Kilka dni temu opublikowałem na tym blogu tekst opisujący ciekawą próbę ustalenia daty ukrzyżowania Chrystusa na podstawie przesłanek astronomicznych. Kilka osób skrytykowało ten tekst - z różnych punktów widzenia zresztą. Z większością negatywnych (i agresywnych) komentarzy polemizować nie zamierzam, natomiast jedna uwaga krytyczna wydała mi się słuszna. Ta mianowicie, w której Czytelnik zakwestionował moje stwierdzenie: "nawet osoby niewierzące muszą przyznać, że Zmartwychwstanie było też najważniejszym wydarzeniem w historii świata." Rzeczywiście był to skrót myślowy, który w użytej przeze mnie formie mógł wywoływać uzasadniony sprzeciw. Spróbuję wyjaśnić, co miałem na myśli, bo zależy mi na tym, żeby Osoby nie zgadzające się z moimi tezami, dokładnie wiedziały, z czym się nie zgadzają.

REKLAMA
Czytelnicy mojego poprzedniego wpisu atakowali wszystko, ale większość tych ataków - ze względu na ich treść i formę - nie zasługuje na odpowiedź. Natomiast zastrzeżenia, jakie wywołało owo przywołane we wprowadzeniu zdanie: "nawet osoby niewierzące muszą przyznać, że Zmartwychwstanie było też najważniejszym wydarzeniem w historii świata" są słuszne w tym sensie, że napisałem tu zbyt skrótowo, co miałem na myśli, przez co zostałem słusznie skrytykowany.
Wyjaśniam więc, jaka droga rozumowania przywiodła mnie do tego właśnie stwierdzenia.
Zacznę od niefortunnego użycia w tym zadaniu słowa Zmartwychwstanie. Zwrócono mi uwagę na to, że niewierzący (o których w tym zdaniu piszę) przede wszystkim kwestionują fakt Zmartwychwstania, twierdząc, że nic takiego nie miało miejsca. Ponieważ nie mam naukowych dowodów, że Zmartwychwstanie jest historycznym faktem - nie powinienem był w ten sposób nazywać wydarzenia, które miało miejsce w Jerozolimie w 33 roku. Dla mnie i dla ogromnej rzeszy Chrześcijan na całym świecie wiara w Zmartwychwstanie jest fundamentem religii. Bez Zmartwychwstania całe Chrześcijaństwo jest pozbawione podstaw. Jednak trzeba się zgodzić, że Zmartwychwstanie jest elementem wiary a nie wiedzy - a więc Ci, którzy tej wiary nie podzielają - nie powinni być prowokowani wypowiedzią sugerującą, że Zmartwychwstanie jest pewnikiem. Dla wierzących tak, ale dla niewierzących - niekoniecznie.
Zdarzeniem, do którego powinienem się był odwołać i do którego będę nawiązywał dzisiaj - było ukrzyżowanie Chrystusa. Oczywiście można zakwestionować historyczność także i tego faktu, ale tutaj argumenty atakujących są słabsze. W końcu w rzymskich prowincjach karę ukrzyżowania wymierzano i wykonywano dość często, więc na jakiej podstawie ktoś miałby twierdzić, że coś takiego się nie zdarzyło?
Przyjmijmy więc, że ukrzyżowanie Chrystusa miało miejsce. W końcu zaświadczyli o tym liczni ludzie, niektórzy nawet przypłacając życiem owo świadectwo.
A co miałem na myśli twierdząc, że było ono "najważniejszym wydarzeniem w historii świata"?
Otóż religia, którą zapoczątkowali świadkowie ukrzyżowania oraz ludzie którzy - jak święty Paweł - uwierzyli w naukę Chrystusa chociaż świadkami nie byli, przewróciła cały porządek starożytnego świata. Mimo całych wieków prześladowań i mimo wielu ofiar liczba wyznawców Chrystusa stale rosła. Wyznawane przez nich wartości były przyjmowane na coraz większym terenie, aż wreszcie doprowadziły do zmian politycznych (upadek Cesarstwa Rzymskiego), społecznych (zniesienie niewolnictwa) i mentalnych (wyparcie wiary w wielu bogów czczonych w starożytnym świecie przez monoteistyczną wiarę chrześcijańską). Te fakty są historycznie sprawdzalne - i to niezależnie od tego, czy ktoś ocenia je pozytywnie, czy negatywnie. Trzeba więc zgodzić się z tym, że w okresie pierwszych trzech wieków naszej ery radykalne zmiany w Europie zaszły.
A co je spowodowało?
Powstanie i rozwój religii, której punktem początkowym było ukrzyżowanie Chrystusa.
Czy nie mam więc prawa twierdzić, że to ukrzyżowanie było najdonioślejszym wydarzeniem w historii Europy? Było, bo po tym wydarzeniu nic już nie było takie jak dawniej!
A ponieważ potem nastąpił okres, kiedy to Europa dyktowała reszcie świata porządek polityczny, społeczny i religijny - najdonioślejsze wydarzenie w historii Europy mam prawo nazywać najdonioślejszym wydarzeniem w historii świata.
I mówię to nie z pozycji wierzącego chrześcijanina, tylko z pozycji obserwatora analizującego kierunki i przyczyny procesów, które uwarunkowały dzisiejszy porządek świata.
Porządek który się zresztą zmienia, jak tego dowodzą - na mikroskopijną skalę - niewybredne komentarze, jakimi opatrzono mój poprzedni tekst ...