Chciałbym, aby nawet przeciwnicy traktowali się z szacunkiem. Jak więc zareagować na prowokację Janusza Palikota, który bez szacunku potraktował w tym tygodniu, dla wielu święty, religijny symbol. Wierzę w wolność słowa. Co jednak zrobić, gdy Janusz Palikot pod jej osłoną obraża uczucia wielu czytelników. Kilkukrotnie w tym tygodniu wzywano mnie do reakcji w sprawie bloga posła Palikota.
REKLAMA
Po tym, gdy Janusz Palikot opublikował w naTemat rysunek "Matki Boskiej smoleńskiej" wiele osób pytało mnie, dlaczego nie skasowaliśmy tego wpisu. Wczoraj pytał mnie o to na blogu ksiądz Kazimierz Sowa. Jego zdaniem:
Grafika umieszczona przez Janusza Palikota w poważnych mediach nigdy nie powinna się pokazać. Za takie medium uważam portal naTemat.pl i dziwię się, że ludzie odpowiedzialni za redakcję po prostu nie wrzucili tego obrazoburczego rysunku do kosza..
Patrzę na tą sytuację inaczej. Grafika Janusza Palikota nie obraziła moich uczuć religijnych. Uznałem ją za głupią, prostacką, prymitywną i nieśmieszną. Nie zrobiła na mnie jednak większego wrażenia niż wiele innych obrazków/fotomontaży/grafik, które w tygodniu widuję w internecie. Nie dlatego, że nie mam uczyć religijnych, więc nie było czego obrażać. Mam je. Janusz Palikot moich uczuć nie obraził, bo jego przeróbkę potraktowałem jako kulturową prowokację, a użyty obraz Maryi z dzieckiem jako dzieło nie religijne, ale pewien kulturowy symbol.
Szukam dobrego porównania i przypominam sobie reportaż, jaki niedawno widziałem w TVN24. Reporter odwiedzał kościoły w zachodniej Europie, które po desakralizacji są dziś dyskotekami, ściankami wspinaczkowymi i innymi obiektami służącymi rozrywce. Ktoś powie: To obraża moje religijne uczucia. Moich nie, bo wiem, że po wyniesieniu Najświętszego Sakramentu, po decyzjach biskupa, jest to zbiorowisko cegieł, a nie miejsce kultu. Rysunek Palikota był więc dla mnie zbiorowiskiem kresek, a nie świętą ikoną. Był Kwejkiem, a nie Kościołem.
Moi rozmówcy użyli też argumentu, że rysunek Palikota łamie prawo (znieważenie uczuć religijnych). Ja uważam paragraf o "znieważeniu" za w kodeksie nadużywany. Trzeba mieć słabe i niepewne uczucia religijne, by czuć że zostały one znieważone przez Janusza Palikota, Dodę, albo Kubę Wojewódzkiego. Uczucia religijne są moim zdaniem czymś silniejszym niż prawo, a Matka Boska nie potrzebuje ochrony kodeksu karnego. Nie dzięki niemu jest ważna dla milionów Polaków. Koncepcja by chronić prawem coś wielkiego i świętego, wydaje mi się absurdalna. Prawo powinno chronić słabych, a nie silnych.
Z tych powodów nie interweniowałem po opublikowaniu przez Janusza Palikota rysunku Jarosława Kaczyńskiego z kotem. Rozumiem, że choć u mnie Janusz Palikot nie wywołał ani gniewu, ani oburzenia, to wywołał go u innych. Jak sądzę, taki był cel jego prowokacji.
Uznaję tą prowokację za kompletnie bezsensowną z punktu widzenia interesów Janusza Palikota. Wystarczy spojrzeć na komentarze pod jego wpisem.
Artur napisał: Nie oburzyłem się... Nie zniesmaczyłem się... Nie rozbawiło mnie to... Chyba jestem już zmęczony Januszem Palikotem... ot tak po prostu. Pstryk i znikł...
Marek: Nie obraził Pan moich uczuć religijnych, kiepsko u mnie z nimi. Nie zaszokował mnie Pan, bo choć wszystkiego się można po Panu spodziewać, to generalnie mi Pan wisi kalafiorem. Pana nie ma, skazuje się Pan na polityczny niebyt i ciągnie w to piekiełko swoich SBeckich wyznawców. Stracił Pan to co miał najcenniejsze - twarz i żaden skandal lub happening nie pomoże jej odzyskać.
Radek: Pana brak szacunku do kogokolwiek i czegokolwiek juz chyba nikogo nie dziwi.
Amelia: Panie Januszu, jestem zażenowana. Blogi osób w moim wieku prezentują wyższy poziom i kulturę, mówią o czymś sensownym... I to jest człowiek, który ma reprezentować moje interesy w parlamencie? Litości...
Takich komentarzy były dziesiątki. Społeczność powiedziała Januszowi Palikotowi dokładnie to, co ja o tej sprawie myślę: Nie oburzają mnie Pana żarty. Każdy sprawia, że traci Pan pozycję poważnego człowieka w polityce. Każdy przesuwa Pana bliżej granicy, za którą reakcja wyborców na Pana program i Pana kandydatów będzie tylko jedna: Litości. Dokładnie tak, jak napisała to Amelia.
Żałuję jednocześnie, że po wpisie Janusza Palikota piszący u nas duchowni (ksiądz Sowa i ksiądz Lemański) znaleźli się pod prawicowym pręgierzem. Są niszczeni w prawicowej blogosferze. Nie sądzę, by prawicowa blogosfera naprawdę przejmowała się uczuciami religijnymi. Chodzi o dokopanie naszym blogerom. To tak jak z PiSem. Każdy polityk odchodzący z PIS staje się na dwa dni bohaterem liberalnych mediów. Każdy bloger odchodzący z naTemat stanie się na dwa dni bohaterem prawicowych mediów. Po tych dwóch dniach będą oczywiście po nim jechać jak wcześniej. Nie chodzi tu o żadne wartości poza wartością, jaką jest dokopanie Lisowi/Machale/"parówie".
Cieszę się, że ksiądz Sowa napisał: Nie chcę takiej wolności słowa. Cieszę się, bo choć się z nim w punkcie pod tytułem "Palikot" nie zgadzam, to codziennie chcę, by naTemat było miejscem szerokiej dyskusji. By codziennie prowokowało do sporów. Jednocześnie nie chcę, byśmy prowokowali do sporów takimi produkcjami jak ta Janusza Palikota. Dlatego powiedziałem w redakcji, że nie jestem zadowolony, że rysunek Palikota promowaliśmy na naszym Facebooku. Nie zasługiwał na to.
Mam nadzieję, że grupa autorów naTemat będzie rosła. Bardzo chciałbym, żeby dołączyły do nas osoby o prawicowych, konserwatywnych poglądach. Obiecuję, że dam im dokładnie taki sam dostęp do strony głównej, jak blogerom o poglądach lewicowych. Kto wie. Może dzisiejsza miła wymiana zdań między Tomaszem Lisem a Tomaszem Terlikowskim jest zapowiedzią czegoś pozytywnego. Bardzo bym sobie tego życzył.
