On chyba jednak jeśli chodzi o horyzont intelektualny przerasta naszą klasę polityczną. Jego książka "Zdjąć Polskę z krzyża" bynajmniej nie jest tanią propagandówką, ale pogłębioną refleksją, w miarę syntetyczną (Palikot w końcu to już pan w średnim wieku - a więc czas najwyższy) nad stanem polskiej duszy.
REKLAMA
Opowieść barwna, dobrze się czyta, ciekawa. Owszem, trzeba wiedzieć coś o Gombrowiczu, coś o Janion, no i trochę innych rzeczy, żeby książka zagrała w duszy czytelnika.
Tym, co zżera polską duszę, wysysa z niej wszystkie żywotne siły jest demon IHWH. Tak bluźnierczo, ponoć za Janion (ciekawe czy Janion wie coś o tym), pisze Palikot. O dobre bluźnierstwo trudno, wychodzi najczęściej ble ble. Palikot radzi sobie nienajgorzej. Dla zgorszonych przypominam Dziady naszego Wieszcza.
Jedna z głównych tez książki głosi, że religia jest czymś szkodliwym dla człowieka. Tezy można głosić rozmaite, wartość one czerpią jednak z argumentacji. Interesująca argumentacja - oto klucz do wartościowej myśli. Palikot argumentuje ciekawie.
Moje rozważania nad katolicyzmem w Polsce skłaniają mnie od dawna do myśli, że działa on jako coś szkodliwego. Wiele o tym pisałem, więc tutaj nie będę tego wyłuszczał. Szkodliwość religii, rzucająca się w oczy (między innymi jako źródło fundamentalizmu i przemocy), jest kwestią złożoną. Zwłaszcza kiedy mamy na uwadze ludzi, dla których religijny obraz świata, religijna nadzieja jest jakby ostatnią deską ratunku. W kwestii fundamentalizmu i przemocy religijnej nie jest jasne co jest przyczyną a co skutkiem, czy pierwsza jest religia rodząca fundamentalizm i przemoc, czy raczej ludzka skłonność do autorytaryzmu i przemocy znajduje religijną ekspresję. Nie należy też zapominać, że źródłem wielorakiej przemocy były także religie "anty-przemocowe", takie jak chrześcijaństwo w interpretacji René Girard'a (Kozioł ofiarny) - które miało ponoć przerwać cykl odpłaty. To jednak jest spojrzenie XX wieczne, pacyfistyczne, obce wcześniejszemu duchowi chrześcijaństwa, gdzie przemoc i okrucieństwo nie budziło większego zgorszenia. Krytyka powinna uwzględniać złożoność tych kwestii.
***
Problem z książką Palikota jest jeden i do tego istotny. Autor opowiada o swoich prywatnych rozmowach. Czy dostał zgodę na relacjonowanie tego publicznie - nie sądzę. Nie będę też sądził Palikota w tej kwestii, niech uczynią to inni, którym lepiej to pójdzie. Z drugiej bowiem strony wypowiedzi osób publicznych nawet w prywatnych rozmowach pozostają jednak w jakiś sposób publiczne, z uwagi na publiczność tych osób. W przeciwnym razie może się zdarzyć, że istnieją jakby dwa obiegi rozmowy: publiczny na pokaz i prywatny, zupełnie inny. To oczywiście kwestia prywatnych wypowiedzi prominentnych polityków, choćby na temat Kościoła, bardzo krytycznych (także kpiących, ogólnie liberalnych), w zestawieniu z ich publiczną postawą, kompletnie odmienną. Pokazywanie tej podwójności - ma swoją wartość. Możliwą ceną do zapłacenia przez Palikota jest ugruntowanie się przekonania otoczenia, by trzymać się od niego z daleka, nic od siebie nie mówić, w rozmowach prywatnych raczej wypowiadać się oficjalnie, jak na konferencji prasowej, bo nie wiadomo, co on z tego zrobi, gdy nadarzy się okazja. Oto i dylemat moralny.
