
Sąd w Kairze utrzymał dziś wyroki śmierci dla 21 osób skazanych po zamieszkach na meczu piłkarskim w Port Saidzie, ale uniewinnił kilku policjantów, którzy obecni byli na stadionie. Rozwścieczeni fani klubu Al-Ahly i krewni zabitych na ulicach stolicy domagają się sprawiedliwości i prowadzą regularną bitwę z policją.
REKLAMA
Podczas ubiegłorocznych zamieszek po meczu piłkarskim w Port Saidzie na północy Egiptu zginęły 74 osoby, w większości fani klubu Al-Ahly. Dziś sąd potwierdził wyrok z 28 stycznia i skazał na śmierć 21 oskarżonych o zapoczątkowanie tej masakry. Na 15 lat więzienia skazani zostali też dwaj policjanci (jeden z nich zamknął bramy stadionu, kiedy rozpoczęły się starcia). Problem w tym, że jednocześnie uniewinniono siedmiu innych funkcjonariuszy, którzy także byli odpowiedzialni za bezpieczeństwo na stadionie.
Czytaj także: Ciężko chory Polak nie może wrócić z Egiptu. Córka prosi o pomoc w zebraniu funduszy na transport
W konsekwencji tysiące fanów Al-Ahly i krewnych zabitych w zamieszkach wyszło na ulicę Kairu, by domagać się ponownego procesu. Tłum podpalił m.in. siedzibę egipskiej federacji piłkarskiej i starł się z policją przed posterunkiem w pobliżu stadionu swojego klubu. Protestujący rzucają też kamieniami i koktajlami Mołotowa w budynek hotelu Semiramis w pobliżu słynnego Placu Tahrir.
Jak relacjonuje na Twitterze dziennikarz Cliff Cheney, jeden z protestujących został zastrzelony. "Krew jest wszędzie. Protestujący atakują ambulans" – napisał. Państwowe media podają jednak, że mężczyzna zmarł w wyniku działania gazu łzawiącego, czemu zaprzecza Cheney. "Widziałem go z bliska" – zapewnia".
Fani drugiego klubu, Al-Masry, także protestują. Próbowali nawet zablokować Kanał Sueski.
Źródło: Ahram online
