Obchody 69-tej rocznicy Powstania Warszawskiego są naprawdę imponujące. Nie potrzebujemy nawet okrągłej rocznicy, by udowodnić, że Polak jest w stanie wspaniale świętować rocznicę największej narodowej katastrofy w naszej historii.

REKLAMA
Telewizja od rana do wieczora, radio od rana do wieczora, właściwie już od kilku dni. Fakt, jest co celebrować. Ponad 200 tysięcy ofiar. Elita narodu zamordowana, najlepsze młode pokolenie unicestwione, stolica doszczętnie zrujnowana. Trudno wskazać przykład innego wydarzenia w historii, gdy cały naród straciłby tak wiele, w tak krótkim czasie ,na tak długo. Na zawsze.
Z rocznicowymi obchodami, żeby była pełna jasność, nie mam żadnych problemów. Przeciwnie. W czasach PRL-u jeszcze w liceum specjalnie jeździłem do Warszawy, by 1 sierpnia być na Powązkach. Niezapomniane chwile w niezwykłym miejscu, szczególnie wtedy, w tak nie naszym wtedy przecież państwie.
Dyskusja o znaczeniu tamtej ofiary nie ma dziś wielkiego sensu, o tyle, że ci, którzy szli na barykady najczęściej nie postrzegali wtedy tego, co robią, w kategoriach ofiary, lecz w kategorii obowiązku. I pragnienia walki. Po prostu. Ale już dyskusja o sensie decyzji o rozpoczęciu Powstania ma sens. Dlaczego? Bo, śmiem twierdzić, była to w historii naszego narodu najgłupsza jednostkowa decyzja.
Walkę podejmuje się, gdy można wygrać, a nie, gdy ma się pewność klęski. Do boju wysyła się żołnierzy, gdy mają broń. Narodom bardziej niż trupy potrzebni są żywi. Państwom bardziej niż stolice zburzone przydają się stolice, które zburzone nie są.
Ale dobrze, wszystko już chyba w tej dyskusji zostało powiedziane. Mnie dziś intryguje coś innego. Dlaczego z coraz większym rozmachem obchodzone są rocznice naszej największej narodowej klęski, katastrofy i rzezi, a tak ignorowana jest w wolnej Polsce rocznica 4 czerwca 89 roku, rocznica wydarzenia, dzięki któremu w wolnej Polsce żyjemy dziś.
Czy to, że Polak potrafi zginąć zasługuje na obchody bardziej niż to, że potrafi zawrzeć kompromis, zwyciężyć, zatryumfować? Czy zwłoki są bardziej sexy od radosnego uśmiechu zwycięstwa?
Na pasku w TVN24 widzę napis "Rocznica zrywu Warszawy". Fakt, zryw był wspaniały. Potem, w efekcie zrywu nastąpiło rozerwanie, pokoleniowej ciągłości, architektonicznej obecności, biologicznej całości.
Choć może te obchody są obchodami nie tylko rocznicy tamtej tragedii, ale także związanego z nią zwycięstwa. Oto Polacy nauczyli się, że dla Polski można nie tylko ginąć. Że zwyciężać można bez kropli krwi. Że marzycielstwo bywa piękne w miłości, ale nie w polityce. Że w historii trzeba jednak mierzyć zamiar podług sił, a nie siły na zamiary. Że romantyzm jest dobry w literaturze. Cenna lekcja. Diabelnie droga.
Przynajmniej na tamtych błędach czegoś się nauczyliśmy. Widocznie taniej za te korepetycje zapłacić nie umieliśmy.