Fakty TVN informują o liście, jaki Donald Tusk wysłał do Jarosława Kaczyńskiego. Zaprosił w nim prezesa PIS na spotkanie w sprawie ustawy deregulacyjnej. I jednocześnie bardzo sprytnie zastawił na Jarosława Kaczyńskiego polityczną pułapkę.

REKLAMA
Kaczyński na konferencji prasowej powiedział dziś, że pakiet ustaw deregulacyjnych Gowina jest w istocie pakietem Kaczyńskiego, bo w latach 2005- 2007 Prawo i Sprawiedliwość chciało zrobić to samo. Prezes PIS zapowiedział, że jego partia poprze w Sejmie Gowina i zaprosił Platformę do współpracy przy zmianie konstytucji.
PiS chce wykreślenia z ustawy zasadniczej artykułu 17. Zgodnie z nim można tworzyć samorządy zawodowe, które kontrolują wykonywanie niektórych zawodów.
Donald Tusk deklarację współpracy wziął na serio. No, może lepiej napisać "na serio" w cudzysłowie, bo wszystko jest polityką. W każdym razie Tusk wysłał pismo do Kaczyńskiego i zaprosił na rozmowę do Kancelarii Premiera. Więc prezes PiS miał kłopot.

Kaczyński z Tuskiem nie spotykał się od katastrofy smoleńskiej. W dniu katastrofy odmówił rozmowy z premierem, odmówił spotkania z nim na miejscu tragedii w Rosji, potem pojawiły się zarzuty o kolumnie samochodowej Tuska, która wyprzedziła autobus Kaczyńskiego. Przez dwa lata lider opozycji i lider rządu nie zamienili nawet słowa. Kaczyński bojkotował Radę Bezpieczeństwa Narodowego, nie pojawił się ostatnio na spotkaniu klubu PIS z premierem w sprawie ustaw emerytalnych. Gdyby poszedł do Kancelarii, wówczas całkowicie zmieniłby prowadzoną dotąd politykę. Podając rękę Tuskowi przyznałby (przed sobą i skrajnym elektoratem), że premier jest równy jemu. Niby oczywistość, ale w głowie Kaczyńskiego, obciążającego Tuska winą za śmierć brata, byłby to kopernikański przewrót.
Wyobrażam sobie, że w kwietniu 2010 roku Jarosław Kaczyński postanowił sobie, że nigdy nie zdejmie czarnego krawatu i nigdy nie poda ręki ludziom odpowiedzialnym za śmierć Lecha Kaczyńskiego. Tusk jest na tej liście.
Jarosław Kaczyński postanowił nie iść na spotkanie do Kancelarii. Czym więc są jego zapewnienia o gotowości współpracy? Wyborcy mają prawo uznać, że czczym gadaniem. Dla elektoratu PiS nie ma to znaczenia oczywiście. Ale ma dla wiarygodności Kaczyńskiego w elektoracie środka.
Donald Tusk tą rozgrywkę wygrał. PiS wyłącznie zminimalizował straty, udzielając od razu odpowiedzi na list Tuska i skracając medialne dywagacje "Pójdzie, czy nie pójdzie".

Wszyscy wiemy, że Jarosław Kaczyński współpracy z PO nie chce, a wojna jest na śmierć i życie. Nikt tu nie ma złudzeń - ani Tusk, ani Kaczyński. Zresztą Tusk też nie chce współpracować z PiSem, ani w możliwość takiej współpracy nie wierzy.
Chodzi tylko o to, jak dobrze sprzedać temat opinii publicznej. Wyobrażam sobie tą satysfakcję w Kancelarii Premiera po konferencji prezesa PIS. Albo nawet nie po niej, ale obserwując jak portale (niezbyt mądrze) grzały cały dzień temat rzekomej propozycji współpracy. Cóż, ktoś pomyślał w Alejach Ujazdowskich, skoro Kaczyński tak bardzo chce współpracy, to współpracujmy.
Konrad Piasecki zauważa na Twitterze, że gra nie jest nowa. Tak, to prawda, takie numery były już robione i nie jest to mistrzostwo politycznego PR. Ale z drugiej strony, kto tu widział u nas jakieś mistrzostwo ostatnio? Przynajmniej nie jest to jakaś tempa łomotanina, ale już jakaś próba kombinacji :-)