Wielce pouczająca jest historia znanego węgierskiego polityka ze skrajnie prawicowej węgierskiej partii Jobbik, Csanada Szegediego. Szegedi przez lata był gwiazdą Jobbiku. Gwiazda świeciła coraz bardziej i wzlatywała coraz wyżej. Csanad Szegedi miał bowiem to, co potrzebne jest prawdziwemu nacjonaliście - wigor, radykalizm i słuszne poglądy. A dokładniej, poglądy najsłuszniejsze. Szegedi dowodził, że jak na Węgrzech coś jest nie tak, to winni są temu Żydzi, którzy rozkradają węgierski majątek.

REKLAMA
Niespecjalnie takie poglądy czyniły go kandydatem na Europejczyka Roku, ale nie dziwmy się - w końcu i w Polsce antyEuropejczycy robią europejskie kariery - trafił Szegedy do Parlamentu Europejskiego.
Piął się więc Szegedy po szczeblach kariery, aż nastąpiła katastrofa. A właściwie dwie katastrofy. A nawet trzy. Dwa lata temu w prywatnej rozmowie pewien przestępca powiedział Szegedi'emu, że wprawdzie jest pan eurodeputowany antysemitą, ale jest też Żydem. Drugie nieszczęście - rozmowę ów przestępca nagrywał. Trzecie - przerażony Szegedi od raz zaproponował swemu rozmówcy łapówkę - pieniądze europejskie i europejskie stanowisko - byle tylko "kompromitujące" fragmenty jego życiorysu nie ujrzały światła dziennego.
Niestety dla polityka - ujrzały. Więcej, okazało się, że informacje są prawdziwe - dziadkowie Szegedi'ego rzeczywiście byli Żydami, a jego babcia jakimś cudem przeżyła obóz w Oświęcimiu. Co gorsza, okazało się, że Żydami byli dziadkowie Szegedi'ego po stronie matki, co oznaczało, że nie tylko jest on jakimś tam Żydem, ale jest Żydem stuprocentowym.
Szybko okazało się, że stuprocentowy Żyd może być wprawdzie stuprocentowym antysemitą, ale w swym stuprocentowym antysemityzmie przestaje być wiarygodny, gdy uwiarygodnione są informacje o jego żydostwie. Kariera polityka wzięła w łeb. Oficjalnie partia dawała do zrozumienia, że z powodu propozycji łapówki jaką złożył. Wiadomo było jednak, że prawdziwym powodem była nie propozycja łapówki, ale powód, dla której Szegedi taką propozycję składał.
Historia trochę jak z filmu "Cud purymowy", Izabelli Cywińskiej, w którym zwierzęcy antysemita dowiaduje się, że jest Żydem i - co lepsze albo gorsze - może z tego tytułu liczyć na jakieś pieniądze.
Jaki z tej całej historii morał? Cóż, trudno apelować do antysemitów, by zreflektowali się próbując sobie wyobrazić co by czuli, gdyby byli Żydami i apelować do nich o refleksję, czy dalej z takim przekonaniem wygłaszaliby antysemickie opinie. Trudno, bo antysemici nie są za bardzo skłonni do refleksji, o czym świadczą choćby dość masowe antysemickie wpisy na naszych rozmaitych portalach.
Trudno byłoby też apelować do antysemitów, by sprawdzali swoje pochodzenie, mimo że sprawdzać pochodzenie innych uwielbiają. Być może powinni jednak wzmóc swą czujność, bo może się okazać, że i w ich szeregach są fałszywi antysemici albo lepiej - antysemici prawdziwi, ale obiektywnie nieautentyczni.
Historia Szegedi'ego powinna jednak czegoś antysemitów uczyć. Bo, cholera wie, może kilka pokoleń wcześniej i po zupełnie niewłaściwej stronie, mieli jednak "trefnego przodka". A potem jest wielki wstyd. I tylko nie wiadomo przed kim większy. Przed antysemitami, przed Żydami czy przed sobą? To znaczy nie antysemici wiedzą przed kim największy ale czy wiedziałby to antysemita, choćby Żyd?