzkiej przyzwoitości. W interesie Ruchu Palikota leżało ukaranie Wandy Nowickiej za przyjęcie wysokiej nagrody. Była to możliwość zademonstrowania pryncypialnego podejścia do głoszonych przez siebie zasad moralnych. Z punktu widzenia interesu publicznego było to działanie pożyteczne, bowiem na dobrym przykładzie otwierało dyskusję nad rozbieżnością słów i czynów klasy politycznej.
Wydawało się, że media powinny wspierać takie działanie niezależnie od tego, jakie podskórne kombinacje polityczne temu towarzyszyły. Dodatkowo istniała szansa na pokazanie prawdziwego oblicza naszych partii politycznych w trakcie głosowania nad kandydaturą Anny Grodzkiej na stanowisko wicemarszałka Sejmu. I ten test na polską demokrację byłby najważniejszy i może trochę ozdrowieńczy dla życia publicznego.
Z punktu widzenia zwykłego obywatela nie miało większego znaczenia, że autorem pomysłu był Ruch Palikota i czym się tak naprawdę kierowała partia wywołując ten światopoglądowy i moralny konflikt. Zagotowało się jednak w konkurencyjnych partiach, które niezależnie od rzeczywistego interesu publicznego obawiały się sukcesu Ruchu Palikota jak diabeł święconej wody. Przestały się liczyć odrębności polityczne i ideowe. Nastąpiło zdumiewające zjednoczenie ponad podziałami pokazujące co tak naprawdę się liczy w polityce. Postanowiono za wszelką cenę zniszczyć inicjatywę, stosując często działania z pogranicza przyzwoitości.
Pod obłudnymi argumentami wszystkie pozostałe partie polityczne nagle zapałały gorącą miłością do Nowickiej. Fałsz wyczuwało się na milę. Najprostszym sposobem zamienienia możliwego sukcesu w klęskę było odrzucenie w głosowaniu wniosku o odwołanie posłanki Nowickiej ze stanowiska wicemarszałka sejmu. PO zyskiwało dodatkowo szanse ukrycia głębokich podziałów we własnej partii. Odrzucenie wniosku Ruchu Palikota o odwołanie Wandy Nowickiej ze stanowiska wicemarszałka dawało szansę wszystkim partiom uniknięcia jawnego głosowania nad kandydaturą Anny Grodzkiej, co wymagałoby jasnych i publicznych deklaracji ideowych. I o to w istocie chodziło. Nie powinna więc dziwić ta jedność w głosowaniu na sali sejmowej nad odrzuceniem wniosku Ruchu Palikota (wstrzymanie się od głosu PIS było faktycznie też głosowaniem przeciwko szansie na wybór Anny Grodzkiej). Taką zmową złamano przy okazji żelazną zasadę, że na stanowiska wicemarszałków kandydatów wysuwają kluby reprezentujące partie, które wygrały w powszechnych wyborach. Powstał groźny precedens do tego, żeby w przyszłości partia, która wygra wybory i uzyska bezwzględną większość w parlamencie mogła dowolnie obsadzić wszystkie stanowiska marszałkowskie swoimi posłami i senatorami. Zdaje się, że Palikot brał pod uwagę taki obrót sprawy dlatego domagał się od Nowickiej jasnej deklaracji, że ustąpi sama, jeżeli sejm nie przyjmie wniosku jego partii. Nowicka takie przyrzeczenie złożyła przy świadkach. Obietnica została złożona publicznie i budziła uznanie. Posłanka zawdzięczała swojej partii wybór do sejmu i stanowisko marszałkowskie, więc takie zobowiązanie tym bardziej było możliwe i oczywiste. Wycofanie się z tej deklaracji musiało zaskoczyć bowiem w sposób oczywisty było korzystne dla wszystkich skłóconych partii z wyjątkiem ruchu Palikota. Każda z tych formacji liczyła i liczy na polityczne zyski z tej rozdmuchanej awantury, co stało się możliwe w wyniku decyzji posłanki Nowickiej. Kościół po cichu też jest zainteresowany takim obrotem sprawy, bo w sposób aksamitny osiąga swoje cele. Martwi stronnicze zachowania Kongresu Kobiet, który jak wytrawna partia polityczna z niedobrym bagażem z przeszłości, wykorzystuje niezręczną i karygodną wypowiedź Palikota w stosunku do pani poseł Nowickiej odwracając uwagę od istoty sprawy.
W tej żenującej przepychance wszyscy już zapomnieli, że na początku chodziło o bulwersujące przyznanie wysokich nagród marszałkom i o prawdziwy test zachowań posłów przy głosowaniu nad nową kandydaturą na wicemarszałka. Teraz ku uciesze mediów wszystko sprowadzono do bitwy na słowa o to, czy Palikot zmuszał Nowicką czy nie i co miał na myśli mówiąc o gwałcie. Publiczna korzyść z tej prowokowanej nagonki przeciwko Palikotowi jest jedna - oto wyszło szydło z worka i możemy przez chwilę zobaczyć karykaturalną postać naszej polityki.
PS Przed chwilą wysłuchałem poranną audycję w TOK FM, w której większość dziennikarzy zaatakowała ostro Palikota, że robi cyrk, żeby przebić się do mediów. No więc przykład. Wszyscy wiemy, że w Polskim parlamencie tworzymy kompromitująco złe prawo inwestycyjne i nie tylko. W kwietniu ubiegłego roku zorganizowano w sejmie wielkie przesłuchanie publiczne na ten temat z udziałem wybitnych konstytucjonalistów, kilkudziesięciu organizacji pozarządowych i Fundacji Batorego. Z tej okazji przygotowano specjalne wydawnictwo stanowiące zbiór opracowań o konkretnych przykładach upolityczniania prawa. Wszystkie redakcje i dziennikarze otrzymali zaproszenie na konferencję prasową w tej sprawie. Nie było „cyrku”, była fundamentalna dla polskiej gospodarki sprawa. I co? I nic. Nikt o tym nie napisał i nie powiedział w środkach masowego przekazu. W tym czasie media pełne były kompromitujących kłótni i sporów politycznych o nic. Inny przykład. Kilkanaście miesięcy temu CBOS ogłosiło wyniki badań na temat bardzo złej sytuacji mieszkaniowej Polaków i bezpośrednim wpływie braku perspektyw mieszkaniowych na tragiczną sytuację demograficzną. Opracowanie zostało rozesłane do wszystkich redakcji „bez żadnego cyrku”. I co? I znowu żadna prawie redakcja tego nie zauważyła. Do dzisiaj kompletna cisza, więc może Palikot ma rację balansując na granicy cyrku i absurdu. Może to media a nie Palikot ustalają takie standardy życia publicznego?
Roman Nowicki