Zaglądając na internetowe fora odniosłem wrażenie, że choć narodem wielkiej wiary jesteśmy, to jednak czasem nie tak wielkiej. Wystarczyło małe potknięcie Justyny Kowalczyk, by wielu nagle straciło nadzieję w coś, w co akurat można nadzieje spokojnie inwestować. Z prostego względu. To absolutnie pewna inwestycja.
REKLAMA
W ostatnich dniach obawiałem się o Panią Justynę. Czytałem bowiem niemal w każdym miejscu, że jest w fantastycznej formie i jak tylko zapnie narty, to sprawi Norweżkom takie lanie jakiego nigdy nie zaznały. Nie tego lania się oczywiście bałem. Bałem się czegoś innego. Po pierwsze zawiedzionych, całkowicie irracjonalnych nadziei na szybki nokaut. Po drugie, i to ważniejsze, bałem się tego nokautu.
Dlaczego? Bo nie ma żaden sportowiec w żadnym sezonie trzech szczytów formy. Nie wierzę, że można fantastycznie wystartować w Pucharze Świata, że potem można zmiażdżyć rywalki w Tour de Ski, a potem można zdobyć kilka złotych medali w Mistrzostwach Świata we Włoszech. Więc mnie ten pierwszy start Pani Justyny nie zawiódł. Mnie on uspokoił. Bo znaczy on, że eksplozja formy, dokładnie dwie eksplozje, na Tour de Ski i we Włoszech na Mistrzostwach Świata nastąpią.
Pani Justyna to długodystansowiec. Długodystansowiec wie, że biega się głową a nie nogami. Wie, że ocenianie kogokolwiek i czegokolwiek po 500 metrach jest całkowitym nonsensem. Wie oczywiście, że jej występ w narodzie wzbudził niejaką trwogę. Miała zmiażdżyć, a przybiegła 27 - ma. Boję się trochę jej odczuć, bo może ją to sprowokować do dokręcenia wszystkich śrubek już za chwilę. A ona, tak po amatorsku myślę, powinna iść swoim kursem. Spokojnie, metodycznie.
Dlatego ani nie zmartwiłem się sobotnim występem Pani Justyny, ani nie będę zaniepokojony, gdy i za tydzień, w Finlandii, nie pobiegnie nadzwyczajnie. Jestem całkowicie spokojny, bo wiem, że eksplozja nastąpi. Skąd wiem?
Czytałem ostatnio w "Wyborczej" wywiad z ekspertem, który sprawdzał wydolność Justyny Kowalczyk. Stwierdzał on jednoznacznie, że takiej wydolności nie miała nigdy. Od kilku lat rozmawiam też z doktorem Robertem Śmigielskim, który w marcu reperował kolano Pani Justyny. To co on mówił potwierdziło moje przypuszczenia, że mamy do czynienia ze sportowcem nadzwyczajnym.
Z osobą, której determinacja jest absolutna, wola zwycięstwa niezwyciężona. Jeśli ci dwaj ludzie mówią mi, że Kowalczyk za chwilę "odpali na maksa", to ja im po prostu wierzę.
Sugeruję więc niedowiarkom spokój. A Pani Justynie relaks. Eksplozja formy nadchodzi. Może za dwa tygodnie, może za cztery, może za sześć, ale nastąpi, bo w sporcie gigantyczna praca zawsze przekłada się na wynik. Czekam cierpliwie i z absolutnym spokojem. Mistrzyni jest i będzie Mistrzynią.
P.S. Pani Justyno, bardzo dziękuję za Pani wpisy na naTemat. Proszę o więcej. Niech one będą kroniką tego sezonu i Pani kariery. Serdecznie pozdrawiam w imieniu swoim, naTemat i całej masy naszych czytelników, którzy niezmiennie trzymają za Panią kciuki.
