Coraz bardziej dziwi mnie publikowanie i na dodatek promowanie wszystkiego co wymyśli Janusz Palikot na poważnym, bądź co bądź, portalu publicystycznym jakim jest NaTemat.pl. Sobotni poranek, poseł cierpiący na publicystyczne ADHD, uczcił wpisem o "talibach z Episkopatu" oraz publikacją listy "talibów" z poselskich ław. Dla wyjaśnienia dodam, że chodzi o ludzi, którzy mają odwagę publicznie wyrazić inne niż palikotopodobne zdanie, także poprzez wypełnianie poselskiego obowiązku tworzenia prawa.
REKLAMA
Talibowie mordują, terroryzują i niszczą, a sumienie, o którym m.in. piszą biskupi w prawdziwym talibanie jest pojęciem nieznanym. Stylizowanie na język arabski napisy zamieszczone pod zdjęciami posłów głosujących za zmianą prawa aborcyjnego nie są niewinnym żartem, to wręcz ociera się o pogardę nie tylko w stosunku do wspomnianych posłów, ale wręcz wobec ludzi kultury języka arabskiego. Czy mieliśmy w międzyczasie do czynienia z wojną? Czy Polskę zdobyły wrogie siły? Nie, to tylko publicystyczna figura mająca podnieść temperaturę politycznej i światopoglądowej debaty. Wszak Janusz Palikot zapowiadał wojnę i dzielnie do jej wywołania zmierza.
Talibowie z Episkopatu CZYTAJ WIĘCEJ
Może jednak trzeba użyć tego samego "chwytu" i powiedzieć wprost, że Palikot sam zachowuje się jak fanatyczny lewak, żeby trzymać się wymyślonej przez niego poetyki zarówno co do treści jak i formy. Nie znosi żadnego sprzeciwu, niszczy i poniża każdego kto ma inne zdanie, nie podejmując nawet próby rzeczowej dyskusji, co trochę rozumiem, bo przecież do niej potrzebna jest elementarna wiedza a nie tylko ideologiczne slogany.
Pisze o talibach wiedząc dobrze, że gdyby nie chrześcijańska, zachodnia kultura i cywilizacja, która stworzyła także fundament życia publicznego w Polsce, nie miałby nawet okazji do publicznego ogłoszenia swoich kalumni.
A może ta kolejna twarz to w dużej mierze jedynie medialno-polityczna maskarada?

