Szukając atrakcyjnych tematów do popularyzacji wiedzy w trudnym okresie końca wakacji, kiedy nikt nie ma siły ani ochoty skupiać uwagi na sprawach trudnych i skomplikowanych, postanowiłem zainteresować Państwa sprawą odkrycia Ameryki. O tym, że ją odkryto, zapewne już Państwo słyszeli :-), ale udało mi się zgromadzić trochę zabawnych ciekawostek na ten temat i postanowiłem się nimi z Państwem podzielić. Pretekstem do tego była obserwacja, że ludzie obecnie podróżują coraz więcej, ale uporządkowanych wrażeń i przemyśleń z tych wojaży przywożą coraz mniej. Często nawet nie wiedzą, gdzie byli! Jeden mój znajomy opowiadał: „Wiesz byłem w pięknym hotelu nad morzem”. „A gdzie to było?” – pytam uprzejmie. „Jakaś taka nazwa związana z winem – Madera? A może Malaga? Nie pamiętam, ale alkohol w hotelu był dostępny całą dobę bezpłatnie!” Można by było biadać nad tym, że ktoś podróżuje do jakiegoś miejsca, a potem nawet nie wie gdzie był - gdyby nie fakt, że to samo zdarzało się nawet największym podróżnikom. Na przykład Kolumbowi...

REKLAMA
Tekst ten jest rozwinięciem informacji, które zamieściłem w Gazecie Krakowskiej w numerze z dnia 23.07.2014 r. w felietonie zatytułowanym: "Jadąc na wakacje dokładnie zapamiętaj, gdzie byłeś, żeby Ci się nie przytrafiło to, co Kolumbowi!". Niestety, moje felietony w Gazecie muszą mieć dokładnie 2475 znaków (ani mniej, ani więcej!), więc zwykle gdy podejmę jakiś temat, to zanim go zdążę go dobrze rozpocząć - już trzeba kończyć. A tu tyle ciekawych rzeczy chciałoby się jeszcze napisać...
No więc zebrawszy liczne dane o zabawnej przygodzie Kolumba, których w gazetowym felietonie nawet kolanem nie udało się upchnąć - postanowiłem je Państwu tu przedstawić, licząc na to, że może kogoś zainteresują. W końcu odkrycie Ameryki było jednym z najdonioślejszych faktów w historii ludzkości, chociaż potomkowie zamieszkujących ten kontynent od wieków Indian, Majów, Azteków i innych prekolumbijskich ludów twierdzą, że oni nigdy nie byli zakryci, żeby ich trzeba było odkrywać :-).
Żeby zapobiec uwagom tych, którzy zawsze wiedzą lepiej przyznaję, że o priorytet dotarcia z Europy do Ameryki z Kolumbem rywalizują Wikingowie. Mówi się też o Fenicjanach uciekających ze zdobytej przez Rzymian Kartaginy jako o tych, którzy podobno mieli dotrzeć do Ameryki półtora tysiąca lat przed Kolumbem. Jest przypuszczenie, że Amerykę jeszcze wcześniej odwiedzili Minojczycy (taką wersję można także usłyszeć podczas zwiedzania ruin pałacu króla Minosa w Knossos na Krecie!). Jak widać, "odkrywców" nie brakuje. Faktem jest jednak bezspornym, że to Kolumb swymi wyprawami otworzył wrota do Nowego Świata, więc skupmy się na jego wyprawie - i na zapowiedzianej ciekawostce związanej z tą wyprawą.
Wiadomo, że Kolumb długo (od 1485 roku) starał się o poparcie dla swojej ekspedycji na dworze królowej Izabeli Kastylijskiej, aż wreszcie w 1492 roku dostał od niej stosowne pozwolenie, co upamiętnia znany pomnik w Grenadzie.
logo
Otrzymawszy to zezwolenie oraz trzy statki: Santa Marię (statek flagowy, 21 m długości) oraz Pintę i Ninię (statki pomocnicze, mniejsze ale szybsze) Kolumb wyruszył na ocean z hiszpańskiego portu Palos de la Frontera.
