Kancelaria Premiera

Jacek Pawlicki i Marcin Wojciechowski wzywają w Gazecie Wyborczej Donalda Tuska, by kierował się w polityce "wartościami". Piszą, że szef rządu nie może popierać Wiktora Orbana, bo liderowi kraju z solidarnościowym rodowodem to nie wypada. Ale co dokładnie dałoby nam skrytykowanie Orbana?

REKLAMA
Pawlicki i Wojciechowski piszą: Premier Tusk jako polityk podkreślający swój rodowód z "Solidarności", tak często odwołujący się do wartości w polskich sprawach, nie może być głuchy na wartości, gdy chodzi o inne państwo UE. Nawet tak bliskie polskiej duszy jak Węgry.
To szlachetne. Ja też dziwię się, dlaczego Donald Tusk tak pudruje węgierską rzeczywistość, zapewniając publicznie o gotowości pomocy Orbanowi, a nie Węgrom. Też dziwie się Grzegorzowi Schetynie, że nie pozwala sobie na słowo krytyki wobec Budapesztu. Zastanówmy się jednak, co mamy do wyboru.
Owszem, Polska może przyłączyć się do niektórych rządów i niektórych organizacji międzynarodowych w krytyce Orbana. Nic tym jednak nie zyska, bo Orban oczywiście sposobu postępowania nie zmieni. Polska straci sympatię partnera i na bardzo wiele lat dobre relacje z węgierską prawicą. Teraz bowiem, gdy Unia linczuje Orbana, przyłączenie się Polski do tego linczu byłoby zapamiętane.
Wybory Tuska nie pachną ładnie, ale realpolitik nigdy nie pachnie dobrze.