Nie, jeszcze nie dziś, jeszcze nie jutro. I nie w ogóle pożegnanie, ale pożegnanie z bieganiem na czas, na rekord - tego bym chciał. Ale jeszcze chwila, jeszcze muszę spróbować osiągnąć cel, o którym marzę od lat.
REKLAMA
Na zadane przez pisarza Murakamiego pytanie - o czym myślisz, kiedy myślisz o bieganiu - odpowiadam - w czasie biegania myślę o bieganiu. A w czasie niebiegania, gdy myślę o bieganiu, myślę o tym, by biegać szybciej.
Gdy lata mijają "okno możliwości", jak mówią anglosasi, powoli, a potem coraz szybciej się zamyka. Rok temu byłem w stanie pobiec szybciej niż dwa lata temu. W tym roku może pobiegnę szybciej niż w zeszłym roku. Ale za pięć lat nie pobiegnę szybciej niż teraz. Sorry, takim mamy licznik. I wiek. I kalendarz.
Uczmy się więc kochać szybko przemijającą zdolność biegania szybciej. Mam marzenie, ja powiedziałby pastor King. Przebiec maraton w czasie poniżej trzech godzin. Mieć, jak mówią maratończycy "dwójkę na początku".
Nie twierdzę, że jest to nadmiernie racjonalne marzenie. Czy jest coś magicznego w czasie na przykład 2.59.59? Czy jest wielka różnica między czasem 2.59.59, a czasem 3.00.01? Otóż tylko absolutny ignorant może powiedzieć, że nie ma żadnej różnicy albo, że to różnica dwóch sekund. Może tak powiedzieć tylko ktoś, kto nie ma pojęcia ani o numerologii, ani o metafizyce. To jest różnica ogromna, zasadnicza, egzystencjalna.
Cztery i pół roku temu mój rekord w maratonie wynosił. 3.53. Cztery lata i cztery miesiące temu - 3.49. Niecałe trzy lata temu 3.40. Niecałe dwa i pół roku temu - 3.31, a zaraz potem 3.28. Niecałe dwa lata temu wynosił 3.17. Od kwietnia zeszłego roku wynosił 3.12, a od października wynosi 3.07.06.
Teraz cel, zwany też obsesją. Pobiec szybciej. Dokładniej o siedem minut i siedem sekund. By złamać 3.10 należy biec w tempie 13.4 kilometra na godzinę. By złamać trzy godziny, trzeba biec 14.1 kilometra na godzinę. 0.7 kilometra na godzinę szybciej. Niewiele. Niewiele? Bardzo wiele.
Na treningu oznacza to naprawdę solidną różnicę. Gdy mam trening tzw. pace, 11 albo 15 kilometrów muszę biec właśnie w tempie 14.1km/h. Gdy mam trening interwałowy - 7,8 albo 10 razy muszę przebiec 800 metrów w trzy minuty w tempie 16 kilometrów na godzinę. Zawodowy maratończyk uznałby to za tempo spacerowe. Dla mnie jest wciąż niemal zabójcze.
Teraz, na moment, nabieram dystansu, i oceniam te moje wynurzenia okiem, załóżmy, niebiegacza. To są jakieś żałosne kaprysy kryzysu wieku średniego. To jest jakaś tania egzaltacja. Człowieku, bądź poważny, przestań się ścigać z czasem, przestań udawać, że czas płynie w innym kierunku niż płynie. Więcej dystansu, nie biegowego, ale do siebie. Więcej pokory. I uśmiechu a nie szczękościsku w czasie tego interwałowego biegania.
Więc, nie zaczyna się od więc, ale tak mi pasuje, ja nie uważam, że ktoś kto patrzy szyderczo na te biegowe moje wynurzenia nie ma racji i popełnia jakieś nadużycie. Uważam, przeciwnie, że ma rację. Tak to pewnie wygląda, tak to musi wyglądać z boku. Ale - drobiazg - guzik to mnie
obchodzi.
obchodzi.
Chcę pobiec szybciej niż dotychczas. Jak powiedziałem, o 7 minut i siedem sekund. To jest moja obsesja. Głupia, infantylna, niedorosła, kretyńska, ale moja.
No dobra, a jak się już uda, jeśli się uda? Nie wiem. Wiem, że już nigdy moim celem nie będzie wtedy pobicie rekordu w maratonie. Myślę, że dalej będę biegał maratony, ale nie czas będzie celem. Czasem widok, czasem meta. Mam nawet parę takich maratonów na myśli. Na przykład
Midnight Sun Marathon w Tromse w Norwegii. W tym roku odbędzie się 20 czerwca o 20.30, noc polarna, jasno. Dlaczego akurat ten? Chciałbym jakoś odczarować Norwegię, gdzie w swoim czasie miesiącami suszyłem torf. I lubię biegać wieczorem. Jest i inny. North Polar Marathon. Maraton na biegunie północnym. Bajka. Temperatura minus 30, faceci z karabinami, gdyby pojawiły się niedźwiedzie. I czasy - w zeszłym roku średnio około ośmiu godzin.
Midnight Sun Marathon w Tromse w Norwegii. W tym roku odbędzie się 20 czerwca o 20.30, noc polarna, jasno. Dlaczego akurat ten? Chciałbym jakoś odczarować Norwegię, gdzie w swoim czasie miesiącami suszyłem torf. I lubię biegać wieczorem. Jest i inny. North Polar Marathon. Maraton na biegunie północnym. Bajka. Temperatura minus 30, faceci z karabinami, gdyby pojawiły się niedźwiedzie. I czasy - w zeszłym roku średnio około ośmiu godzin.
Generalnie plany są raczej zimowe, bo temperatura mnie zabija, jak jest więcej niż 20 stopni to mi ciężko, jak jest więcej niż 25, to umieram. Ale, to przecież i tak wszystko zabawa.
Tylko ta "trójka", jej złamanie. To nie jest zabawa. Zobaczymy w kwietniu. Drugi miesiąc nie palę, trzymam dietę. Chudnę. Prowadzę się przyzwoicie. Zobaczymy. Złamanie 3.10 zabrało mi półtora roku. Udało mi się za czwartym razem. Chyba przesadny optymizmem byłoby więc liczenie na złamanie "trójki" przy pierwszym podejściu. Pewnie tak. Zobaczymy.