I tu warto po raz pierwszy spojrzeć nieufnie na to, jak tradycja budowana już po wielkim odkryciu zniekształca historię. Przecież to port w Barcelonie szczyci się, że Kolumb właśnie stamtąd wyruszał do Ameryki! Z tego powodu stoi tam najsłynniejszy chyba pomnik odkrywcy w postaci wysokiej na 52 metry żelaznej kolumny z figurą Kolumba na szczycie. Tymczasem naprawdę Kolumb wyruszył na swą wyprawę właśnie ze wspomnianego portu Palos i do tego portu powrócił. Do Barcelony zaś pojechał potem lądem, żeby złożyć sprawozdanie z wyprawy przed "sponsorem", królową Izabelą. Nie przeszkadza to jednak Barcelonie pysznić się pomnikiem w porcie (co jest wyraźną sugestią, ewidentnie nieprawdziwą), zaś zasłużony dla historii świata port w Palos (przecież własnością tego miasta były udostępnione Kolumbowi statki Ninia i Pinta!) jest dziś całkowicie zasypany piaskiem, zaś samego miasta (podupadłego i wyludnionego) nikt obecnie nie odwiedza...
Nie o tym jednak chciałem pisać. Interesuje mnie to, dokąd Kolumb dopłynął?
Tu możecie Państwo wykazać już pewne wzburzenie. Jak to dokąd?! Przecież od początku jest o tym mowa: Do Ameryki! To wie każde dziecko!
No tak, ale Ameryka jest dosyć duża. W którym dokładnie miejscu po raz pierwszy stopa Europejczyka dotknęła gruntu Nowego Świata? Liczne obrazki ilustrujące to wydarzenie (zresztą malowane z fantazji ich twórców, a nie na podstawie jakiejkolwiek wiedzy) nie dają w tej sprawie żadnej wskazówki...
logo
Spróbujmy wyjaśnić tę kwestię. Wiadomo, że po opuszczeniu kontynentu europejskiego Kolumb najpierw dotarł do Wysp Kanaryjskich, skąd po pobraniu wody i żywności odpłynął dalej na otwarty ocean, całkowicie „w nieznane”, wierząc, że za tą wielką wodą znajdują się Indie. Nota bene mówiąc "Indie" Kolumb miał na myśli cały Daleki Wschód, gdyż w średniowiecznej Europie nawą tą obejmowano wszystkie południowo-wschodnie i w wschodnie wybrzeża Azji, a więc zarówno Indie jako takie, ale również całe Indochiny, Chiny (nazywane wtedy Kataj) oraz Japonię (określaną jako Ciapang). Wszystkie te kraje były interesujące jako źródło cenionych w Europie towarów, trudno dostępnych i drogich, bo przywożonych z bardzo dalekich podróży morskich dookoła Afryki.
Celem wyprawy Kolumba było znalezienie krótszej i tańszej drogi do źródła tych wszystkich wspaniałości.
logo
Odkrycia Ameryki dokonano więc przypadkiem, szukając czegoś całkiem innego. U źródła wyprawy Kolumba tkwiły bowiem dwa błędy:
Po pierwsze Kolumb nie docenił obwodu Ziemi. Wiedział, że jest kulą, więc do każdego miejsca można dotrzeć zarówno poruszając się na wschód, jak i podróżując na zachód. Jednak nie wiedział, jak długo trzeba podróżować na zachód, żeby się znaleźć na Dalekim Wschodzie. Pomyłka była niebagatelna - oszacowania Kolumba stanowiły niespełna 30% rzeczywistych rozmiarów i związanych z nimi odległości!
Pod drugie Kolumb (ani nikt z ludzi żyjących wówczas w Europie) nie wiedział o tym, że miedzy zachodnimi wybrzeżami Europy (oraz Afryki) a wschodnim brzegiem Azji znajduje się ogromny, nieznany wcześniej kontynent Ameryki (a właściwie dwóch Ameryk - Północnej i Południowej). Można dodać - na szczęście, bo gdyby pomiędzy Europą i Azja był tylko mega-ocean powstały z połączenia Atlantyku i Pacyfiku - to żadna wyprawa średniowiecznych statków nie zdołałaby go przebyć i śmiałkom podejmującym taką wyprawę groziłaby śmierć z głodu i z pragnienia na środku tej przeraźliwie wielkiej wodnej pustyni.
Kolumb miał szczęście, że ten kontynent jednak po drodze był i po 33 dniach podróży, w dniu 12 października 1492 roku dotarł do niego. Załoga już się buntowała, chciała wracać, bojąc się właśnie wspomnianej wyżej śmierci na bezkresnym oceanie, gdy marynarz Pinty, Rodrigo de Triana, wypatrzył ląd. Oto pomnik tego odkrywcy:
logo
Nie był to jeszcze kontynent amerykański, tylko jedna z przylegających do niego wysp. Kolumb wylądował na tej wyspie, objął ją w posiadanie w imieniu królów Hiszpanii i nazwał San Salvador. Sądząc, że dotarł do upragnionych Indii - mieszkańców napotkanego lądu nazwał Indianami, co funkcjonuje do dziś.
