Sejm zajmie się za chwilę projektami ustaw w sprawie związków partnerskich. Arcybiskup Michalik powiedział, że wierzy w mądrość posłów, czyli w to, że projekty odrzucą. Ja chcę wierzyć w ich mądrość i przyzwoitość, czyli w to, że znajdą sensowny kompromis i związki partnerskie zostaną zalegalizowane.

REKLAMA
Kościół ma jakąś obsesję na punkcie związków partnerskich. Nawiasem mówiąc, gdy mówi o takich związkach, zawsze ma na myśli pary gejowskie, choć w zdecydowanej większości są to pary nie - gejowskie. Ale nawet jeśli gejowskie, to co z tego?
Dlaczego Kościół ma przekonanie, że danie całkowicie podstawowych praw parom gejowskim (i innym) jest takim wyzwaniem rzuconym instytucji rodziny? Skąd ta niewiara w polską rodzinę i w polskich katolików?
Ja mam głębokie przekonanie, że polska rodzina wcale nie jest zagrożona, a już absolutnie nie jest zagrożona tym, czym jest zagrożona według Kościoła.
Arcybiskup Michalik naprawdę nie musi się obawiać. Widząc ewentualną legalizację związków partnerskich młode Polski i młodzi Polacy nie zrezygnują z zawierania ślubów. Młode Polki, które nie są lesbijkami nie odkryją, że nimi są, młodzi Polacy nie zapragną nagle być gejami. Jak nimi (one i oni są) to będą dalej i tyle.
Dyskusja o związkach partnerskich wydaje mi się dość niezrozumiała. Jakimże to problemem byłoby, gdyby ludzie funkcjonujący w takich związkach mogli te związki rejestrować i mogli po sobie dziedziczyć. Gdzie tu niebezpieczeństwo dla Kościoła czy dla wiary.
O Kościele wiem oczywiście mniej niż arcybiskup, ale tak sobie myślę, że danie ludziom funkcjonującym w związkach partnerskich należnych im, elementarnych praw, byłoby całkowicie zgodne z miłością bliźniego i szacunkiem dla ludzi, czyli z tym, co jak rozumiem, jest nie tylko fundamentem Kościoła, ale i naczelnym przykazaniem. Tak myślę, ale arcybiskup pewnie myśli inaczej.
W żadnym projekcie nie ma mowy o prawie par gejowskich do adopcji dzieci, więc tym bardziej arcybiskupia i kościelna histeria są nie na miejscu. Żadna partia takiego pomysłu nie ma, więc nie ma co bić na alarm.
Teraz co ma arcybiskup Michalik do Obamy? Prezydent Obama w swoim wygłoszonym w poniedziałek orędziu inauguracyjnym wypowiedział piękne i właśnie chrześcijańskie słowa "Nasza podróż nie będzie ukończona do momentu, gdy nasi gejowscy bracia i siostry nie będą przez prawo traktowani tak jak my". Tak po prostu. Te słowa odnoszą się też do Polski.
Mam nadzieję szczególnie na to, że swoją obywatelską stronę pokaże Platforma zwana obywatelską. Mam nadzieje, że tym razem nie idzie o kolejne uniki, przedłużanie debaty w nieskończoność, o konformizm i oportunizm.
Panie i Panowie z PO, razem z SLD i Ruchem Palikota znajdźcie szybko rozsądny kompromis i załatwcie tę sprawę tak jak nakazuje przyzwoitość. Pomyślcie o współobywatelach, a nie o proboszczach. Zostanie to docenione. Wierzę, że rację ma arcybiskup Michalik wierząc w Waszą mądrość.