Wielkie podziękowania dla Katarzyny Kolendy za rozmowę z profesorem Zbigniewem Brzezińskim. I wielkie podziękowania oraz wyrazy najgłębszego szacunku dla profesora Brzezińskiego za jego mądre i odważne słowa.
REKLAMA
Profesor Brzeziński powiedział jasno, że gadanie o smoleńskim zamachu, to brednie, że opowiadanie tych bredni jest i głupie i wredne, i że w związku z tym zasługuje na pogardę.
Powiedział coś więcej. Powiedział, że to, iż polityk, który takie rzeczy opowiada ma jakieś "problemy psychologiczne", co po ludzku może być zrozumiałe, ale w przypadku polityka jest absolutnie dyskwalifikujące.
Znam profesora Brzezińskiego. Miałem zaszczyt rozmawiać z nim wiele razy, przed kamerą i prywatnie. Cechowała go zawsze niezwykła powściągliwość w ocenie sytuacji polskiej i w ocenie polskich polityków. Wykazywał ją nawet wtedy, gdy aż prosiło się o kategoryczne stwierdzenia. Teraz wypowiedział słowa wybitnie ostre. Najwidoczniej uznał, że sytuacja tego wymaga.
Najwidoczniej uznał, że smoleńsko - zamachowa kanonada czyni postępy, że ogłupia ludzi, degraduje życie publiczne w Polsce i jest na rękę wrogom Polski. Naprawdę musiał dojść do głębokiego przekonania o wielkim zagrożeniu demagogią, populizmem i radykalizmem w Polsce, by swe słowa wypowiedzieć.
Najwidoczniej uznał, że smoleńsko - zamachowa kanonada czyni postępy, że ogłupia ludzi, degraduje życie publiczne w Polsce i jest na rękę wrogom Polski. Naprawdę musiał dojść do głębokiego przekonania o wielkim zagrożeniu demagogią, populizmem i radykalizmem w Polsce, by swe słowa wypowiedzieć.
Te słowa są szalenie ważne i ze względu na ich sens i ze względu na ich autora. Tak mówi człowiek, który przez całe życie był żarliwym antykomunistą, którego na Kremlu wręcz nienawidzili. Ale tak mówi też wielki polski patriota, który swą osobistą interwencją u prezydenta Cartera oraz w Watykanie uchronił Polskę przed sowiecką interwencją w grudniu 1980 roku. Tak, krótko mówiąc, mówi wielki Polak i wielki Amerykanin.
Ciekawe co teraz powiedzą zamachoszaleńcy. Że Brzeziński oszalał? Że chodzi na pasku Putina? Że gra gierkę z Komorowskim i Tuskiem? Że jest starym sklerotykiem? Nie mam żadnych wątpliwości, że padnie któryś z tych podłych i głupich zarzutów. Albo wszystkie razem. Profesor wiedział o kim mówi, więc takie oskarżenia też go nie zdziwią. Ale też, ponieważ wie o kim mówi, nie przejmie się nimi.
Dzieje się właśnie coś szalenie ważnego. Otóż w tych dniach ludzie przyzwoici, którzy od dwóch i pół roku znosili często milcząc zamachowe brednie, postanowili przestać milczeć. Mówią jasno i twardo - dość. Żadnego zamachu nie było. Powtarzanie tych bredni służy wyłącznie rozniecaniu emocji, by - gdy osiągną właściwy poziom - przejąć władzę. W lokalach wyborczych albo i za pomocą kryterium ulicznego.
Dość emocjonalnego szantażu! Dość stawiania na obu szalach prawdy i bredni i sugerowania ludziom, żeby sobie wyciągnęli średnią. Dość ulegania presji. Dość przejmowania się oskarżeniami, lżeniu, epitetom.
Ktoś kto mówi o zamachu ma "problemy psychiczne". Dziękuję profesorowi Brzezińskiemu za to zdanie, bo nie muszę już mówić ani słowa o tym jak zasadna jest okładka najnowszego "Newsweeka".
"Zamachowcy" będą dalej robić i mówić swoje, ale wreszcie napotykają opór. Nóż przestanie wchodzić jak w masło. A gdyby ktoś nie miał jeszcze wczoraj śmiałości, by mówić głośno, słowa Zbigniewa Brzezińskiego na pewno dodały mu odwagi. Tak jak bardzo wielu z nas dodały one otuchy.
Demokracja nie jest dana raz na zawsze. Trzeba jej bronić. Czasem twardo i z determinacją. To jedna z takich chwil. Prawdę trzeba mówić głośno i bez wahań. Zanim będzie za późno.
