Fot. Sławomir Kamiński/ Agencja Gazeta

Sprawa jest dość dobrze znana, ale przypomnę krótko. Senator Platformy (kiedyś w PiS) Jan Filip Libicki, wysłał Twittera z numerem telefonu i deklaracją, że chciałby publikować w naTemat. Wysłał go do mnie, ale pomylił jak twierdzi wiadomość prywatną z tą publiczną (nie on pierwszy) i numer telefonu poznali wszyscy. Przez kila dni nie było problemu, ale potem redaktorzy Mazurek i Zaleski opublikowali numer w Uważam Rze. I się zaczęło.

REKLAMA
Są środowiska z silnie rozwiniętym instynktem stadnym. Wydawało mi się, że prawica ceni raczej indywidualizm. Trud grupowy to raczej pomysły lewicy. U nas jednak prawica ma silnie rozwinięte myślenie grupowe, co bierze się zapewne z poczucia oblężenia, z przekonania o byciu w podziemiu, w uciemiężeniu.
Artykulik Mazurka i Zaleskiego z numerem telefonu padł więc na podatny grunt. Senator Libicki powiedział mi dziś, że dostaje telefon co trzy minuty, większość z dzwoniących go obraża, albo poniża. I to w najbardziej wulgarny sposób, z użyciem jako argumentu jego niepełnosprawności. Niektóre telefony i SMSy senator opisał na blogu:
Dwie próbki: sms 1 – Filuś dawaj współpracujemy. Nowy wózek ci kupię w zamian, 3 kółka i klima na wyposażeniu! I sms 2- Proszę proszę głowa też chora! Wszystkich przebił jednak pewien gentelman, który upewniwszy się, że rozmawia ze mną wypalił: panie, mam w ogródku kilka ton kociego gówna do przerzucenia, nie podjąłby się pan?
Trudno mi uwierzyć, że redaktorzy Mazurek i Zalewski nie zdawali sobie sprawy, co się zdarzy gdy numer opublikują. Senator Libicki powinien oczywiście ostrożniej publikować na Twitterze. Jak się okazało jest jednak duża różnica pomiędzy opublikowaniem numeru w sieci dla wszystkich, a opublikowaniem go konkretnie w piśmie przeciwników Libickiego. Tu wyszła na jaw siła starych mediów. Po Twitterze nie zadzwonił nikt. Po Uważam Rze g. wylewa się ze słuchawki.
Napisałem w życiu wiele tekstów. Nie ze wszystkich jestem zadowolony. Ale mogę napisać, że przynajmniej nie stawiałem sobie za cel dokopania i taniej złośliwości. Redaktor Mazurek ten styl uprawiania dziennikarstwa łączy tymczasem z rozmodleniem w pierwszej ławce w kościele księdza Drozdowicza na Bielanach w Warszawie. Skądinąd frapujące jest, jak rozmodleni wyborcy prawicy potrafią kopać bliźnich swoich.
Dziennikarstwo powinno uwzględniać wywoływane przez siebie skutki. I te pozytywne (wszyscy przecież chcemy formować rzeczywistość) i te negatywne. Gdy chodzi o polityków, to te normy są moim zdaniem mało ostre. Ale w przypadku senatora Libickiego chodziło mniej o politykę bardziej o człowieka.
Polityk Libicki nie został przecież naruszony. Jest senatorem Platformy, czytelnicy Uważam Rze to nie jego elektorat. Ale jako człowiek Jan Filip Libicki przeżył i sporo przykrości i ma dużo kłopotu.
Nie wiem, czy Jan Filip Libicki będzie naszym blogerem. Tworzymy szeroką platformę, na której chciałbym czytać blogi od prawicy do lewicy. Jest z nami poseł Przemysław Wipler, jeden z najlepszych w swoim pokoleniu w PIS. Opisywał niedawno, jaką "kocówę" przechodzi na prawicy za bycie u nas. Mimo że utrzymuje bloga na platformie braci Karnowskich.
I wreszcie na koniec: Odpieprzcie się od Libickiego.