Coraz częściej oglądam Telewizję Trwam. Rzecz jasna, nie chcę przegapić jakiegoś ważnego meczu. Niestety, czekanie ma swoją cenę – zamiast rozrywki trafiam na transmisje regularnie rozgrywających się walk słownych. Ku mojemu zaskoczeniu toczą się one nie na ringu ale w świątyniach. W tych przypadkach, jak mi się zdaje, o. Dyrektor nie musi walczyć o żadne licencje, ma przywilej wręcz transmisji bezpośrednich i to często na prawach wyłączności.
REKLAMA
Wystarczył ostatni weekend aby widz mógł zobaczyć bunt zdrowej części społeczeństwa w warszawskiej katedrze i niemal początek powstania narodowego zaczynającego się na Jasnej Górze.
W pierwszym przypadku lud wyklaskał ministra z kancelarii okupowanego aktualnie (jak wszyscy w katedrze dobrze wiedzieli) urzędu prezydenckiego. Ponieważ lud zgromadzony w katedrze został sprowokowany nie tylko wystąpienie jakiegoś ministra ale i małą rangą orderu a nade wszystkim wpuszczeniem w okolice ołtarza, przy którym stał przecież sam o. Dyrektor, ludzi zupełnie z innej bajki musiał dać temu odpór. Patrząc na uroczystości żałobne wiedziałem jedno: ten lud swoje wie i nie ustąpi. Nie wystraszył się próśb katedralnego proboszcza, zresztą mianowanego przez „tego kardynała”, który kazał krzyż wyprowadzić i jeszcze nigdy nie zajrzał do katedry z okazji kolejnej miesięcznicy. Niech więc sobie gada i błaga, a lud klaskał, klaskał i wreszcie się doczekał. Uspokojenie przyszło dopiero wtedy kiedy pojawił się prawdziwy przywódca tego ludu. Emocje musiał łagodzić sam o. Dyrektor. Tylko ciekawe po co jeszcze po nim swoje trzy grosze dorzucił biskup tłumacząc na czym pojednanie i wolność polega. Lud zgromadzony w katedrze dobrze to wie, choć zaklaskał (już w zupełnie innym tonie) jednemu i drugiemu.
Podobnie jak szef Solidarności, który przed manifestacją w obronie wolności słowa ćwiczy przemowy i hasła z jasnogórskiego szczytu. Słusznie prawi pan Duda, ostro, bez patyczkowania się i miękkiej gry. „Tak, tak, nie nie”. Albo zwłaszcza NIE! Wyraźne, głośno, żeby wszystkich obudzić. Emocje udzielają się słuchaczom, a nawet tak to spodobało się jednemu biskupowi, że postanowił pójść jeszcze dalej i wezwać do rozwiązania Sejmu. A co, niech uciekają gdzie pieprz rośnie. I generalnie każdy widz mógł usłyszeć jak jest źle, a lepiej będzie dopiero kiedy TV Trwam będzie mogła transmitować co i kiedy chce. No i organizować pokojowe marsze, ku przebudzeniu serc i umysłów, rzecz jasna.
Słuchając tych tyrad myślę sobie: wolno wam, bo przecież każdemu wolno powiedzieć wszystko i wszędzie. Tylko czemu robicie to podczas liturgii mszalnej? Czemu bezcześcicie politycznymi połajankami święte miejsca? Czemu zamiast słuchać papieża nawołującego do pojednania i religijnej zgody (wiem, Ojciec Święty mówił to na Bliskim Wschodzie a nie w Polsce) machacie sztandarami niezgody i walki?
Mówiąc wprost, nie życzę sobie zastępowania liturgii obsesjami i politycznymi hasłami. Ani w katedrze, ani na Jasnej Górze ani w każdym innym kościele i kaplicy.