I niby wszystko jest jasne. Ale konia z rzędem temu, kto dziś odpowie, która to była wyspa? Z pewnością jedna z wysp archipelagu Bahama. Problem polega jednak na tym, że tych wysp jest ponad 700!
Nad problemem zidentyfikowania tego pierwszego skrawka amerykańskiej ziemi, na której stanęła stopa Europejczyka, od dawna trudzili się historycy. W 1925 roku Samuel Morison po wielu latach studiów rozstrzygnął tę kwestię, wskazując na Wyspę Watlinga (zwaną przez Indian Guanahani). Wyspa ta - na skutek tej konstatacji - zmieniła nazwę na San Salvador (w przekonaniu, że powraca do nazwy nadanej przez Kolumba) i od tej pory jest uważana za miejsce jego lądowania.
Ustalenie to podali w wątpliwość informatycy. Skorzystali oni z faktu, że znając właściwości nautyczne statków wyprawy Kolumba, metody sterowania stosowane przez średniowiecznych żeglarzy, układ wiatrów i prądów morskich na trasie rejsu, a także wybrane fakty z dziennika okrętowego wyprawy – można było przeprowadzić komputerową symulację rejsu Kolumba, a opierając się na tej symulacji udało się dosyć dokładnie wykreślić trasę podróży. W 1986 roku specjalista od modelowania komputerowego (a zarazem doświadczony żeglarz) Louis Marden przeprowadził taki eksperyment. Dokładniej - przeprowadził on setki symulacji komputerowych próbując określić, jak i dokąd płynął Kolumb, przy różnych założeniach dotyczących pogody, wiatrów, dokładnego kształtu kadłubów statków itd. Otóż na końcu wszystkich wykreślanych przez komputer tras widnieje jedna wyspa: Samana Cay, leżąca 100 km na południe od Wyspy Watlinga.
logo
Badania te uzupełnił Robert Lillenstrand, który zbudował specjalny program komputerowy CRT (Columbus Research Tool), za pomocą którego próbował odtworzyć sam moment pierwszego dostrzeżenia lądu, który ze szczytu masztu karaweli Pinta zauważył wspomniany wyżej marynarz Rodrigo de Triana.
W badaniach Lillenstranda uwzględniono kształt linii brzegowej 342 wysp archipelagu Bahama, wysokość drzew rosnących na tych wyspach w czasach Kolumba, widok ze szczytu kołyszącego się masztu i oświetlenie nieba nad zachodnim horyzontem (wiadomo, że odkrycie nastąpiło wieczorem). Pewnie wyglądało to jakoś tak:
logo
Po setkach obliczeń uzyskano kolejny wynik nie budzący wątpliwości: tylko Samana Cay spełniała wszystkie warunki. A więc pierwszy skrawek amerykańskiej ziemi, na którym stanęła stopa Europejczyka, nie wyglądał wcale tak malowniczo, jak na obrazie przytoczonym wyżej, lecz tak, jak to pokazuje zdjęcie poniżej, wykonane naprawdę na wschodnim wybrzeżu Samana Cay.
logo
Być może niebawem dowiemy się jeszcze więcej na ten temat, bo poznamy kształt statku Kolumba, a przez to także dowiemy się, jak on żeglował i jak zachowywał się na morzu. Do tej pory wszystkie wyobrażenia statków wyprawy Kolumba opierały się wyłącznie na bardzo skromnych wzmiankach mówiących o ich wyporności (Santa Maria 280 ton, Pinta 240 ton i Ninia 100 ton) oraz na ogólnej wiedzy historyków o tym, jakie kształty miały statki w epoce Kolumba. Jednak w maju bieżącego roku (2014) Barry Clifford opublikował informację, że odkrył wrak Santa Marii na dnie morza w pobliżu w pobliżu wybrzeży Haiti.
logo
Wrak odkryto już w 2003 roku, ale przez ponad 10 lat nie było pewności, że jest to właśnie wrak statku Kolumba. Jednak z dziennika Kolumba wiadomo było, że po rozbiciu Santa Marii u brzegów Hispanioli (bo tak odkrywca nazwał wyspę znaną dziś jako Haiti) z części szczątków rozbitego statku zbudowano na wybrzeżu fort nazwany La Navidad. Barry Clifford po latach badań odnalazł także szczątki tego fortu nieopodal odkrytego na dnie morza wraku. Po ponad 500 latach spoczywania na dnie oceanu statek wielkiego odkrywcy ma szanse ponownie ukazać się ludzkim oczom i być może przyczyni się do znalezienia odpowiedzi na tytułowe pytanie tego felietonu:
Co się przytrafiło Kolumbowi?