Podobnie jak prezes Kaczyński przerywa kampanię wyborczą i wyrusza na tereny powodziowe, ja przerywam pisanie i komentuję jego przerwę.
REKLAMA
Deklaracja rzecznika Hofmana jest jeszcze zabawniejsza niż dotychczasowa kampania prezesa. Dotychczasowa wyglądała tak: Prezes stał na tle świń i mówił, że za kryzys w rolnictwie odpowiada Tusk. Następnego dnia stał na tle przychodni i mówił, że za kryzys w służbie zdrowia odpowiada Tusk. Następnego stał na tle jakichś linii przesyłowych i mówił, że za kryzys w energetyce odpowiada Tusk. Przekaz był prosty. Oto prezes stoi, a wszystko w kraju leży. Przez Tuska.
Teraz prezes udaje się na tereny zagrożone powodzią. To wielka ulga dla mieszkańców tych regionów. Niebezpieczeństwo powodzi natychmiast się zmniejszy. Zagrożeni poczują inspirację do przeciwstawienia się żywiołowi. Jest całkiem prawdopodobne, że prezes, podobnie jak jego lider Orban, jak przyjdzie co do czego, założy gumiaki,
złapie łopatę i pokaże narodowi jak się sypie wały. Znaczy powodziowe.
złapie łopatę i pokaże narodowi jak się sypie wały. Znaczy powodziowe.
To wszystko jest wybitnie sprytnym manewrem kampanijnym. Skołatani telewidzowie za żadne skarby nie zorientują się przecież, że prezes właśnie prowadzi kampanię. Na wałach będzie prezes apartyjny i antykampanijny.
Prezes już wczoraj powiedział, że jeśli będzie powódź i ludzi zaleje, to będzie wina Tuska. Nikt nie może mieć wątpliwości, że chociaż prezes chce zatopić Tuska i Platformę, jest przede wszystkim człowiekiem bliskim ludziom, nie życzy więc Tuskowi aż tak źle, żeby powódź zalała ludzi, a potem Tuska. To nie wchodzi w grę.
Pozostają tylko jedno pytanie – co będzie, jeśli do powodzi jednak nie dojdzie. Tu darmowo podrzucam prezesowi wyjaśnienie, na które może nie wpaść ani on, ani nawet pan Hofman. To wina Tuska.
Madame de Pompadour mawiała – po nas choćby potop. Niektórzy politycy zdają się mawiać – dla nas choćby powódź. Całe szczęście nie należy do nich pan prezes, który przerywa kampanię, by zająć się nie kampanią, ale powodzią.
