Już za moment głosowanie w sprawie odwołania Wandy Nowickiej i powołania Anki Grodzkiej na urząd wicemarszałka Sejmu. O ile zgadzam się ze stanowiskiem klubu w kwestii odwołania Wandy Nowickiej, o tyle jestem przeciw kandydaturze Anki Grodzkiej. Dlaczego?
REKLAMA
Zapisywałam się do partii liberalnej gospodarczo, neutralnej światopoglądowo i wrażliwej społecznie – takie miały być fundamenty Ruchu Palikota. Takim fundamentom do dziś jestem wierna.
Przyjęcie przez Wandę Nowicką 40 tysięcy złotych rocznej premii stanowi potężną rysę na kreowanym przez nią wizerunku. Postawa wicemarszałkini oburza mnie tym bardziej, że jako osoba zasiadająca w prezydium klubu z całą pewnością znała szczegółowe opracowania dotyczące biedy w Polsce. Z drugiej strony, Wanda Nowicka – choć reprezentowała Ruch Palikota – nigdy oficjalnie do Ruchu nie wstąpiła. Może więc hasła wrażliwości społecznej wcale nie są jej bliskie, a stanowisko wicemarszałkini to jedynie kolejny krok w politycznej karierze? Mają rację ci, którzy twierdzą, że w tym przypadku odejście ze stanowiska to kwestia zasad.
Kandydatura Ani Grodzkiej nie znajdzie mojego poparcia. Czytelnicy bloga zapewne pamiętają, że siedem miesięcy temu stanęłam w obronie Ani, gdy poseł Wipler pozwolił sobie zaatakować ją w sposób wyjątkowo podły.
Mój dzisiejszy sprzeciw ma charakter stricte ideologiczny. Ania nie wypiera się swoich komunistycznych korzeni i mocno lewicowego światopoglądu. A ja nie chcę, by moim reprezentantem w Prezydium Sejmu był ktoś, kto organizowaną przez siebie konferencję lokatorską rozpoczyna odśpiewaniem „Międzynarodówki”. Pomimo osobistej sympatii dla Ani, świat moich wartości jest inny. Zdecydowanie bliższe mi są poglądy chociażby Łukasza Gibały. I szczerze żałuję, że merytoryczną dyskusję nad najlepszą kandydaturą na stanowisko wicemarszałka poświęciliśmy na rzecz jakże ostatnio typowej dla nas, medialnie nośnej prowokacji.
Mój dzisiejszy sprzeciw ma charakter stricte ideologiczny. Ania nie wypiera się swoich komunistycznych korzeni i mocno lewicowego światopoglądu. A ja nie chcę, by moim reprezentantem w Prezydium Sejmu był ktoś, kto organizowaną przez siebie konferencję lokatorską rozpoczyna odśpiewaniem „Międzynarodówki”. Pomimo osobistej sympatii dla Ani, świat moich wartości jest inny. Zdecydowanie bliższe mi są poglądy chociażby Łukasza Gibały. I szczerze żałuję, że merytoryczną dyskusję nad najlepszą kandydaturą na stanowisko wicemarszałka poświęciliśmy na rzecz jakże ostatnio typowej dla nas, medialnie nośnej prowokacji.
Pisząc te słowa zapewne narażam się wielu partyjnym kolegom. Dlaczego więc piszę? Dlatego, że fundamenty Ruchu wciąż są mi bliskie. Dlatego, że nie chcę stać się maszynką do głosowania. Dlatego, że nie chcę, by Ruch Palikota był sektą doktrynerów, lecz miejscem miejscem dyskusji osób liberalnych gospodarczo, neutralnych światopoglądowo i wrażliwych społecznie.
HSR
