"Przypominam sobie to spotkanie. Janusz Palikot, już wtedy często pojawiający się w mediach, dobrze zapowiadający się konserwatywny wydawca katolickiego tygodnika i polityk lubił stawać zawsze gdzieś za plecami albo jakiegoś księdza albo nawet samego Tuska. Tym razem zaszokował wszystkich: przyszedł na spotkanie totalnie upalony marihuaną i na dodatek machający sztucznym penisem. Konsternację wzbudzał fakt, że przyprowadził z sobą dwóch małoletnich chłopców, do których zwracał się per "misie" szturchając ich na zmianę w ramie albo okładając zaczepnymi klapsami w tyłek".
REKLAMA
Jaką wartość ma to zdanie? Żadnej. Jest tylko fajnym bon motem wymyślonym po to, żeby stać się towarzyską plotką służącą do sugerowania, że z tym Palikotem jest coś nie tak. Jak każda bajka ma pozory wiarygodności - przecież nie jest tajemnicą, że jej bohater popiera palenie marychy i lubi czasem pokazać się publicznie trzymając a to sztucznego penisa a to pozując z innymi gadżetami. No i młodych chłopaków w partyjnym otoczeniu nie brakuje. Co mnie teraz czeka za wymyślenie tej historyjki? Sąd?
Odszczekanie jej w jakimś programie telewizyjnym? Nie. Nie sądzę. Nawet nie można mnie za te słowa próbować podać do sądu, bo za mało materii a i o dowody, że tak nie było będzie skromnemu liderowi ruchu własnego imienia trudno. Poza tym, w przeciwieństwie do Palikota, od razu przyznaję, że to fikcja. I on to doskonale wie obrzucając innych trzymanym w ręku zamiast pióra kawałkiem łajna. Dziwne, że poważni ludzie biorą to na poważnie.
Piszę oczywiście w kontekście jego obserwacji poświęconych mojej skromnej osobie przy okazji kolejnej wolty jaką jest Palikotowe "schodzenie z krzyża". Palikot mógłby opisać nasze spotkanie u niego w domu, na Suwalszczyźnie, dyskusje o filozofii Williama Blake'a, zwłaszcza, ze wówczas wydał poświęconą temu myślicielowi fundamentalną rozprawę, albo o fenomenie jurodiwych i badaniom jakie prowadził nad tym zjawiskiem, w części dzięki Palikotowi właśnie, prof. Wodzicki. Mógłby też odwołać się do uczestników faktycznych towarzyszących nam przez te dwa dni: pewnej zaangażowanej pani profesor, wpływowej bizneswomen czy lekko przygasłej, ale przecież nada funkcjonującej w szoł-biznesie gwiazdy muzycznej albo kilku innych osób do których etykieta nakazywała zwracać się ministerialnym tytułem, choć polityczne kariery mieli już za sobą.
Nie musiał też Janusz Palikot na siłę wciskać mi cygara czy whisky za czym akurat nie przepadam, zwłaszcza częstując wszystkich znakomitymi winami wedle własnej rekomendacji. Zamiast tego mamy ubecko-plotkarski model ataku ad personam. Nie można o pedofili to wymyślmy jakieś dwie trzydziestolatki, roznegliżowane na dodatek, żeby pobudzić fantazje czytelnika. Ktoś jest wrogiem narkotyków to pewnie popija po cichu. Alkohol i cygaro zawsze dobrze współbrzmią zwłaszcza kiedy gdzieś w cieniu pojawi się Platforma. A że to stek kłamstw i bzdury? A kogo to obchodzi, kiedy książka jest już wydrukowana i za chwile, bo przecież czas przedwyborczy i spieszyć się trzeba, trafi do księgarń.
Palikot z produkcji szkalujących innych ludzi bredni uczynił swoją główną misję, zamieniając przy tym programową nieudolność na bycie pudelkiem polskiej polityki. w nadziei że jak coś o kimś chlapnie, to ktoś zareaguje i o Palikocie znowu będzie głośno. To co w sferze przestrzeni publicznej robi lider jednak parlamentarnego ugrupowania to testowanie mechanizmu pudelkizacji polskiej polityki. Ja widzę na własnym przykładzie mógłby Palikot napisać o kimś lub o czymś prawdę, ale wówczas nie byłaby to skandalizująca historia z którą można polecieć wprost. Jak zwykle, kiedy idą kolejne wybory bajkopisarz z Lublina postanowił opowiedzieć kilka historii funkcjonujących tylko w jego, schorowanej od ciągłych ideowych i towarzyskich wolt, wyobraźni.
No cóż, jak widać niektórzy tak maja. Zwłaszcza wciąż mały Januszek - kłamczuszek.
No cóż, jak widać niektórzy tak maja. Zwłaszcza wciąż mały Januszek - kłamczuszek.
Ps.
Januszu, zapewniam cię, że jakkolwiek troska o zbawienie znajomych jest mi bliska to nie jest ona ani podstawą ani jedynym sensem mojej wiary czy kapłańskiego życia. Niemniej, zapewniam, jeśli kiedyś przejrzysz na oczy w trosce o zbawienie swojej duszy daj znać- chętnie pospieszę z kapłańską posługą.
Januszu, zapewniam cię, że jakkolwiek troska o zbawienie znajomych jest mi bliska to nie jest ona ani podstawą ani jedynym sensem mojej wiary czy kapłańskiego życia. Niemniej, zapewniam, jeśli kiedyś przejrzysz na oczy w trosce o zbawienie swojej duszy daj znać- chętnie pospieszę z kapłańską posługą.
