Katarzyna Wiśniewska przejechała się w Gazecie Wyborczej po Dorocie Gawryluk. Poszło o felieton dziennikarki Polsatu o in vitro. Publicystka Wyborczej uznała go za przejaw ciemnoty, religijnego zabobonu i głupotę którą można usłyszeć tylko na kazaniu wiejskiego proboszcza. Przykre, że zdaniem Wiśniewskiej przeciwnicy in vitro mogą być tylko kościelnymi głupkami.
Katarzyna Wiśniewska o Dorocie Gawryluk
Gdy dyletant zaczyna zgłębiać tajniki medycyny, to raczej nieszczęście. CZYTAJ WIĘCEJ
Nic nie wiem o medycznych kompetencjach publicystki Gazety Wyborczej. Być może zgłębiała ona w karierze zawodowej "tajniki medycyny". Jeśli tak było, to warto by o nich w tekście napisała. Czytam jednak dalej:
Katarzyna Wiśniewska o Dorocie Gawryluk
Jeśli dziennikarka swoją wiedzę o in vitro opiera na tym, co usłyszała w niedzielnym kazaniu, lepiej by było, aby rozterkami dzieliła się z pamiętnikiem, zamiast chwalić się nimi publicznie.
To właśnie ten zabójczy argument - Gawryluk pewnie nawet Wikipedii nie zna, bo wszystko, co wie o świecie, wie z kościoła. A na wakacje jeździła albo do Watykanu, albo na Maltę. Ewentualnie spędzała urlop na sierpniowych pielgrzymkach do Częstochowy, lub w Fatimie.
Katarzyna Wiśniewska o Dorocie Gawryluk
Pozostaje się cieszyć, że historia nie musi zajmować się odpowiadaniem na egzystencjalne pytania Gawryluk i że miłosiernie zatrze produkty jej wyobraźni.
No tak, Gawryluk opowiada według Wiśniewskiej takie dyrdymały, że wszyscy szybko o tym zapomną. W przeciwieństwie do oświeconych felietonów w Gazecie Wyborczej. Cóż. To trudna sprawa. Biorąc pod uwagę pozycję telewizji i nakłady gazet może być jednak inaczej. Zobaczymy.
Dorota Gawryluk w "Idziemy" o in vitro
"Współczesny świat wmawia nam nieustannie, że sprawą fundamentalną, ważniejszą od zasad moralnych, jest zaspokojenie naszych potrzeb. Nie bagatelizuję problemu bezpłodności, na pewno dla wielu ludzi jest on dramatem. Medycyna próbuje mu zaradzić podobnie jak innym dramatom ludzkim, patrz: naprotechnologia. Nie jest jednak w stanie pomóc każdemu. Tak jak medycyna nie pomaga wszystkim chorym na raka (jakież to niesprawiedliwe!) czy nie potrafi jeszcze przywracać wzroku niewidomym. Jak czują się ludzie dotknięci innymi ułomnościami i czy ich też będziemy kiedyś ratować kosztem innych ludzi? Podążając za tokiem myślenia zwolenników in vitro, to czemu nie?"
Tyle, że odpowiedź Katarzyny Wiśniewskiej w Gazecie Wyborczej jest nie mniej ideologiczna.
