
70 lat temu w Warszawie getto było dosłownie w przededniu zagłady. Tymczasem na Grzybowskiej, Nowolipkach, Nalewkach, przy wtórze muzyki, otwierano ogródki dla dzieci. Wyrywano gettu małe fragmenty zieleni – sadzono drzewa, siano trawę, a nawet kwiaty. Ponad 1000 dzieci z getta mogło korzystać w ogródkach ze słońca i świeżego powietrza. Wychowawcy prowadzili zajęcia i gry, dzieci ćwiczyły rytmikę, gimnastykowały się i tańczyły. Grała orkiestra.
REKLAMA
Na trop ogródków trafiłem czytając Dziennik Adama Czerniakowa. Jest to dokument niezwykły, notatnik z getta warszawskiego prowadzony przez prezesa Gminy (Judenratu) od pierwszych dni wojny po samobójstwo. Czerniaków otruł się, odmawiając przygotowania transportu dzieci. Wydawanie na śmierć dzieci było dla niego granicą, za którą nie mógł się posunąć. Zażył cyjanek w siedzibie Judenratu przy ulicy Grzybowskiej, zostawiając listy do żony i Zarządu Gminy. Dziennik ukazał się najpierw po hebrajsku, a w języku oryginału wydał go w 1983 roku Marian Fuks.
Poza kontekstem historycznym niesłychana jest również forma Dziennika, na pozór skrótowa, sucha, wręcz techniczna, a jednak między wierszami, słowami pełna wymowy, treści i odniesień kulturowych. Dziennik wydaje się szyfrem, gdzie z każdego zdania mogą eksplodować sensy. Podczas jednej z lektur przykuły moją uwagę ogródki w getcie, a zwłaszcza fragment zanotowany w niedzielę, 7 VI 1942 roku. Pisze Adam Czerniaków: „O 9:30 otwarcie ogródka na Grzybowskiej 21. Grała orkiestra pod kierunkiem Kataszka, śpiewały chóry, dzieci szkół Rady wykonały tańce i ćwiczenia. Ogródek został przekazany dzieciom przez dzieci. 2 delegatów i jedna delegatka obwieściły to w języku polskim, żydowskim i hebrajskim. Przemawiałem 2 razy. Uroczystość wywarła wielkie wrażenie na zebranych. Balsam na rany! Uśmiech ulicy!”
Uśmiech w getcie? uśmiech ulicy? uśmiech getta? – to było obce, niepasujące do wszystkiego, co wiedziałem o getcie, jakby te słowa znalazły się na niewłaściwym miejscu, zaplątały się przypadkiem z innej relacji. Były elementami innej układanki, wyraźnie odcinającymi się od tła. Ale, pomyślałem nieco abstrakcyjnie, całe getto nie powinno mieć miejsca, jego wydzielenie nie powinno mieć miejsca, to, co się w nim działo przez kolejne lata, to ekstremum nie powinno mieć miejsca, nie powinna mieć miejsca przemoc i upokorzenie, śmierć i głód, a wreszcie „deportacja” czyli zagłada. A jednak wszystko to miało miejsce, a w tym miejscu prezes Gminy Adam Czerniaków doglądał budowy kolejnych ogródków, gościł na ich otwarciu (ostatni otwarto 12 lipca na rogu Franciszkańskiej i Nalewek), do ostatnich dni odwiedzał w ogródkach bawiące się dzieci (19 lipca odwiedził 3 ogródki).
