Wybory europejskie w Polsce wygrała Platforma, wygrał je PiS i wygrał je - niestety - Korwin-Mikke. Przegrała poważna polityka, przegrała lewica.
REKLAMA
/Wpis z godziny 23.30. Czekamy na oficjalne dane PKW z wynikami wyborów/
Wybory, w każdym razie wedle prognoz, wygrała PO. Literalnie to sukces. To sukces, biorąc pod uwagę, że jeszcze cztery miesiące temu Platforma zdawała się na dobre nurkować poniżej 20 procent poparcia.
Wybory wygrało PiS, bo ma więcej eurodeputowanych niż miało. Biorąc pod uwagę, że europejskie wybory standardowo są referendum nad władzą, to niezbyt imponujący wynik. Po siedmiu latach rządów główna partia opozycyjna wciąż nie jest w stanie znacząco zwyciężyć. Wraca stary problem. Bez Kaczyńskiego nie można wygrać. Z Kaczyńskim też nie.
Wygrał Korwin - Mikke. To dobrze, że partia protestu przeciw wszystkiemu ma twarz tego błazna, plecącego bzdury, obrażającego i insynuującego. Dobrze, bo łatwo sobie wyobrazić kogoś, kto nie obraża inteligencji normalnych ludzi, kogoś, kto po 10-ciu latach rządów PIS-u i PO, zgarnia 15-20 procent. Rozumiem, że jest grupa wyborców, pragnących nade wszystko pokazać środkowy palec establishmentowi. Środkowym palcem jest dziś błazen. Tak bywa.
Klęska lewicy. Dokładniej porażka SLD i klęska Palikota. Leszek Miller wygrał z Palikotem. I w najmniejszym sensie nie zbliżył się do wyniku, który może być jasnym światłem dla przyszłej lewicy. Zgaduję, że Leszek Miller za półtora roku będzie wicepremierem w rządzie Tuska. W sytuacji lewicy nic to jednak nie zmienia.
Klęskę poniosła najbardziej proeuropejska partia w Polsce - Twój Ruch. Jak widać jej oferta ma mały powab. Jak widać ani prostacki antyklerykalizm, ani lewicowość spod znaku Krytyki Politycznej w Polsce nabywców nie mają. Mają ich w każdym razie bardzo niewielu. Czy to zgon Palikota? Całkiem prawdopodobne. Choć poczekajmy z nekrologiem.
Partie populistyczne w Europie osiągnęły niebezpiecznie dobre wyniki. To jest kolejne wyzwanie dla Europy. Bo oto w siłę rosną ci, którzy wspólną Europę chcą rozwalić. Nie tragizowałbym jednak z tego powodu. Z pewnych względów obecna Europa wielu Europejczykom się nie podoba. Nie ma co załamywać rąk. Europa, Unia i parlament europejski muszą się z tym wyzwaniem zmierzyć. Kto wie, może właśnie to wyzwanie pomoże Europie znaleźć motyw istnienia, jakąś nową energię. Oby!
Frekwencja? Katastrofa. Prawda, kampania wyborcza była prostacka i niemerytoryczna. Jednocześnie okazało się, że jesteśmy bardzo proeuropejskim krajem wyłącznie w tym sensie, że chcemy forsy z Unii. Ale żeby jeszcze głosować - nie, to już przekracza możliwości większości. Kasę z Unii brać łatwo, być prawdziwym Europejczykiem jest dużo trudniej.
Mamy wielką lekcję do odrobienia. Może za pięć lat będzie lepiej. Może lepsza będzie polska polityka, może lepsza będzie frekwencja. Jeśli nie, mamy wszelkie szanse, by zamiast gonić europejską czołówkę, popaść w stagnację. I pozostać na peryferiach. Prawdę mówiąc nie widzę w polskiej polityce i w naszych partiach politycznych właściwie nic, co dawałoby nadzieję, że na tych peryferiach nie wylądujemy.
