
Kim Hyun-Hee, była agentka Korei Północnej, udzieliła wywiadu telewizji ABC. – Korea Północna używa programu nuklearnego, by trzymać naród w ryzach i wywierać nacisk na USA i Koreę Południową – twierdzi Hyun-Hee. To potwierdza opinie ekspertów, którzy twierdzą, że Północ nie wywoła wojny, a jedynie straszy.
REKLAMA
– Kim Dzong Un chce uzyskać kontrolę nad armią o zdobyć lojalność wojskowych – twierdzi Kim Hyun-Hee, która kiedyś była szpiegiem Korei Północnej, dzisiaj zaś przebywa w Seulu, w nieznanym i pilnie strzeżonym miejscu. Hyun-Hee zaznacza, że młody Kim tak często odwiedza bazy wojskowe właśnie po to, by zyskać przychylność armii.
Jednocześnie agentka podkreśla, że Kim Dzong Un jest "młody i niedoświadczony" i wciąż próbuje wpasować się w miejsce, które zajął po swoim ojcu. Hyun-Hee dodaje też, że program nuklearny i groźby użycia broni atomowej to sposób na to, by "trzymać naród w ryzach" i naciskać na Stany Zjednoczone oraz Koreę Południową, uzyskiwać kolejne ustępstwa.
Czytaj też: 10 rzeczy o Korei Płn., których nie wiedziałeś, a powinieneś nawet jeśli nie wybuchnie wojna
Była szpieg opowiedziała też o samym życiu w Korei Północnej i tym, jak została zwerbowana do agentury. – Północna Korea to nie państwo, to kult – twierdzi Hyun-Hee. – Uczyli nas tam, że Kim Il Sung był Bogiem. Uczyłeś się stawiać go na pierwszym miejscu, przed swoimi rodzicami. Od najmłodszych lat uczymy się mówić "Dziękuję, Wielki Przywódco", za wszystko. Jeśli powiedziałeś coś nie tak, nawet jeśli to było przejęzyczenie, trafiłeś do gułagu – zdradza ex-agentka.
Hyun-Hee została zwerbowana na szpiega jeszcze w szkole. Przedstawiciele partii przyjechali po nią czarnym samochodem do szkoły, kazali się spakować i dali jedną noc na pożegnanie się z rodziną. – Nie pozwolono mi nawet pożegnać się z przyjaciółmi – wspominała w wywiadzie dla ABC Hyun-Hee. Potem zabrano ją do górskiego ośrodka treningowego, gdzie młoda dziewczyna uczyła się sztuk walki, obsługi broni i języków.
Agentka "wpadła" podczas zamachu na samolot linii Korean Air w 1987 roku. Ona i jej partner udawali Japończyków i działając na rozkaz Pjongjangu szpiedzy podrzucili dwie bomby na pokład samolotu lecącego z Bagdadu do Seulu. Wybuch nastąpił w powietrzu, nad Morzem Andamańskim, zginęło wówczas 115 osób. Agenci wysiedli jednak z samolotu podczas międzylądowania, w Abu Zabi. Złapano ich, gdy próbowali wydostać się z Bahrajnu. Jak przystało na prawdziwych szpiegów, zarówno Hyun-Hee jak i jej partner mieli przy sobie kapsułki z cyjankiem i je zażyli, ale agentkę – w przeciwieństwie do jej kolegi – udało się odratować. Zabrano ją do Korei Południowej i tam przesłuchiwano i w końcu ułaskawiono.
Gdy Kim Hyun-Hee ujrzała Koreę Południową, zmieniło się jej podejście do świata. – Widziałam jak nowocześnie tam jest. Słyszałam jak agenci wokół mnie rozmawiają tak swobodnie. To kontrastowało ze wszystkim, czego nauczono mnie w Korei Północnej – wspominała.
Obecnie Kim Hyun-Hee wciąż przebywa w Korei Południowej, w pilnie strzeżonym miejscu. Agentka, jak sama podkreśla, obawia się o życie swoje i swojej rodziny: męża i dzieci.
Zobacz też: Rakiety w Korei Północnej gotowe do odpalenia. Japonia zestrzeli wszelkie koreańskie pociski
Źródło: ABC