Czy prezes Czerniaków zachowywał się jak kapitan tonącego Titanica? Wszystko to się działo dosłownie w przeddzień zagłady. 20 I 1942 roku w willi przy Grossen Wannsee piętnastu nazistowskich dygnitarzy opracowało plan zagłady całego narodu żydowskiego, jak to określali, „rozwiązanie kwestii żydowskiej”. Następnie uruchamiano kolejne obozy strasznej, przemysłowej śmierci, już w marcu ofiary pochłaniał obóz zagłady w Bełżcu, w maju – obóz w Sobiborze. Powstawał obóz w Treblince, trwały morderstwa i wywózki osób. Tymczasem Adam Czerniaków do końca wydawał się wierzyć w zapewnienia hitlerowców, że pogłoski o wywózkach i zagładzie to „Quatsch i Unsinn - bzdura i nonsens”. Porównanie Adama Czerniakowa do kapitana Titanica jest zresztą zaczerpnięte z jego słów. Pod datą 8 lipca notuje, że postanowił naśladować kapitana tonącego statku, który każe grać orkiestrze „celem dodania ducha pasażerom”.
A jednak myśląc o ogródkach, można podejrzewać Czerniakowa o dużo głębszy sens. Prezes Gminy miał charakter marzycielski, był miłośnikiem Don Kichota, poetą i znawcą poezji, wielkim erudytą. Jeśli spojrzeć na ogródki dla dzieci w sposób metaforyczny, odkrywają nagle swój skrywany potencjał. Ogródki to tereny wydzielone, ogrodzone: sama nazwa na to wskazuje, wywodzi się od grodzenia, zresztą człon gród – gard jest wspólny wszystkim językom europejskim, stąd językowo słowo ogród jest bardzo blisko słów garden, garten, jardin. Ogródki były więc terenami wydzielonymi w getcie, części miasta wydzielonej i zamkniętej. Ogrody były w jakiś sposób wydzieleniem powtórnym, a może nawet wydzieleniem na odwrót. Ogród jest zamknięciem w zamknięciu, a zatem i azylem, rajskim ogrodem, mniejszym zamknięciem, które w wyrafinowany sposób zaprzecza większemu zamknięciu. Szkoda, że metafora nikomu nie może uratować życia.
Postawa Adama Czerniakowa budującego w przededniu zagłady ogródki dla dzieci może skojarzyć się z filmami nakręconymi pod koniec lat dziewięćdziesiątych. Powstały wtedy niedługo po sobie takie obrazy jak „Życie jest piękne”, „Pociąg życia” i „Jakub kłamca”. W pierwszym ojciec opowiada dziecku, że obóz nie jest naprawdę, że to rodzaj gry albo przedstawienia, w którym zdobywa się punkty. W drugim wszyscy mieszkańcy miasteczka dzielą się na ofiary i nazistów, by kupionym do tego celu pociągiem uciec do Jerozolimy. Dopiero w ostatniej scenie widz dowiaduje się, że historia jest opowiadana w obozie przez miasteczkowego „fantastę”. Bohater trzeciego filmu udaje, że ma dostęp do radia i relacjonuje zmyślone klęski nazistów, celem, jak by się wyraził Adam Czerniaków, „dodania ducha” sąsiadom.
W tych filmach nie chodziło o zakłamanie faktów ani o zrewidowanie historii. Ich twórcy nie zamierzali lekceważyć ofiar czy znieważać pamięci o nich. W historiach z piekła, z obozu i getta, z zagłady chodziło o pokazanie, że życie jest najważniejsze, ważniejsze niż śmierć, a wyobraźnia nawet jeśli nie może nikogo ocalić, jest w stanie podtrzymać nadzieję, z którą więcej da się znieść. To myślenie baśniowe, na pewno naiwne, ale przypomina, że zagłada wymaga pamięci, ale nie może przesłonić życia, nawet w getcie. Być może Czerniaków w przededniu zagłady przeczuwał, że trzeba za wszelką cenę ocalić radość życia, choćby nie mogło to uratować ani jednego istnienia. Być może dla Czerniakowa to był akt oporu wobec okupantów, inny niż śmierć z bronią w dłoni, rodzaj sprzeciwu wobec rzeczywistości urządzonej przez Hitlera i jego ludzi zbyt niejednoznaczny, by go zmieścić w zbiorowej pamięci, narracji historycznej i definicji sprzeciwu.
Paweł Brylski
