Kiedy już człowiek przyzwyczai się do czegoś słodkiego bez cukru, a słonego bez soli, czas na poważniejszy eksperyment. Święta Bożego Narodzenia bez Boga. Wreszcie karpia zastąpi kawałek pizzy, a zamiast kolędy będzie można puścić ateistyczną wersję psalmu "Pan jest moim Pasterzem".

REKLAMA
Oczywiście oficjalnej nazwy tych dni jeszcze nie zmieniono, dalej 25-tego grudnia wypada Boże Narodzenie, choć wszystko wokół przekonuje, że nie potrzebny jest już Święty Mikołaj skoro zastąpi go tłuścioch z reklamy pewnego napoju, a nawet po opłatek nie trzeba już iść do kościoła, jeśli można go kupić w centrum handlowym od miłego dziewczęcia mrugającego zalotnie pomiędzy stoiskami z milionem innych rzeczy, bez których Twoje święta nie będą prawdziwe.
I w tym wszystkim coraz częściej pojawiają się jakieś holidays albo seasonal greetings. Zapowiedziałem znajomym, że wszystkie maile i kartki z takimi sformułowaniami wylądują w koszu, a nasza znajomość zostanie wystawiona na próbę. Nie życzę sobie tego, bo nie uznaję żadnych season's greetings w tym czasie.
Podobnie jak nie wysyłam też żydowskim znajomym kartki ze żłobkiem i Świętą Rodziną na Święto Świateł czyli Chanuke. Kiedy składam im życzenia radosnego i błogosławionego przeżywania świąt. I oni i ja wiedzą, o co chodzi.
Tymczasem część kulturowych nuworyszy i politycznie poprawnych szpanerów jest przekonana, że season's greetings wyniosą ich na inny, lepszy poziom, ponad lokalny prowincjonalizm szopki, opłatka i kolęd. Nic bardziej mylnego, ze swoimi życzeniami sezonowymi, zostaniecie sami. Przy okazji tracąc starych znajomych, którzy uznają (i słusznie!) że zwyczajnie zwariowaliście albo wam odbiło.
Boże Narodzenie ma sens tylko wtedy, kiedy uświadamiamy sobie treść i symbolikę tego wydarzenia. Dlatego wszystkim życzę radosnych, błogosławionych, czyli szczęśliwych, i prawdziwych Świąt Bożego Narodzenia!