Wiele ostatnio się mówi o pani dyrektor Teatru Ósmego Dnia, która powiedziała za dużo i za mocno, nawet jeśli u źródeł jej słów była wrażliwość (tym bardziej powinna mówić inaczej). Przyznaję jednak, że na mnie największe wrażenie zrobił Teatr Czwartego Dnia i przedstawienie, które w czwartek, w sejmie, dała PIS-owska, przepraszam za słowo, trupa.

REKLAMA
Nie żebym jakoś szczególnie współczuł panu Tomaszowi Arabskiemu, którego PIS-owcy grillowali, albo lepiej - smażyli, jak zawsze na zjełczałym tłuszczu. Pan Arabski za chwilę pojedzie do Madrytu, znajdzie się z rodziną w swej rezydencji i naprawdę z łatwością o swych sejmowych, czterogodzinnych mękach zapomni. Wiem co mówię, bo w tej rezydencji raz byłem. I powiem tak - jest godnie. Dobrze się w tej rezydencji myśli o kraju, który swym dyplomatycznym reprezentantom takie locum zapewnia. Nie ironizuję, bo byłem w paru innych ambasadorskich rezydencjach i naprawdę chwały one Rzeczpospolitej nie przynosiły.
Zostawmy więc na boku Tomasza Arabskiego, choć przecież zupełnie go na boku zostawić nie można, skoro PIS-owcy umieścili go w samym centrum swej sali tortur. Zaiste uderzająca i mimo wszystkiego co już człowiek widział w naszym sejmie, intrygująca była ta nędzna pokazówka arogancji, zajadłości i, jakby to delikatnie powiedzieć, braku wyrafinowania posłów.
Czy w orszaku nienawiści i demagogii naczelne miejsce przyznać nieocenionej pani Fotydze, która powiedziała, że Arabski był "ikoną walki z Lechem Kaczyńskim"? Tym bardziej, że stwierdziła też, iż Arabski "reprezentował stanowisko rosyjskie" (nie PiS-owskie znaczy rosyjskie, to oczywista oczywistość). A może jednak palmę pierwszeństwa przyznać posłowi Waszczykowskiemu (ten od "nie zabijajcie nas"), porównującemu Arabskiego do Siwaka i Kociołka. A może geniuszowi z Grójca posłowi Suskiemu (temu od "genetycznego patriotyzmu"), który mówił, że Arabski chce uciec do Madrytu? A może posłance Szczypińskiej (tej od adoracji Polskęzbawa), która wie co wiadomo "od Bałtyku po szczyty gór"? Od Bałtyku po szczyty gór według Szczypińskiej wiadomo, że Arabski chce uniknąć odpowiedzialności. Bo przecież, że Arabski odpowiedzialny jest, wątpliwości nie ma. Czy też błyskotliwemu posłowi Mularczykowi pytającemu czy Arabski będzie załatwiał Tuskowi bilety na mecze Realu?
Dwie rzeczy zasługują tu na uwagę. Po pierwsze polityczna metoda. PIS-owcy wybierają wroga, przypisują mu winę, która oczywiście nigdy nie ulega żadnym wątpliwościom(generalnie wątpliwości to nie jest terytorium, na które PIS-owcy wybierają się często) i ładują. Dzień za dniem. Tydzień za tygodniem, rok w rok. Kanonada trwa, przerw nie ma. Wróg jest wrogiem, potępić, ukarać, zdeprecjonować, pognębić, upokorzyć, zdeptać go trzeba. A najlepiej zgnoić po prostu. Jest w tym pewien rys sadyzmu. Linczujący patrzą linczowanemu w oczy i zastanawiają się - długo jeszcze postoi czy padnie(w wypadku Arabskiego wysiedzi). Stoi dalej? No to dalejże, potrzebne kolejne kopniaki. Mistrzowie pogardy i linczu zawsze działają tak samo, wspomagani przez prawicowe portale i wpisowiczów na tych portalach, dowodzących każdego dnia, że istnieje coś takiego jak kloaka wirtualna, choć jednak realna.
Druga rzecz na uwagę zasługująca to forma. Ta grafomania, te porównanka, te przedszkolne metaforki, te figurki retoryczne z posiedzenia gminnego kółka PIS. Nędzna forma, fatalny styl. Bo przecież wątpliwości co do kandydatury pana Arabskiego PiS-owcy mają święte prawo mieć(przepraszam za niezgrabność "mają prawo mieć"). Nikt im ich posiadania ani wyrażania nie zabrania. Ale czy muszą to robić w taki tandetny sposób? Czy ta ich retoryka musi być taka parciana? "Łańcuchy tautologii, parę pojęć jak cepy, żadnej dystynkcji w rozumowaniu", jak pisał poeta. I oczywiście składnia pozbawiona coniunctivus.
Ta forma jest nieznośna. Może nawet bardziej nieznośna niż treść. Choć ogląda się to jednak całkiem dobrze. Z reguły wolę filmy o niedźwiedziach i fokach na National Geografic, ale to sejmowe posiedzenie też się oglądało. Inna sprawa, że bardziej to pasowało do National Geografic w wersji Wild, dzikiej.
Mówię, że to się oglądało w odruchu trochę obronnym, bo przecież wiem, że to przystawka. Główne danie zostanie zaserwowane 10 kwietnia. Ale się wtedy nasłuchamy.
I tylko ta myśl, że oglądałem posiedzenie sejmowej komisji spraw zagranicznych. Czy nie powinna w niej zasiadać narodowa elita? Mają w brytyjskim parlamencie Izbę Gmin. Okazuje się, że my też ją mamy. I to wcale nie tylko w nazwie.