"Karta stół" słyszałem zwykle, gdy podczas gry zmieniałem zdanie co do koloru, lub figury, którymi zamierzałem zagrać. W grze rozterki są normalne. Gdy jednak kartę rzuci się na stół, zabieranie jej z powrotem cechuje graczy wyjątkowo niezdecydowanych, nadmiernie emocjonalnych, niepewnych. O Donaldzie Tusku od lat pisało się, że jest graczem emocjonalnym. Jarosław Gowin zrobił z niego kogoś gorszego: gracza rozdygotanego.

REKLAMA
Donald Tusk powiedział wczoraj o Gowinie, że "na starość mięknie mu serce", a informacje zza kulis były takie, że premier i minister porozumieli się w sprawie ustawy o związkach partnerskich. Gowin nie będzie blokował jej w pierwszym czytaniu, Tusk nie będzie zmuszał go do głosowania "za". Myślałem, że to porozumienie szefa rządu ze swoim podwładnym oznacza także zmianę pewnego stylu wypowiadania się ministra Gowina w sprawie ustawy o związkach partnerskich.
Jeśli chodzi o porozumienie dotyczące ustawy, to zobaczymy jak będzie, gdy ustawa ponownie się pojawi. Na razie konserwatywni posłowie Platformy zapraszani są na pogadanki do partyjnej rzecznik dyscypliny. Natomiast jeśli chodzi o styl Jarosława Gowina, to już widać, że różnicy po spotkaniu z premierem nie ma żadnej.
Gowin powiedział dziś rano, że nie ma "żadnego powodu by posypywał głowę popiołem". Powiedział też, że dla niego najważniejsze jest, żeby Platforma przestała zajmować się "tematami zastępczymi, takimi jak instytucjonalizacja związków homoseksualnych. To jest temat, który dotyczy może kilkuset, może kilku tysięcy ludzi w Polsce". Związki partnerskie, to nie tylko związki homoseksualne, o czym minister (ponownie) nie wspomniał. A heteroseksualne związki partnerskie to nie jest sprawa dla kilku tysięcy ludzi w Polsce, tylko dla kilku milionów. A nawet jeśli będziemy rozmawiać tylko o związkach homoseksualnych, to nie podoba mi się mówienie o nich, jak o "temacie zastępczym". Państwo powinno mieć jakiś podstawowy szacunek wobec problemów nawet niewielkiej grupy obywateli. Nazywanie ich problemów "tematami zastępczymi" nie wskazuje na szacunek.
Minister Gowin powiedział także inne frapujące zdanie: Nachalna propaganda środowisk gejowskich powoduje, że znaczna cześć ludzi w Polsce zaczyna się z tym źle czuć. Środowiska homoseksualne mają swój lobbing, mają swój PR i mają do niego prawo. Nie sądzę jednak, by konstytucyjny minister RP musiał nazywać ten lobbing "nachalną propagandą". Są w Sejmie tacy, którzy operują tym językiem. Nie powinien być to minister.
Tusk niepotrzebnie w zeszłym tygodniu sugerował, że położy na stolę kartę "dymisja Gowina". Niepotrzebnie kładł kartę "rekonstrukcja rządu". Niepotrzebnie położył kartę "dymisja ministra Budzanowskiego za LOT", bo już raz położył kartę "dymisja ministra Grada za stocznię", a żadnej dymisji nie było. Odwoła, nie odwoła, przeprowadzi męską rozmowę, zdyscyplinuje, pouczy, chwyci cugle, ma błysk w oku. O działaniach Tuska słyszymy niebywałe rzeczy, raz za razem kończy się jednak jakimś mało zrozumiałym dygocikiem.
Trochę mam dla premiera wyrozumiałości. Chce znów pełnej władzy w Platformie i trzeciej kadencji dla siebie w latach 2015 - 2019. Wyobrażam sobie ten stan paranoi, w który wpada w Kancelarii widząc, że obalić chce go nie tylko opozycja, ale też poważni ludzie we własnej partii. A jednak emocje, które pojawiają się w takich momentach trzeba zachować dla siebie. Gdy się bowiem siada do stołu, to te emocje wyglądają na dygocik.