Po tym jak „prawicowi publicyści” napisali wszystko co mogli w sprawie Pussy Riot i Femenu, wzięli się za "Maryjkę Palikota" i Człowieka Motyla. Swoje poglądy przyodziewają w piękne doniosłe hasło „granic wolności słowa” i ckliwe „uczucia religijne”. Aż zakręciła mi się w oku łezka! Szkoda tylko, że nie zdają sobie oni sprawy z „nadużyć semantycznych” – stosując wykute przez nich pojęcie – które zawierają ich wypowiedzi. Ot taki przykład Piotra Skwiecińskiego...

REKLAMA
Piotr Skwieciński opublikował dziś nie gdzie indziej jak na łamach dziennika Rzeczpospolita artykuł pt. Milczenie złe dla owiec. W serwisie Natemat.pl znaleźć możemy jego krótkie streszczenie tutaj. Udało mi się przebrnąć przez oryginalny artykuł! Co uważam za nie lada wyczyn, albowiem tę obszerną stronę zapełnioną drobnym maczkiem streścić można byłoby do jednego zdania: lewacy nas obrażają, nie powinniśmy milczeć! A tak, en passant, zastanawiam się czy jest to wezwanie do krwawego boju, do którego swoją słabość niejednokrotnie pokazali konserwatyści i zwolennicy tradycyjnych wartości? Warto chyba przypomnieć, że obchodzimy dziś 440. rocznicę katolickiej rzezi na protestantach, do której doszło w Paryżu w noc Św. Bartłomieja... Ale „do adremu”, jak mawia pewien prawicowy poseł!
Kto, jak kto, ale Piotr Skwieciński powinien dostrzegać różnicę między Polską a Rosją. Był przecież przez jakiś czas w kraju Putina korespondentem swojego dziennika. Nie jest to jednak odosobniony przypadek, chciałoby się rzec, amnezji. Ks. Sowa różnicy tej też zdaje się nie dostrzegać, gdy w swojej notatce używa argumentu zastosowanego dzień wcześniej przez Tomasza Terlikowskiego i pyta się co by było gdyby punkówy zrobiły swój happening w synagodze? I przedstawia Czytelnikowi swój "czarny scenariusz". Abstrahując od faktu, że argument ten gra w gruncie rzeczy na antysemityzmie nadal obecnym, choć głęboko skrywanym, w naszym społeczeństwie, jest on przede wszystkim nietrafiony.
Rzeczywiście Pussy Riot nie zrobiły swojego happeningu w synagodze. Fakt, że wybrały Sobór Chrystusa Zbawiciela, by odśpiewać Bogurodzico, przegoń Putina to chyba nie przypadek. Pierwszy powód jest ewidentny. Jakby nie było odśpiewanie tego utworu w synagodze nie miałoby sensu – brak tam kultu Bogurodzicy... Ale poważnie. To nie kto inny jak Patriarcha Moskiewski czule flirtuje na gruncie politycznym z prezydentem Rosji. I choć Władimir Władimirowicz Putin chciał namaścić swojego człowieka na naczelnego rabina Rosji, to mu się to do końca nie udało. Adolf Shayevich nadal uznawany jest za naczelnego rabina przez Kongres Żydowskich Religijnych Organizacji i Stowarzyszeń w Rosji, do którego należy największa synagoga Moskwy. Rabina Putina Berela Lazara, uznanego przez Federację Żydowskich Wspólnot Rosji i przynależącego do panoszącego się ostatnimi czasy po Europie Chabad-Lubavitch, oraz Cyryla I coś łączy – ultrakonserwatyzm. Żydzi mogą wybrać, którego rabina chcą słuchać – putinowskiego aparatczyka czy opozycjonistę; prawosłani – nie.
Ale tak to już jest. Władza totalitarna ma to do siebie, że zawiera sojusze z kościelnymi ultrakonserwatystami, nie zaś z liberałami. Ci pierwsi lepiej ubezwłasnowolniają i inwigilują. Świadczą o tym chociażby rządy Vichy we Francji lub generała Franco w Hiszpanii, żeby wymienić te z przykładów, które pozwolą nam nie popaść w zbytnią emocjonalność.
Idźmy za ciosem, jak mawiają klasycy. Utożsamianie chrześcijaństwa z konserwatyzmem i „tradycyjną moralnością” jest manipulacją. Nie wierzę, Piotrze, że nie zdajesz sobie sprawy z tego, że problem jest bardziej złożony. W każdej religii istniały i istnieją nurty konserwatywne i, nazwijmy je, subwersywne. I tak jest w przypadku chrześcijaństwa. Chrześcijaństwo jest różnorodne, dzieli się na wiele wyznań, w obrębie których znajdują się zarówno ludzie lękliwie zapatrzeni w przeszłość i kurczowo przywiązani do tego co było, jak i osoby otwarte na przyszłość, podchodzące do niej z ufnością. Warto tutaj podkreślić, że imię, które Bóg objawił Mojżeszowi na górze Horeb nie brzmi „Byłem”, ale „Jestem”, a bibliści przyznają, że poprawniej byłoby je tłumaczyć na „Będę”. Jezus natomiast niejednokrotnie na kartach Ewangelii karci Faryzeuszy i uczonych w Piśmie za ich bezwzględne przywiązanie do litery prawa i zapominanie o człowieku. Wiele razy już o tym pisałem na tym blogu.
Ponadto, Skwieciński w swoim artykule przeciwstawia wierzącego konserwatystę lewicowemu liberałowi i zapomina, że są wierzący lewicowi liberałowie (np. Tomasz Piątek). Rzeczywistość, gdy ją zgłębimy, a nie ograniczymy się do jej fasadowej oceny, jest bardziej wielobarwna i wielowymiarowa niż redaktorowi Rzeczpospolitej może się wydawać. Podobnie jak w przypadku symboli – poza formą jest jeszcze i treść. Szkoda, że w przypadku symboli religijnych ograniczamy się tak często jedynie do tej pierwszej.
Kończąc, chciałbym Piotrowi Skwiecińskiemu uzmysłowić, że lewaków też można obrazić. Manipulacjami, stereotypami, powierzchownością i brakiem uczciwości intelektualnej. Tyle, że za to nie idzie się za kratki.