Tytuł nie jest żadną prowokacją. A zawarta w nim teza wcale nie przekreśla mojego piątkowego stwierdzenia, że doszło w Sejmie do wielkiego skandalu. Jakże więc skandal może być zwycięstwem?

REKLAMA
Pomyślmy przez chwilę nad alternatywami. Załóżmy na moment, że PiS, SP
PSL i tzw. konserwatyści z PO mieliby jakieś elementarne poszanowanie dla
obywateli żyjących w związkach partnerskich i dla fundamentalnego poczucia
smaku plus odrobinę cynizmu. Co by się wówczas stało? Projekty trafiłyby do komisji, w której byłyby przez lata mielone, mniej więcej tak samo jak projekty w sprawie in vitro. O tym, że z mielenia nic poza mieleniem nie wynika, przypomniałby ktoś tuż przed wyborami. I tyle.
Stało się, Bogu dzięki, inaczej. I o to związki partnerskie, które w istocie nie
były w Polsce ani tematem numer 1, ani 2 czy 5 albo 9 stały się jednym
z tematów zasadniczych. Zasadniczych i ze względu na wagę sprawy i ze
względu na to co piątkowe głosowanie ujawniło.
A pokazało ono prawdziwą twarz polskiej nietolerancji, obskurantyzmu
i kołtunerii. Symbolicznie można by mówić o dwóch twarzach. Jedna to
twarz miłującej Chrystusa i bliźnich, w każdym razie tych "użytecznych",
posłanka Pawłowicz. Druga to twarz naszego wyrośniętego ministranta, ministra Gowina.
Pani Pawłowicz pokazała czym jest czyste chamstwo, unicestwiając kompleksy
tych wszystkich, którzy nie mają profesorskich tytułów. Pan Gowin pokazał, że
kołtuneria może być też złotousta i kulturalna.
Największym zwycięstwem 25 stycznia, swoistym rubikonem w naszym
życiu społecznym, jest moment samouświadomienia liberalnej Polski. Choć
może nawet nie liberalnej, ale przede wszystkim otwartej, tolerancyjnej,
obywatelskiej, empatycznej, mającej szacunek dla odmienności. Ta otwarta
Polska zobaczyła na własne oczy kto jest jej wrogiem. Zobaczyła i zapamiętała.
Zwycięstwem jest też położenie, w którym znalazł się premier Tusk. On sam
zachował się w piątek przyzwoicie, ale czy nie on sam ponosi odpowiedzialność
za to co się stało? Do zdymisjonowania dwóch dobrych ministrów sprawiedliwości, panów Ćwiąkalskiego i Kwiatkowskiego potrzebował on albo lichego pretekstu, albo żadnego pretekstu. Do wyeksmitowania z rządu pana Gowina, jak widać, nie wystarczy nawet okazana szefowi rządu skrajna nielojalność. Okazana zresztą któryś raz z rzędu.
Ktoś powie, że Tusk ma związane ręce, bo jego większość w sejmie to kilka głosów. Jest on w związku z tym zakładnikiem Gowina i Gowinowców. Ale któż to dał Gowinowi takie narzędzia do grania premierowi na nosie? Czyż nie sam premier?
Donald Tusk może oczywiście zostawić Gowina na stanowisku, może się jednak
okazać, że proces gnilny w PO w takiej sytuacji będzie dla partii rządzącej
dużo groźniejszy niż pozbycie się Gowina. Nawiasem mówiąc warto się zastanowić, ilu to posłów poszłoby za Gowinem, gdyby obrażony po wyrzuceniu go ze stanowiska chciał się z PO ewakuować. Ilu? Odpowiadam. Nikt. Zero.
Platforma Obywatelska pokazała jak silny jest w niej element nieobywatelski.
Być może premier uważa, że ci, którzy dostali w piątek w twarz, setki tysięcy,
może miliony wyborców PO, i tak grzecznie na nią zagłosują ze strachu przed
Kaczyńskim. Być może premier uważa, że nie ma takiej zniewagi, która spotykając elektorat Platformy odrzuci ten elektorat od PO na dobre. Może tak jest. A może nie.
Jest oczywiście pytanie czy w sprawie związków partnerskich Sejm, taki Sejm jaki widzieliśmy w piątek, jest odzwierciedleniem nastrojów społecznych czy też nie. Być może jest. Na dziś. Ale zgaduję, że następny sejm skręci w lewo i że za 3 - 4 lata związki partnerskie zostaną zaakceptowane otrzymując należne im prawa. Piątkowa sejmowa hucpa znacznie ten moment przybliża.
Coraz silniejsza jest Polska, która chce Polski obywatelskiej wszystkich obywateli, która nie chce, by o prawie w Polsce i o moralności Polaków decydowali państwo Rydzyk, Gowin(owa piąta kolumna PIS w PO i w rządzie), Pawłowicz i inni, Polska, która nie uważa, że proboszcz jest ważniejszy niż obywatel. I nie ma to nic wspólnego z jakimś antyklerykalizmem. Coraz silniejsza jest po prostu Polska, która chce być Zachodem, a nie Wschodem.
Dlatego z perspektywy trzech dni uważam, że zdarzyła się w piątek najlepsza rzecz, jaka mogła się zdarzyć. Platforma Obywatelska może przegrać, ale Polska obywatelska wygra.