Św. Paweł napisał w jednym ze swoich listów, że „wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi mi korzyść”. Kilka głośnych spraw z ostatnich dni pokazują, jak bardzo ludzie w osobliwym przekonaniu, że „wszystko im wolno” eskalują tak naprawdę spiralę nienawiści do innych i często zwyczajnie się gubią.
REKLAMA
Najpierw był wyrok w sprawie Pussy Riot. Kto nie wyraził publicznie zachwytu średnio śmiesznym występem nawet - na pierwszy rzut oka - sympatycznie wyglądających młodych hepenerek z Moskwy, trafia od razu do pudełka z napisem „zwolennik Putina”, marzący o wizji oprawczego sojuszu duchowo – politycznego. Kto pomyślał i powiedział, że może być inaczej zostawał od razu postawiony w szeregu przeciwników wolności słowa. A ja się pytam: dlaczego? Przez to uogólnienie ginie sedno sprawy: panienki zrobiły w cerkwi cyrk, ich „wyśpiewana modlitwa” (jak o sprawie z uporem godnej lepszej sprawy pisze np. Gazeta) była przykładem zwykłego chamstwa i pogardy dla miejsca modlitwy własnie. Zresztą Sobór Zbawiciela nie był ani pierwszym miejscem ani nawet pierwszą cerkwią, gdzie dawały swoje występy – temu występowi nadały tylko większy rozgłos. Oczywiście, gdyby happening odbył się np. w synagodze pewnie mielibyśmy inny ton zaangażowanej publicystyki, ale cerkwią czy kościołem – któż by się przejmował.
Przypadek? Niekoniecznie. Wczoraj na jednym z ukraińskich portali pojawiła się rozmowa z inną bojowniczką o wolność, tym razem z Femenu. Dziewczyna skarżyła się, że „pilit’ kriest było tiażoło”. Oj biedaczki, pomyślałem. Tak się męczyły, a tam nikt ze stojącego wokół grona fotoreporterów nawet palcem nie kiwnął. Gdyby nie słoneczna pogoda, mogły się dzielne drwalki nawet przeziębić, bo jak wiadomo strojów zbyt ciepłych nie noszą, w imię wolności oczywiście. Wszyscy zachwycili się odwagą ukraińskich bojownic. To znaczy wszyscy, może poza tysiącami Ukraińców, dla których ścięty krzyż był często jedynym znakiem pamięci dla ofiar NKWD. No, gdyby to były ofiary hitlerowców, jakiś obóz lub getto to pewnie co innego. Zawyli by z oburzenia dyżurni obrońcy pamięci, ale krzyż? No, może trochę dziewczyny przeszarżowały, słychać czasem, ale koniecznie z dopowiedzeniem „przecież w słusznej sprawie”.
I na koniec coś z naszego podwórka i najnowszej historii walki o wolność słowa itp. Grafika umieszczona przez Janusza Palikota w poważnych mediach nigdy nie powinna się pokazać. Za takie medium uważam portal naTemat.pl i dziwię się, że ludzie odpowiedzialni za redakcję po prostu nie wrzucili tego obrazoburczego rysunku do kosza.. Kiedy to zobaczyłem (zresztą dopiero po tekście redakcyjnym, w którym postanowiono- jak rozumiem – opiniami innych osób jakoś odnieść się do tego wyczynu) najpierw przyszło mi na myśl słowo „cham”, zresztą autorstwa samego autora wpisu (wypowiedziane, przypomnijmy, w odniesieniu do nieudokumentowanych posądzeń wobec osoby abp. Michalika). Ale po chwili refleksji doszedłem do wniosku, że to nie chamstwo jest motorem działań posła. To zwykła pogarda dla chrześcijan połączona z tchórzostwem i chowaniem się za tanim happeningiem.
Jeśli jest Pan tak odważny, to czekam na całostronicowa karykaturę Mahometa na którymś z islamskich portali albo, jeszcze lepiej, może jakąś drwinę z tradycji żydowskiej i stosowne ogłoszenie tego światu choćby w "Haaretz"?
Jak oddychać wolną piersią to na całego!
