Wypowiedź Dody w żaden sposób nie obraża moich uczuć religijnych, choć Biblia jest dla mnie jedynym kryterium wiary i wyznacznikiem normy chrześcijańskiego życia. O wiele bardziej oburzająca jest dla mnie rozbuchana samowola księdza spowiednika.

REKLAMA
W Piśmie Świętym podobne zarzuty do tych wypowiedzianych przez Dodę padają pod adresem apostołów, którzy zaczęli mówić językami, gdy zstąpił na nich Duch Boży. W Dziejach Apostolskich czytamy, jak świadkowie tego wydarzenia stwierdzają, że apostołowie „młodym winem się upili” (Dz 2,13). Nikt jakimś cudem nie wpadł na pomysł, aby karać prawnie tych, którzy te słowa wypowiadali. Prawo broniło wtenczas uczuć religijnych innych kultów i religii. Tych, które stanowiły większość. Ale czy w uczuciach religijnych, podobnie jak w polityce, musi jedynie chodzić o hegemonię władzy?
Sami apostołowie, jeśli wierzyć narracji biblijnej, na ten argument nie zważali. Mieli prawdopodobnie co innego do roboty niż przejmować się jakimiś prostackimi racjonalizacjami lub przytykami. Zresztą można było im zarzucić gorsze rzeczy – liche pochodzenie społeczne, szemraną przeszłość, odrażającą biedę i Bóg wie, co jeszcze. Tak to już się Bogu upodobało, że wysłał Syna swojego nie żeby sądzić, lecz zbawić (por. J 12:47b), a możnym tego świata uzmysłowić, że „łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne niż bogatemu wejść do Królestwa Bożego” (Mk 10:25).
Zbyt łatwo zapominają o powyższym książęta Kościoła. I tak się niestety składa, że głównie rzymskiego. Do tego stopnia, że niechętnie odpuszczają oni grzechy – dowiadujemy się z doniesień prasy. Sytuacja patowa. Bo z jednej strony słynny już jest „ksiądz spowiednik”, który „rozgrzesza za bilon”, by przywołać słowa Jacka Kaczmarskiego; z drugiej zaś strony sama instytucja spowiedzi usznej ma coś w sobie niezdrowego, by nie powiedzieć perwersyjnego. I jest to właśnie przywołana powyżej hegemonia władzy. Miast pozostawić moc odpuszczania grzechów w „ręce” Boga umieszcza się ją w ręce człowieka, tym samym odciążając ludzi z rzeczywistej odpowiedzialności za siebie samych i swoje czyny. Zbyt dużo tu legalizmu, a zbyt mało wglądu w człowieka.
Czy ci książęta nie powinni przede wszystkim być ministrami religii miłosierdzia?